15.02.2023, 00:34 ✶
Sytuacja była napięta, a przynajmniej tak odczuwał to wszystko sam Cedrik. Naprawdę zależało mu na tym, żeby kobieta przeżyła. Jej przydatność dla Zakonu z pewnością była nieoceniona, ale w tej chwili był przede wszystkim lekarzem. Obowiązywała go przysięga, która zobowiązywała go do tego, żeby teraz dał z siebie wszystko w celu jej uratowania. Obserwowanie towarzyszy nieco go uspokoiło. Tak, zdecydowanie zebrali dość kompetentny team. Rosła w nim nadzieja na to, że uda się ściągnąć tę klątwę i może nawet pozbyć wszelkich negatywnych efektów, jakie mroczna magia ściągnęła na jej ciało. Zaklęcia rzucane przez klątwołamaczy zdawały się działać, w czym utwierdziła go czerń, która zaczęła powoli znikać z jej ciała. Do tej pory nie do końca znał sposób użycia tych roślin, ale ta sytuacja z pewnością pozwoli mu zapamiętać to na długo.
Nie chciał im przeszkadzać, także stanął nieco na uboczu, po prostu obserwując. Starał się zaczerpnąć z tego jak najwięcej wiedzy, w końcu kto wie, do czego mu się to przyda w przyszłości. Jasne, może nie znał zaklęć, których używali, a i jego zdolności powiązanie ze zdejmowaniem tego typu uroków były nikłe, ale cóż — jeśli na miejscu zdarzenia byłby tylko on, takie wymówki nie miały prawa mieć miejsca.
Był na tym tak mocno skupiony, że początkowo nie dosłyszał słów, które skierowała do niego Florence. Dopiero po kilku długich sekundach mózg przetrawił jej prośbę, a sam Cedrik lekko podskoczył, potrząsając przy tym nieco głową, chcąc się lepiej rozbudzić.
— Co...? Ja... tak, oczywiście — rzucił tylko krótko, po czym raz jeszcze sięgnął po różdżkę. Podszedł do kobiety, skupił się i wymruczał formułkę. Zaklęcie musiało zadziałać, gdyż zgromadzeni mogli zauważyć, jak skóra kobiety nabiera nieco mocniejszych kolorów, a i sam oddech stał się jakby odrobinę spokojniejszy. — Myślę, że się udało. Nam wszystkim, klątwa faktycznie zdaje się zanikać — powiedział nieco weselej niż wcześniej, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył do stolików, gdzie zaczął mieszać kilka składników, chcąc stworzyć miksturę, która miała dodatkowo wzmocnić jej organizm. Gdy już to zrobił, podsunął go wciąż leczącym towarzyszom. Starczyło po prostu wlać go ostrożnie w jej usta, także nie było znaczenia, kto to zrobi.
Nie chciał im przeszkadzać, także stanął nieco na uboczu, po prostu obserwując. Starał się zaczerpnąć z tego jak najwięcej wiedzy, w końcu kto wie, do czego mu się to przyda w przyszłości. Jasne, może nie znał zaklęć, których używali, a i jego zdolności powiązanie ze zdejmowaniem tego typu uroków były nikłe, ale cóż — jeśli na miejscu zdarzenia byłby tylko on, takie wymówki nie miały prawa mieć miejsca.
Był na tym tak mocno skupiony, że początkowo nie dosłyszał słów, które skierowała do niego Florence. Dopiero po kilku długich sekundach mózg przetrawił jej prośbę, a sam Cedrik lekko podskoczył, potrząsając przy tym nieco głową, chcąc się lepiej rozbudzić.
— Co...? Ja... tak, oczywiście — rzucił tylko krótko, po czym raz jeszcze sięgnął po różdżkę. Podszedł do kobiety, skupił się i wymruczał formułkę. Zaklęcie musiało zadziałać, gdyż zgromadzeni mogli zauważyć, jak skóra kobiety nabiera nieco mocniejszych kolorów, a i sam oddech stał się jakby odrobinę spokojniejszy. — Myślę, że się udało. Nam wszystkim, klątwa faktycznie zdaje się zanikać — powiedział nieco weselej niż wcześniej, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył do stolików, gdzie zaczął mieszać kilka składników, chcąc stworzyć miksturę, która miała dodatkowo wzmocnić jej organizm. Gdy już to zrobił, podsunął go wciąż leczącym towarzyszom. Starczyło po prostu wlać go ostrożnie w jej usta, także nie było znaczenia, kto to zrobi.