15.02.2023, 02:24 ✶
Daisy przewróciła oczami. Nie no naprawdę... Posłała Mavelle cierpkie, choć wciąż dość przyjazne spojrzenie.
- Powinnaś powiedzieć: wszystko będzie dobrze, damy sobie radę, ze mną nie zginiesz – wyjaśniła tonem znawcy. Dokładnie takie słowa zawsze padały z ust bohaterów powieści, gdy byli dobrymi bohaterami powieści a nie jakimiś czarnowidzkami – wiedźmami – realistkami. Poza tym wcale nie chciała słuchać prawdy w tym momencie. W ogóle, dość rzadko interesowała się jakąkolwiek prawdą, która była dla niej mało przyjemna. Chciała usłyszeć słowa wsparcia.
Im bliżej trupa była brygadzistka, tym większego wsparcia oczekiwała Daisy.
A potem po prostu obserwowała. Patrzyła na trupa, trochę wstrząśnięta a trochę zafascynowana tym jak wyglądał. Pełne fascynacji spojrzenie nie ominęło również samej Mavelle. Daisy obserwowała z zapartym tchem jak ta przeszukiwała martwe ciało. Sama nie odważyłaby się go dotknąć, nawet gdyby ktoś jej za to zapłacił. A jeśliby to już zrobiła to na pewno by zwymiotowała. Jak to w ogóle możliwe, że brygadzistka nie brzydziła się śmierdzącego, rozkładającego ciała?
- Och, to dość proste. Jeśli obie, całkiem trzeźwe, znalazłyśmy się tutaj wskutek nieudanej aportacji to istnieje spore prawdopodobieństwo, że i jemu przytrafiło się coś podobnego. A biorąc pod uwagę, że znalazłaś u niego piersiówkę… - wzdrygnęła się, gdy na krótką chwilę odważyła się spojrzeć na opuchniętą twarz zmarłego. – Zakładam, że po pijaku był dużo mniej uważny niż ja i ty. Pewnie wpadł nabzdryngolony do bagna i utonął. Dlatego jest taki… spuchnięty. – Przy ostatnim słowie znowu się wzdrygnęła.
Daisy mogła sobie właśnie zgrywać znawczynię tematu, ale tak naprawdę, wciąż pozostawała głównie młodą dziewczyną i dziennikarką. Nie była nawykła do takich widoków i bardzo, ale to bardzo chciała już znaleźć się w miejscu, gdzie znowu zadziała magia i będą mogły się aportować. I wtedy to niech sobie Mavelle wzywa całą armię brygadzistów i razem z nimi przenosi to obrzydliwe, napuchnięte ciało T. C., gdzie tylko będzie miała ochotę.
W tym samym czasie ona, Daisy Lockhart, będzie właśnie brała długą i relaksującą kąpiel, która pozwoli jej ukoić skołatane nerwy.
- Jeśli chcesz to mogę zrobić zdjęcia. Jemu. I temu miejscu – powiedziała po chwili. – Nie obiecuję, że wypatrzysz na nich cokolwiek istotnego, ale jeśli w czasie, gdy zostawimy tu ciało, ktoś będzie próbował przy nim majstrować albo coś, to… to będziesz miała na to dowody – opisała. Jeśli Mavelle wyraziła taką potrzebę, Daisy naprawdę obfotografowała ciało trupa i miejsce, gdzie został znaleziony. Później nawet była gotowa je wywołać i odesłać pannie Bones. Były w końcu… partnerkami w tym momencie.
Ale tak na poważnie to Daisy chciała po prostu jak najszybciej się oddalić z tego miejsca i dotrzeć do strefy, gdzie znowu zadziała magia i będzie mogła się aportować w domu. Praca w biurze brygady uderzeniowej, choć z boku wydawała się ciekawa, była stanowczo ponad jej nerwy.
- Powinnaś powiedzieć: wszystko będzie dobrze, damy sobie radę, ze mną nie zginiesz – wyjaśniła tonem znawcy. Dokładnie takie słowa zawsze padały z ust bohaterów powieści, gdy byli dobrymi bohaterami powieści a nie jakimiś czarnowidzkami – wiedźmami – realistkami. Poza tym wcale nie chciała słuchać prawdy w tym momencie. W ogóle, dość rzadko interesowała się jakąkolwiek prawdą, która była dla niej mało przyjemna. Chciała usłyszeć słowa wsparcia.
Im bliżej trupa była brygadzistka, tym większego wsparcia oczekiwała Daisy.
A potem po prostu obserwowała. Patrzyła na trupa, trochę wstrząśnięta a trochę zafascynowana tym jak wyglądał. Pełne fascynacji spojrzenie nie ominęło również samej Mavelle. Daisy obserwowała z zapartym tchem jak ta przeszukiwała martwe ciało. Sama nie odważyłaby się go dotknąć, nawet gdyby ktoś jej za to zapłacił. A jeśliby to już zrobiła to na pewno by zwymiotowała. Jak to w ogóle możliwe, że brygadzistka nie brzydziła się śmierdzącego, rozkładającego ciała?
- Och, to dość proste. Jeśli obie, całkiem trzeźwe, znalazłyśmy się tutaj wskutek nieudanej aportacji to istnieje spore prawdopodobieństwo, że i jemu przytrafiło się coś podobnego. A biorąc pod uwagę, że znalazłaś u niego piersiówkę… - wzdrygnęła się, gdy na krótką chwilę odważyła się spojrzeć na opuchniętą twarz zmarłego. – Zakładam, że po pijaku był dużo mniej uważny niż ja i ty. Pewnie wpadł nabzdryngolony do bagna i utonął. Dlatego jest taki… spuchnięty. – Przy ostatnim słowie znowu się wzdrygnęła.
Daisy mogła sobie właśnie zgrywać znawczynię tematu, ale tak naprawdę, wciąż pozostawała głównie młodą dziewczyną i dziennikarką. Nie była nawykła do takich widoków i bardzo, ale to bardzo chciała już znaleźć się w miejscu, gdzie znowu zadziała magia i będą mogły się aportować. I wtedy to niech sobie Mavelle wzywa całą armię brygadzistów i razem z nimi przenosi to obrzydliwe, napuchnięte ciało T. C., gdzie tylko będzie miała ochotę.
W tym samym czasie ona, Daisy Lockhart, będzie właśnie brała długą i relaksującą kąpiel, która pozwoli jej ukoić skołatane nerwy.
- Jeśli chcesz to mogę zrobić zdjęcia. Jemu. I temu miejscu – powiedziała po chwili. – Nie obiecuję, że wypatrzysz na nich cokolwiek istotnego, ale jeśli w czasie, gdy zostawimy tu ciało, ktoś będzie próbował przy nim majstrować albo coś, to… to będziesz miała na to dowody – opisała. Jeśli Mavelle wyraziła taką potrzebę, Daisy naprawdę obfotografowała ciało trupa i miejsce, gdzie został znaleziony. Później nawet była gotowa je wywołać i odesłać pannie Bones. Były w końcu… partnerkami w tym momencie.
Ale tak na poważnie to Daisy chciała po prostu jak najszybciej się oddalić z tego miejsca i dotrzeć do strefy, gdzie znowu zadziała magia i będzie mogła się aportować w domu. Praca w biurze brygady uderzeniowej, choć z boku wydawała się ciekawa, była stanowczo ponad jej nerwy.