17.07.2025, 22:26 ✶
Lyssa mrugnęła, na moment zastygając, zanim powoli nie podniosła na ojca spojrzenia w zastanowieniu. Słowo było przyjemne i zasługiwała na nie, ale chłód jaki bił z tego słowa niekoniecznie ją przekonywał - na tyle by zaczęła się zastanawiać, czy faktycznie był z niej zadowolony. Niemniej jednak, bardzo szybko uśmiechnęła się, zamykając przeglądaną książkę i zaciskając na niej palce.
- Dziękuję - odparła, wyraźnie z siebie zadowolona, chociaż po trochu traktowała to zajęcie jako coś, czym mogła wypełnić smętne dni. Prawa Czasu wróciły do właściwego stanu, Spalona Noc odeszła w niepamięć, ale wrzesień oprócz tego i tak nie był dla niej przesadnie wesołym miesiącem.
Wciąż nie wiedziała o co właściwie chodziło Longbottomowi i gdzie leżał jego problem. Widziała jego niechęć, nawet jeśli starał się przykrywać ją pod maską obojętności i kiedy wreszcie przestało ją obchodzić co myśli o niej jakiś przypadkowy, wyleniały jasnowidz, ten postanowił kupić jej obrazy, a przez to w oczach Muzy stać się jej mecenasem. W cokolwiek grał, nie rozumiała tego, a niezbędne detale leżały poza jej zasięgiem.
Najgorsze jednak dla niej był nie Morpheus, nie Spalona Noc, nie jej konsekwencje, a fakt że jej ostatni obiekt uczuć opuścił nie tak dawno kraj i nie wiedziała co ze sobą zrobić. To nie było cierpienie nieszczęśliwej miłości, co nie zmieniało faktu że była zwyczajnie rozczarowana i niezwykle tym posunięciem oburzona.
- Bardzo chętnie zjem z tobą obiad. Jutro i w każdy inny kolejny dzień. Kiedy tylko chcesz - powiedziała, całkiem szczerze z resztą, bo tych drobnych momentów wykradzionych z kalendarza ojca, nigdy nie mogło być za dużo. - Wiem że jesteś zmęczony, ale mogę o coś zapytać? Ten list który mi dałeś, wyłożyłeś odnośnie niego jakieś karty?
- Dziękuję - odparła, wyraźnie z siebie zadowolona, chociaż po trochu traktowała to zajęcie jako coś, czym mogła wypełnić smętne dni. Prawa Czasu wróciły do właściwego stanu, Spalona Noc odeszła w niepamięć, ale wrzesień oprócz tego i tak nie był dla niej przesadnie wesołym miesiącem.
Wciąż nie wiedziała o co właściwie chodziło Longbottomowi i gdzie leżał jego problem. Widziała jego niechęć, nawet jeśli starał się przykrywać ją pod maską obojętności i kiedy wreszcie przestało ją obchodzić co myśli o niej jakiś przypadkowy, wyleniały jasnowidz, ten postanowił kupić jej obrazy, a przez to w oczach Muzy stać się jej mecenasem. W cokolwiek grał, nie rozumiała tego, a niezbędne detale leżały poza jej zasięgiem.
Najgorsze jednak dla niej był nie Morpheus, nie Spalona Noc, nie jej konsekwencje, a fakt że jej ostatni obiekt uczuć opuścił nie tak dawno kraj i nie wiedziała co ze sobą zrobić. To nie było cierpienie nieszczęśliwej miłości, co nie zmieniało faktu że była zwyczajnie rozczarowana i niezwykle tym posunięciem oburzona.
- Bardzo chętnie zjem z tobą obiad. Jutro i w każdy inny kolejny dzień. Kiedy tylko chcesz - powiedziała, całkiem szczerze z resztą, bo tych drobnych momentów wykradzionych z kalendarza ojca, nigdy nie mogło być za dużo. - Wiem że jesteś zmęczony, ale mogę o coś zapytać? Ten list który mi dałeś, wyłożyłeś odnośnie niego jakieś karty?