- Chętnie skorzystam z pomocy. - Nie miała w zwyczaju odrzucać wsparcia, które było jej oferowane, szczególnie, że sama nie była jakąś specjalistką w dziedzinie klątw. Castiel, który wspierał jej rodzinę w tych sprawach gdzieś przepadł, więc dobrze byłoby znaleźć kogoś kto zajmie jego miejsce.
- To nic takiego. Moja mama od zawsze ciągle była w drodze. - Jako zawodowa szukająca spędzała w Londynie bardzo mało czasu. Przywykła do tego, że raczej nie było jej na miejscu. Z ojcem było trochę inaczej, chociaż od paru lat coraz częściej towarzyszył swojej żonie podczas jej podróży.
- Sklep będzie działał, tata ma oddanych pracowników, którzy się w to zaangażują, no i będzie się tutaj pojawiał od czasu do czasu, by doglądać, czy wszystko jest w porządku, nie zostawi swojego dobytku w cudzych rękach. Wydaje mi się jednak, że tak z doskoku będzie to dla niego bezpieczniejsze. - Zresztą ich sklep oberwał podczas pierwszych ataków śmierciożerców, mieli ogromne szczęście, że nikt z ich najbliższych wtedy nie ucierpiał, poza jedną z jej ulubionych pracownic ojca.
- Miałyśmy farta, że zrobiłyśmy zapasy. - Przynajmniej nie musiały się martwić o to, czy będą miały jak poradzić sobie z głodem, który pojawi się wcześniej, czy później. Nie zakładała jednak tego, że spędzą czas w tym labiryncie, musiały znaleźć wyjście, skoro jakoś do niego weszły to na pewno z niego wyjdą.
- To brzmi jak plan. - Pokiwała twierdząco głową, kiedy usłyszała słowa Brenny. Wszystko było całkiem logiczne. Wolałaby pominąć tę część w której krzaki próbują je zeżreć, ale nie mogły im za bardzo ufać.