18.07.2025, 11:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.07.2025, 11:19 przez Keyleth Nico Yako.)
Skinęła głową w milczeniu, wciąż unikając jego spojrzenia. Przejęła bandaż i zaczęła drżącymi rękami owijać dwa palce, dowiązać jeden palec do palca tak żeby nie latał. Gdyby byli w domu, gdyby byli u niej, wiedziałaby po kogo pobiec, żeby udzielił pomocy panu Woody'emu. Ale nie byli tam. Inny kontynent. Setki, tysiące mil...
Słuchając dalszej wypowiedzi miotała się wewnętrznie i to bardzo mocno. Oczywiście była pokusa sprzedania swojemu gospodarzowi historii o tym, jak w pożarze zmarła jej matka i że nie mogła dopuścić by i jemu - jej dobrodziejowi stała się krzywda. Mogła zabić w fikcyjnym pożarze dowolną inną osobę, może lepiej to byłoby jakaś... ojcowska figura, oczywiście nie ojciec, bo przecież już wiedział, żę szuka go tu w Anglii. Ale poczucie winy było ogromne, a słowa układające się w zdania, układające się w bardzo czytelny komunikat i cóż... no skłamałaby (hehe) gdyby powiedziała, że nie miał on sensu. Pan Woody znał Lewisa i znał jego możliwości. Jej nie znał wcale, dopiero kilka godzin temu dowiedział się jak wygląda jej Źródło, twarz, na którą patrzył teraz być może i być może też widział jak wątpliwie zdobi ją coraz bardziej spulchniały nos, drżąca broda i srebrzące się koraliki łez, które nie wiadomo kiedy zaczęły płynąć po umazanej buzi.
Pokiwała głową w odpowiedzi, dopiero wtedy orientując się że jej cieknie z oczu. Pospiesznie wierzchem dłoni zgarnęła słoną wodę, po czym złapała się nieco desperacko nadziei, że jednak nie chce jej wystawić za próg. To brzmiało jak - zapamiętaj na później, to brzmiało tak, jakby to później nadal istniało.
– Umiem nakłonić rzeczy by wyglądały inaczej, ale nie umiem zrobić czegoś z niczego. Umiem nakłonić siebie do wyglądania inaczej, albo ludzi do tego, żeby widzieli mi inaczej. Znam się na zamkach i na zabezpieczeniach potrafię... potrafię być zwinna kiedy trzeba i... słyszałam dużo o świecie jak podróżowałam tutaj, chociaż nie wszystko z tego rozumiem. Czasem umykają mi rzeczy, mam refleks to... to wciąż coś nad czym pracuje. I prawie się zacięłam nożem jak ciełam seler. I ee... ja... nie muszę mieć różdżki. Jakby co. Zazwyczaj bardziej mi przeszkadza niż pomaga – dukała, palce wplątując w ubranie. Co prawda pani Burke mówiła jej, żeby nikomu nie mówiła co umie, bo to niebezpieczne, ale bardzo bardzo bardzo bardzo bardzo chciała zostać w Rejwachu, a może zaufanie wymagało wzajemności. Najprawdopodobniej.
Słuchając dalszej wypowiedzi miotała się wewnętrznie i to bardzo mocno. Oczywiście była pokusa sprzedania swojemu gospodarzowi historii o tym, jak w pożarze zmarła jej matka i że nie mogła dopuścić by i jemu - jej dobrodziejowi stała się krzywda. Mogła zabić w fikcyjnym pożarze dowolną inną osobę, może lepiej to byłoby jakaś... ojcowska figura, oczywiście nie ojciec, bo przecież już wiedział, żę szuka go tu w Anglii. Ale poczucie winy było ogromne, a słowa układające się w zdania, układające się w bardzo czytelny komunikat i cóż... no skłamałaby (hehe) gdyby powiedziała, że nie miał on sensu. Pan Woody znał Lewisa i znał jego możliwości. Jej nie znał wcale, dopiero kilka godzin temu dowiedział się jak wygląda jej Źródło, twarz, na którą patrzył teraz być może i być może też widział jak wątpliwie zdobi ją coraz bardziej spulchniały nos, drżąca broda i srebrzące się koraliki łez, które nie wiadomo kiedy zaczęły płynąć po umazanej buzi.
Pokiwała głową w odpowiedzi, dopiero wtedy orientując się że jej cieknie z oczu. Pospiesznie wierzchem dłoni zgarnęła słoną wodę, po czym złapała się nieco desperacko nadziei, że jednak nie chce jej wystawić za próg. To brzmiało jak - zapamiętaj na później, to brzmiało tak, jakby to później nadal istniało.
– Umiem nakłonić rzeczy by wyglądały inaczej, ale nie umiem zrobić czegoś z niczego. Umiem nakłonić siebie do wyglądania inaczej, albo ludzi do tego, żeby widzieli mi inaczej. Znam się na zamkach i na zabezpieczeniach potrafię... potrafię być zwinna kiedy trzeba i... słyszałam dużo o świecie jak podróżowałam tutaj, chociaż nie wszystko z tego rozumiem. Czasem umykają mi rzeczy, mam refleks to... to wciąż coś nad czym pracuje. I prawie się zacięłam nożem jak ciełam seler. I ee... ja... nie muszę mieć różdżki. Jakby co. Zazwyczaj bardziej mi przeszkadza niż pomaga – dukała, palce wplątując w ubranie. Co prawda pani Burke mówiła jej, żeby nikomu nie mówiła co umie, bo to niebezpieczne, ale bardzo bardzo bardzo bardzo bardzo chciała zostać w Rejwachu, a może zaufanie wymagało wzajemności. Najprawdopodobniej.