23.10.2022, 01:07 ✶
- Pożar nie musi być najciekawszym wydarzeniem, potrafi jednak rozbudzić nudne towarzystwo. – Uśmiechnęła się lekko, nawet nie mając nic przeciwko drobnym przekomarzaniom. Ona ostatecznie nie brała nic do siebie, a i nie sądziła, aby Brenna była na tyle niepewna i na tyle czująca się tutaj niekomfortowo, by uznać to za zaczątek kłótni. Mogła się też mylić, ale to dopiero był początek.
- Możesz żartować, ale to nie zmienia faktu, że nawet jeżeli sławy nie szukasz, bal przyniesie ją głównie Longbottomom – ekskluzywny bal w którym jedynie garstka bogatych ma szansę na wygraną. – Ciekawe, czy zorganizują jeszcze jarmark, coś dla zwykłego obywatela, miejsce, w którym cegiełkę dołożyć będą mogli nie tylko bogaci którzy na los innych, tak jak Seraphina, mieli zupełną ignorancję. Z drugiej strony, nie była przecież nianią Brenny, a ta była dorosłą i rozsądną kobietą, co rzeczywiście twierdziła i to całkiem nieironicznie jak na tę sytuację. Wierzyła, że Longbottom ma zacięcie, a skoro miała to i rozsądek…cóż, trzymając głowę odpowiednio wysoko zajdzie daleko.
- W takim razie proszę tylko dać znać, kiedy ktoś zjawi się po odbiór – wszystko będzie gotowe tutaj, nawet jeżeli ktoś mnie nie zastanie. Pracownicy pokierują do odpowiedniego miejsca. W razie gdyby stało się coś jak pożar bądź inne kataklizmy które mogłyby zniszczyć datki, proszę się nie kłopotać. – Spodziewała się inteligencji po Longbottomach, ale kto wie, gdzie zatrudniony przypadkiem człowiek odłoży drogocenny zegar wart małą fortunę. Albo całkiem sporą fortunę. Wszystko zależało od punktu siedzenia i tego, kto w zasadzie miał siedzieć, albo, hm, chociaż leżeć.
- Tego jestem pewna. Można na pewno liczyć na moją obecność. – A co za tym idzie, na pewno też na spory datek który przywędruje wraz z nią. I na pewno dość specyficzna kreacja, w której zamierzała się pokazać – modna, ale jednocześnie zwracająca na siebie uwagę. A że przy okazji zadziać może się coś ciekawego na samym wydarzeniu, cóż…obiecać, że będzie się zachowywać nie mogła, bo to by była nieprawdziwa obietnica, ale jednocześnie nie przychodziła z inicjatywą. Ot, trzeba było szukać okazji i poczekać aż się wydarzy.
- Czy sama też będziesz licytować? – Z zaciekawieniem usiadła na biurku, zakładając nogę na nogę i spoglądając niczym kot z zainteresowaniem na Brennę. Może pozna jej zainteresowania, chociaż trochę. A może niczym Gryfon będzie dość ostrożna wobec Ślizgona.
- Możesz żartować, ale to nie zmienia faktu, że nawet jeżeli sławy nie szukasz, bal przyniesie ją głównie Longbottomom – ekskluzywny bal w którym jedynie garstka bogatych ma szansę na wygraną. – Ciekawe, czy zorganizują jeszcze jarmark, coś dla zwykłego obywatela, miejsce, w którym cegiełkę dołożyć będą mogli nie tylko bogaci którzy na los innych, tak jak Seraphina, mieli zupełną ignorancję. Z drugiej strony, nie była przecież nianią Brenny, a ta była dorosłą i rozsądną kobietą, co rzeczywiście twierdziła i to całkiem nieironicznie jak na tę sytuację. Wierzyła, że Longbottom ma zacięcie, a skoro miała to i rozsądek…cóż, trzymając głowę odpowiednio wysoko zajdzie daleko.
- W takim razie proszę tylko dać znać, kiedy ktoś zjawi się po odbiór – wszystko będzie gotowe tutaj, nawet jeżeli ktoś mnie nie zastanie. Pracownicy pokierują do odpowiedniego miejsca. W razie gdyby stało się coś jak pożar bądź inne kataklizmy które mogłyby zniszczyć datki, proszę się nie kłopotać. – Spodziewała się inteligencji po Longbottomach, ale kto wie, gdzie zatrudniony przypadkiem człowiek odłoży drogocenny zegar wart małą fortunę. Albo całkiem sporą fortunę. Wszystko zależało od punktu siedzenia i tego, kto w zasadzie miał siedzieć, albo, hm, chociaż leżeć.
- Tego jestem pewna. Można na pewno liczyć na moją obecność. – A co za tym idzie, na pewno też na spory datek który przywędruje wraz z nią. I na pewno dość specyficzna kreacja, w której zamierzała się pokazać – modna, ale jednocześnie zwracająca na siebie uwagę. A że przy okazji zadziać może się coś ciekawego na samym wydarzeniu, cóż…obiecać, że będzie się zachowywać nie mogła, bo to by była nieprawdziwa obietnica, ale jednocześnie nie przychodziła z inicjatywą. Ot, trzeba było szukać okazji i poczekać aż się wydarzy.
- Czy sama też będziesz licytować? – Z zaciekawieniem usiadła na biurku, zakładając nogę na nogę i spoglądając niczym kot z zainteresowaniem na Brennę. Może pozna jej zainteresowania, chociaż trochę. A może niczym Gryfon będzie dość ostrożna wobec Ślizgona.