14.02.2023, 23:19 ✶
Patrick zapatrzył się na mężczyznę na obrazie. Miły czy nie, mógł być przydatny. I może nawet wierny, jeśli będzie brał pod uwagę, że Steward uratował jego istnienie. Póki co, oczywiście, to były tylko takie luźne myśli przelatujące mu przez głowę. Jeszcze nie wiedział ani co powinien zrobić z obrazem, ani czy cokolwiek należało z nim zrobić. Nie, nie planował wyrzucać go do jeziora, ale gdyby okazał się wyjątkowo męczący, auror pewnie zdobyłby się na sprawienie mu nowej ramy i zamknięcie w jakimś suchym składziku na miotły…
- Niektórzy tak mówią – zgodził się z obrazem, po raz kolejny ignorując nieprzyjemne tony w głosie namalowanego mężczyzny. Może rzeczywiście bywał spryciarzem, choć tym razem subtelność dyplomacji, na którą się właśnie zdobywał była raczej mocno wątpliwej jakości. Odwrócił się do biurka by sprzątnąć stamtąd jedną z map – akurat tę, na której dostrzegł ruiny i namalowany czerwony krzyżyk. Nie wiedział, czy cokolwiek z tej mapy da się jeszcze odczytać, ani jaki skarb mogła skrywać (a przez słowo skarb rozumiał wiele różnych, bardzo różnych rzeczy, niekoniecznie nawet przesadnie wartościowych). – Masz moje słowo – przyrzekł.
Późniejsza droga miała się okazać dla Patricka dużo trudniejsza niż przypuszczał. A jednak było w niej coś pokrzepiającego. Wreszcie wydawało mu się, że wiedział, gdzie idzie. Miał obok siebie również – choć marudzącego i niespecjalnie przyjaznego, ale przewodnika. I nawet jeśli nie powinien mu ufać, Steward zakładał, że na swój sposób obydwaj się szachowali i obydwu łączył ten sam wspólny cel: wydostać się z cholernego bagna.
Kiedy magia wreszcie wróciła, Patrick aportował się z obrazem w okolicach domu dziadków. Wiedział jak musiał się w tym momencie prezentować. I wiedział, że gdy pojawi się w drzwiach, zaczną mu zadawać mnóstwo pytań. Od tych najbardziej oczywistych, jak: „Na Merlina! Patrick! Co ci się, do licha, stało?!” przez „Spóźniłeś się dwie godziny! Czy wiesz, że się o ciebie baliśmy?!” na: „Czemu niesiesz ze sobą jakiś stary obraz?” skończywszy.
- Nie pytajcie – powiedział do nich na powitanie, uprzedzając wszystkie pytania, które mogły paść. – Wrócę i wszystko wam opowiem. Poznajcie Nicolausa de Viggena, właśnie pomógł biurze aurorów w rozwiązaniu sprawy zaginięcia Hannah Johnson – przedstawił ciemnowłosego mężczyznę na obrazie. – A teraz koniecznie muszę się aportować do Ministerstwa Magii.
- Niektórzy tak mówią – zgodził się z obrazem, po raz kolejny ignorując nieprzyjemne tony w głosie namalowanego mężczyzny. Może rzeczywiście bywał spryciarzem, choć tym razem subtelność dyplomacji, na którą się właśnie zdobywał była raczej mocno wątpliwej jakości. Odwrócił się do biurka by sprzątnąć stamtąd jedną z map – akurat tę, na której dostrzegł ruiny i namalowany czerwony krzyżyk. Nie wiedział, czy cokolwiek z tej mapy da się jeszcze odczytać, ani jaki skarb mogła skrywać (a przez słowo skarb rozumiał wiele różnych, bardzo różnych rzeczy, niekoniecznie nawet przesadnie wartościowych). – Masz moje słowo – przyrzekł.
Późniejsza droga miała się okazać dla Patricka dużo trudniejsza niż przypuszczał. A jednak było w niej coś pokrzepiającego. Wreszcie wydawało mu się, że wiedział, gdzie idzie. Miał obok siebie również – choć marudzącego i niespecjalnie przyjaznego, ale przewodnika. I nawet jeśli nie powinien mu ufać, Steward zakładał, że na swój sposób obydwaj się szachowali i obydwu łączył ten sam wspólny cel: wydostać się z cholernego bagna.
Kiedy magia wreszcie wróciła, Patrick aportował się z obrazem w okolicach domu dziadków. Wiedział jak musiał się w tym momencie prezentować. I wiedział, że gdy pojawi się w drzwiach, zaczną mu zadawać mnóstwo pytań. Od tych najbardziej oczywistych, jak: „Na Merlina! Patrick! Co ci się, do licha, stało?!” przez „Spóźniłeś się dwie godziny! Czy wiesz, że się o ciebie baliśmy?!” na: „Czemu niesiesz ze sobą jakiś stary obraz?” skończywszy.
- Nie pytajcie – powiedział do nich na powitanie, uprzedzając wszystkie pytania, które mogły paść. – Wrócę i wszystko wam opowiem. Poznajcie Nicolausa de Viggena, właśnie pomógł biurze aurorów w rozwiązaniu sprawy zaginięcia Hannah Johnson – przedstawił ciemnowłosego mężczyznę na obrazie. – A teraz koniecznie muszę się aportować do Ministerstwa Magii.
Koniec sesji