20.07.2025, 15:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.07.2025, 15:08 przez Julián Bletchley.)
To był zły dzień — jeden z tych nie mających końca, mimo słońca, które już dawno zaszło. Jeden z tych, które nie zaczęły się naprawdę, bo sen nie przyniósł ukojenia. Kolejny zły dzień w zbyt długim ciągu złych dni tak podobnych do siebie, że przestawał czuć, gdzie się kończył jeden, a zaczynał drugi.
— Nie musisz wiedzieć wszystkiego, Hestio — mężczyzna przeciął powietrze między nimi na pół, wyrzucając z siebie poczucie oskarżenia. Dlaczego więc czuł jakby był winny i coś ukrywał? Czy obawiał się, że właśnie jego córka by w to uwierzyła, gdy zaledwie kilka niepokojących pytań, jedno niedopowiedziane zdanie wystarczałyby, aby przestała mu ufać? Bardzo rzadko używał imienia, a w istocie nie robił tego prawie nigdy. „Hesia” była bliskością. „Sikorka” była troską. „Hestia” brzmiała jak wyrok. — Oczywiście, że bym się zdziwił, bo czystokrwiści, którzy wyświadczają duże przysługi, zwykle wymagają dużej ceny. A ty jesteś moją córką, nie szachową figurą i nie chcę żebyś w ogóle musiała korzystać z takich przysług. Gdyby chodziło tylko o mnie, to bym spał na poklejonym klejem materacu w jakimś pustostanie na Nokturnie po kostki w szczurzym gównie, ale chodzi o was i o to żebyście choć przez chwilę mogły mieć trochę ciszy, snu i prywatności… Matka jedna wie, kiedy wrócimy do Doliny, o ile będzie do czego. A ty pytasz mnie, co w tym wszystkim jest dziwnego? Twoja ciotka zna Shafiqa. Twój ojciec chrzestny też, ale jakoś tylko na mnie wszyscy patrzą krzywo. Może łatwiej ci wierzyć Longbottomowi niż mnie? — tym razem to on wyrzucił z siebie oskarżycielsko.
To był bardzo zły dzień dla Juliana.
!Strach przed imieniem
— Nie musisz wiedzieć wszystkiego, Hestio — mężczyzna przeciął powietrze między nimi na pół, wyrzucając z siebie poczucie oskarżenia. Dlaczego więc czuł jakby był winny i coś ukrywał? Czy obawiał się, że właśnie jego córka by w to uwierzyła, gdy zaledwie kilka niepokojących pytań, jedno niedopowiedziane zdanie wystarczałyby, aby przestała mu ufać? Bardzo rzadko używał imienia, a w istocie nie robił tego prawie nigdy. „Hesia” była bliskością. „Sikorka” była troską. „Hestia” brzmiała jak wyrok. — Oczywiście, że bym się zdziwił, bo czystokrwiści, którzy wyświadczają duże przysługi, zwykle wymagają dużej ceny. A ty jesteś moją córką, nie szachową figurą i nie chcę żebyś w ogóle musiała korzystać z takich przysług. Gdyby chodziło tylko o mnie, to bym spał na poklejonym klejem materacu w jakimś pustostanie na Nokturnie po kostki w szczurzym gównie, ale chodzi o was i o to żebyście choć przez chwilę mogły mieć trochę ciszy, snu i prywatności… Matka jedna wie, kiedy wrócimy do Doliny, o ile będzie do czego. A ty pytasz mnie, co w tym wszystkim jest dziwnego? Twoja ciotka zna Shafiqa. Twój ojciec chrzestny też, ale jakoś tylko na mnie wszyscy patrzą krzywo. Może łatwiej ci wierzyć Longbottomowi niż mnie? — tym razem to on wyrzucił z siebie oskarżycielsko.
To był bardzo zły dzień dla Juliana.
!Strach przed imieniem