17.07.2025, 22:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.07.2025, 08:56 przez Hannibal Selwyn.)
Hannibal był tym razem w pełni ubrany, choć w nie swoją, odrobinę opiętą w ramionach koszulę i skórzaną kurtkę - również nie swoją, ale za to dopasowaną rozmiarem. Był też nieco brudny od sadzy i nieogolony, ale ogólnie prezentował się nieźle, świeżo umyte włosy, promienna cera i pachniał... czymś słodkim i zdecydowanie nie męskim. Wanilia?...
- Mona - sapnął, lekko zdyszany po taszczeniu kufra po schodach. Przytulił ją mocno, z ulgą - niby wiedział z listów, że jego przyjaciele i rodzina w iście cudowny sposób ocaleli, może dla równowagi ze zdemolowanym mieszkaniem, spaloną koszulą i obolałym ego po tym wypadku z próbą gaszenia pożaru - ale Hannibal nie zamierzał narzekać na taki balans. Niby wiedział, a jednak każde spotkanie na żywo, każda możliwość poczucia fizycznie ich ciepła napełniała jakieś emocjonalne naczynko w środku, puste po Spalonej Nocy - i przyjemnie grzała. Powinienem odwiedzić rodziców, pomyślał przelotnie.
- Mam nowe blizny, na pewno ci się spodobają, wyglądają, jakby smok na mnie beknął! - pochwalił się niefrasobliwie. Oparzenia już właściwie nie bolały, ślady miały zejść za tydzień lub dwa. Hannibal bezceremonialnie, zadarł koszulę, ukazując nierówno odgraniczone, różowe pole obejmujące niemal całą lewą połowę torsu - Patrz!...
I w tym momencie w drzwiach do salonu stanął obcy mężczyzna. Zaskoczony Hannibal zamarł na sekundę i wypuścił z ręki brzeg materiału. Koszula opadła, ale kiepsko dopasowany guzik na dole rozpiął się w międzyczasie, odsłaniając fragment skóry.
- We własnej osobie - Selwyn uśmiechnął się czarująco, bez śladu zmieszania wygładzając materiał na brzuchu i uścisnął podaną dłoń. Nie miał okazji poznać go osobiście, ale to musiał być starszy brat Electry - Dobry wieczór, dziękuję, cieszę się, że sztuka przypadła ci do gustu - poprawił opadające na twarz włosy.
Odwrócił się w stronę kufra i kiedy nieznajomy nie mógł widzieć jego twarzy, posłał kuzynce zaciekawione spojrzenie - jego brwi podjechały do góry, a usta drgnęły w lekkim uśmiechu. No proszę, czyżby Mona wreszcie kogoś sobie znalazła? To absolutnie nic nie szkodzi, że akurat w tę jedną noc, kiedy chciałby skorzystać z jej gościnności, gdzie tam!
- Nie zajmę ci dużo czasu - szepnął do niej w przejściu, machnięciem różdżki skłaniając swój kufer do łagodnego przefrunięcia w ślad za nim na środek salonu - Potrzebuję miejsca na ogarnięcie swoich rzeczy, wyczyszczenie i tak dalej. U mnie w domu jest pełno sadzy - rozejrzał się po mieszkaniu Mony - Dobrze widzieć, że twój nie ucierpiał.
Tanecznym ruchem obrócił się w stronę Icarusa, aż niemal zafurkotały wyciągnięte ze spodni rogi niedopiętej koszuli.
- Wymieniłem sowy z Electrą, dobrze słyszeć, że wczorajsza noc was oszczędziła - powiedział, płynnym ruchem zrzucając z ramion kurtkę i opadł malowniczo na fotel - Nikt z naszych również nie oberwał jakoś mocno, tyle, że moje mieszkanie… - wzruszył ramionami.
- Mona - sapnął, lekko zdyszany po taszczeniu kufra po schodach. Przytulił ją mocno, z ulgą - niby wiedział z listów, że jego przyjaciele i rodzina w iście cudowny sposób ocaleli, może dla równowagi ze zdemolowanym mieszkaniem, spaloną koszulą i obolałym ego po tym wypadku z próbą gaszenia pożaru - ale Hannibal nie zamierzał narzekać na taki balans. Niby wiedział, a jednak każde spotkanie na żywo, każda możliwość poczucia fizycznie ich ciepła napełniała jakieś emocjonalne naczynko w środku, puste po Spalonej Nocy - i przyjemnie grzała. Powinienem odwiedzić rodziców, pomyślał przelotnie.
- Mam nowe blizny, na pewno ci się spodobają, wyglądają, jakby smok na mnie beknął! - pochwalił się niefrasobliwie. Oparzenia już właściwie nie bolały, ślady miały zejść za tydzień lub dwa. Hannibal bezceremonialnie, zadarł koszulę, ukazując nierówno odgraniczone, różowe pole obejmujące niemal całą lewą połowę torsu - Patrz!...
I w tym momencie w drzwiach do salonu stanął obcy mężczyzna. Zaskoczony Hannibal zamarł na sekundę i wypuścił z ręki brzeg materiału. Koszula opadła, ale kiepsko dopasowany guzik na dole rozpiął się w międzyczasie, odsłaniając fragment skóry.
- We własnej osobie - Selwyn uśmiechnął się czarująco, bez śladu zmieszania wygładzając materiał na brzuchu i uścisnął podaną dłoń. Nie miał okazji poznać go osobiście, ale to musiał być starszy brat Electry - Dobry wieczór, dziękuję, cieszę się, że sztuka przypadła ci do gustu - poprawił opadające na twarz włosy.
Odwrócił się w stronę kufra i kiedy nieznajomy nie mógł widzieć jego twarzy, posłał kuzynce zaciekawione spojrzenie - jego brwi podjechały do góry, a usta drgnęły w lekkim uśmiechu. No proszę, czyżby Mona wreszcie kogoś sobie znalazła? To absolutnie nic nie szkodzi, że akurat w tę jedną noc, kiedy chciałby skorzystać z jej gościnności, gdzie tam!
- Nie zajmę ci dużo czasu - szepnął do niej w przejściu, machnięciem różdżki skłaniając swój kufer do łagodnego przefrunięcia w ślad za nim na środek salonu - Potrzebuję miejsca na ogarnięcie swoich rzeczy, wyczyszczenie i tak dalej. U mnie w domu jest pełno sadzy - rozejrzał się po mieszkaniu Mony - Dobrze widzieć, że twój nie ucierpiał.
Tanecznym ruchem obrócił się w stronę Icarusa, aż niemal zafurkotały wyciągnięte ze spodni rogi niedopiętej koszuli.
- Wymieniłem sowy z Electrą, dobrze słyszeć, że wczorajsza noc was oszczędziła - powiedział, płynnym ruchem zrzucając z ramion kurtkę i opadł malowniczo na fotel - Nikt z naszych również nie oberwał jakoś mocno, tyle, że moje mieszkanie… - wzruszył ramionami.