Bardzo naiwnym było zakładać, że węże morskie zostaną w tym samym miejscu, w którym widziano je ostatnio, natomiast fakt, że przypłynęły taki kawał drogi i to tak blisko wybrzeża był tyleż zastanawiający, co alarmujący. Co je tutaj wabiło? Sama woda? Ryby? Drugą kwestią było to kiedy tu przypłynęły. Musiało to być stosunkowo niedawno – więc czy były zmęczone wielogodzinną wędrówką po nie do końca znanych im wodach? Węże – bo Victoria zakładała, że skoro pokazał się jeden, to i pozostałe gdzieś tu są, o ile coś ich nie zaatakowało po drodze, a ten jeden nie próbował ich właśnie odstraszyć. Zasadzka była możliwa. Tak jak możliwe było to, że próbował się bronić i do ataku na siebie nie dopuścić.
– Niedobrze… Albo tam na morzu dzieje się coś naprawdę złego, albo coś je tu faktycznie ciągnie – wymamrotała w odpowiedzi do Kapitana, gdy tak stali w trójkę z Leviathanem i dywagowali, nie będąc zadowolona z żadnego wniosku, który przychodził do głowy.
Odszukała wzrokiem Hestię, upewniając się, że kobieta po poprzednim manewrze statku stała na nogach i nic jej nie było. Kiwnęła zresztą do niej głową, jeśli ta i na nią spojrzała – wypatrywanie na morzu to najmądrzejsze, co mogli teraz zrobić, skoro mieli na widoku jednego węża.
– P-podnosimy? – powtórzyła za kapitanem, czując narastającą gdzieś w środku panikę. Tak, rozmawiali o tym wcześniej z Leviathanem, ale Victoria zakładała, że mieli się wzbić w powietrze w ostateczności. Tutaj mieli węża udającego skały w oddaleniu i brak innych przesłanek, że są w ogóle atakowani. A niestety doskonale zdawała sobie sprawę, że gdy będą w powietrzu, to ona będzie całkowicie bezużyteczna. Mogła biegać i skakać po bujającym na wszystkie strony statku, ale w powietrzu była boleśnie świadoma każdego metra, który dzielił ich od powierzchni. Upadek z wysokości nie był do przeżycia, a nawet woda robiła się wtedy twarda jak skała. Zacisnęła dłonie w pięści, próbując powstrzymać drżenie. Jeszcze się nawet nie wzbili w powietrze, a myśl o tym już pochłaniała jej umysł, przysłaniając część zdrowego rozsądku. Zamiast się rozglądać, to już wewnętrznie panikowała, że zaraz będą w powietrzu, nie zauważyła więc zamieszania przy rufie statku, dopiero wyciągnięta przez Laurenta różdżka i to, jak się zamachnął ją otrzeźwiło.
Byli atakowani? Weź się w garść Victoria. Dopadła zresztą do burty i wyjrzała za nią, próbując dostrzec to, w co czarował Laurent, myśląc bardzo naiwnie, że to musi być jakiś wąż w wodzie.
// Rzut na Percepcję ◉◉◉○○ – rozglądam się po wodzie blisko statku
Sukces!
Co nie miało większego sensu, bo przecież Prewett by tak nie zrobił – zaatakowałby zwierzę tylko w ostateczności, a tu nic takiego się nie działo. Dopiero wtedy do niej dotarło, że to nie w morze celował, w przeciwieństwie do załogi statku, która zaczęła uderzać nimi w wodę. Victoria nie była przekonana, czy to dobry pomysł, na dwoje babka wróżyła tak naprawdę: mogło to tak rozproszyć zasadzkę, jak i rozjuszyć zwierzęta. Laurentowi kiwnęła tylko głową w odpowiedzi, wcale niepewna, czy w ogóle dałaby radę zejść z latającego statku.
// Odgrywana zawada Lęk wysokości