18.07.2025, 18:16 ✶
Uderzenie pokładu pod plecami poczułem tak, jakbym dostał pięścią w kręgosłup, który zaprotestował od razu, a zaraz potem dobiła mnie jeszcze Geraldine - całą sobą, z ciężarem i pierdolnięciem, którego zdecydowanie się po niej spodziewałem, ale którego nie planowałem sprawdzać w praktyce w taki sposób. Powietrze uciekło mi z płuc, chociaż byłem przygotowany na to, żeby ją utrzymać, to na takie lądowanie nikt nie jest przygotowany. Żebra zaprotestowały tępo i boleśnie, a ja zacisnąłem zęby, żeby nie syknąć jej prosto w kark. Przez ułamek sekundy poczułem, że wbija mi łokieć w brzuch, zanim zsunęła się ze mnie i zaczęła podnosić. Syknąłem pod nosem, zaciskając palce na kuszy, która ledwo mi się nie wymknęła. Czułem, jak Yaxley zgniotła mi klatkę piersiową, barki, wszystko naraz - trochę powietrza ze mnie uszło, zanim zdążyłem je z powrotem złapać. Zamrugałem, próbując wziąć głęboki oddech. Cud, że kusza nie wyleciała mi z ręki, ale harpun Geraldine potoczył się gdzieś obok, stukając w reling.
Usłyszałem rozkaz kapitana - to nie tak, że nie kwapiłem się z odpowiedzią, zwyczajnie próbowałem odzyskać dech w piersiach, poza tym i tak wystarczyło, że on dostatecznie dobrze darł się na całe gardło, żeby wszyscy wiedzieli, co mają robić. Dwa oddechy później Geraldine zaczęła się zbierać z pomocą pozostałych członków Artemis. Kiedy mruknęła swoje przepraszam, tylko prychnąłem, bo nie było sensu się w to bawić. Przez ułamek sekundy po tym, jak poczułem pod sobą twardy, mokry pokład - i całkiem ciężką Geraldine na klatce piersiowej - nie byłem pewien, czy bardziej mnie boli kręgosłup, czy ta resztka godności, którą miałem, ale było-minęło. Chciałem jej pomóc, nie planowałem robić za materac, no, ale co zrobić - współpraca, kurwa mać, to nie była niczyja celowa wina.
- Nic szię nie stało. - Wymamrotałem sucho, bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby. Zebrałem się z pokładu prawie w tym samym momencie co ona, przy czym nieomal warknąłem pod nosem, gdy poczułem skutki uderzenia w dole kości ogonowej. Poprawiłem pasek od kuszy na ramieniu i zlustrowałem wzrokiem wodę - tam, gdzie powinniśmy celować. Nie czekałem na to, aż znowu ktoś nas zaskoczy. Złapałem pozycję przy falszburcie, oparłem ramię o krawędź, wycelowałem w śliską, ciemną smugę pod wodą, która co chwilę znikała i znów wynurzała się na powierzchnię. Obok usłyszałem świst harpunu, widziałem kąt, pod jakim Geraldine go odrzucała, i w tym samym momencie wypuściłem bełt z kuszy. Krótki trzask cięciwy, ostry świst - wszystko w jednej linii.
- Nie spieldoli. - Mruknąłem sam do siebie. Bełt świsnął w powietrzu, a ja od razu sięgnąłem po kolejny. Nie było gwarancji, że jeden wystarczy. Wiedzieliśmy oboje, że tu nie ma miejsca na przypadek.
AF ( ◉◉◉◉○) - wystrzał z kuszy do węża
Usłyszałem rozkaz kapitana - to nie tak, że nie kwapiłem się z odpowiedzią, zwyczajnie próbowałem odzyskać dech w piersiach, poza tym i tak wystarczyło, że on dostatecznie dobrze darł się na całe gardło, żeby wszyscy wiedzieli, co mają robić. Dwa oddechy później Geraldine zaczęła się zbierać z pomocą pozostałych członków Artemis. Kiedy mruknęła swoje przepraszam, tylko prychnąłem, bo nie było sensu się w to bawić. Przez ułamek sekundy po tym, jak poczułem pod sobą twardy, mokry pokład - i całkiem ciężką Geraldine na klatce piersiowej - nie byłem pewien, czy bardziej mnie boli kręgosłup, czy ta resztka godności, którą miałem, ale było-minęło. Chciałem jej pomóc, nie planowałem robić za materac, no, ale co zrobić - współpraca, kurwa mać, to nie była niczyja celowa wina.
- Nic szię nie stało. - Wymamrotałem sucho, bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby. Zebrałem się z pokładu prawie w tym samym momencie co ona, przy czym nieomal warknąłem pod nosem, gdy poczułem skutki uderzenia w dole kości ogonowej. Poprawiłem pasek od kuszy na ramieniu i zlustrowałem wzrokiem wodę - tam, gdzie powinniśmy celować. Nie czekałem na to, aż znowu ktoś nas zaskoczy. Złapałem pozycję przy falszburcie, oparłem ramię o krawędź, wycelowałem w śliską, ciemną smugę pod wodą, która co chwilę znikała i znów wynurzała się na powierzchnię. Obok usłyszałem świst harpunu, widziałem kąt, pod jakim Geraldine go odrzucała, i w tym samym momencie wypuściłem bełt z kuszy. Krótki trzask cięciwy, ostry świst - wszystko w jednej linii.
- Nie spieldoli. - Mruknąłem sam do siebie. Bełt świsnął w powietrzu, a ja od razu sięgnąłem po kolejny. Nie było gwarancji, że jeden wystarczy. Wiedzieliśmy oboje, że tu nie ma miejsca na przypadek.
AF ( ◉◉◉◉○) - wystrzał z kuszy do węża
Rzut PO 1d100 - 38
Slaby sukces...
Slaby sukces...
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)