20.07.2025, 15:47 ✶
— Stara dobra zasada odwróconej psychologii. Mądrzejsi ode mnie z pewnością zdążyli już wydać całe tomy analiz na temat jej efektywności… — Odys umilkł. Prawie słychać było, jak zatrzymał na języku chęć rozwinięcia akademickiego wywodu, który tak bardzo kochał, że konsekwentnie go unikał podczas całej edukacji w Mungu. Zresztą… Prawie westchnął w głowie… Nie chciał swego drogiego Lazarusa tym przecież zadręczać i miał nieodparte wrażenie, że ten nie przyszedł tego dnia po rozprawę naukową. Prześwidrował więc mężczyznę ponownie spojrzeniem, ale tym razem dużo przyjaźniejszym. Najwyraźniej jego pacjent — klient? Znajomy klient? Przyjaciel? — czuł się lepiej. Oczywiście na tyle na ile można było się czuć lepiej, mając w głowie labirynt, w którym raz już próbowano znaleźć drogę do wyjścia. — …ale jak dotąd nie zauważyłem, żeby działała na kogoś, kto i tak zawsze robi wszystko po swojemu.
Pacjenci przychodzili i odchodzili, rzadko pozostawiając po sobie coś więcej, a mimo to z każdą kolejną wiizytą, która nie kończyła się odwróceniem wzroku czy gniewnym trzaśnięciem drzwiami, między nimi zaczęło się coś tworzyć. Nić. Pajęcza? Pająk, jakim by nie był Lazarus, musiałby przyznać, że w końcu ją utkał. Przychodził od dwunastu miesięcy. Zegar, który zwykle wybijał długość terapii — pół roku, może siedem miesięcy, bo z rzadka więcej — dawno już zamilkł, a Fawley zapomniał go nakręcić na nowo. Jego kalendarz byłby inny bez tych wszystkich spotkań.
— Zmiana miejsca zatrudnienia zakończona wnioskiem, że przełożony ma sadystyczne skłonności to niezwykle obiecujący początek nowego rozdziału. Na twoim miejscu zarezerwowałbym sobie kolejne wtorki na stałe — odpowiedział mu w końcu z uśmiechem! — Po takich dniach trudno odróżnić zmęczenie od ochronnego odrętwienia. Nie będziemy się dziś w nie zagłębiać, jeśli nie masz takiej potrzeby — dodał na wzmiankę o powrocie wspomnień Slayzarusa — Wahadła też nie ruszam. Nie sądzę, żeby dziś było wyjątkowo konieczne. Wyglądasz na wypranego z emocji, nie rozsypanego — zauważył.
Pacjenci przychodzili i odchodzili, rzadko pozostawiając po sobie coś więcej, a mimo to z każdą kolejną wiizytą, która nie kończyła się odwróceniem wzroku czy gniewnym trzaśnięciem drzwiami, między nimi zaczęło się coś tworzyć. Nić. Pajęcza? Pająk, jakim by nie był Lazarus, musiałby przyznać, że w końcu ją utkał. Przychodził od dwunastu miesięcy. Zegar, który zwykle wybijał długość terapii — pół roku, może siedem miesięcy, bo z rzadka więcej — dawno już zamilkł, a Fawley zapomniał go nakręcić na nowo. Jego kalendarz byłby inny bez tych wszystkich spotkań.
— Zmiana miejsca zatrudnienia zakończona wnioskiem, że przełożony ma sadystyczne skłonności to niezwykle obiecujący początek nowego rozdziału. Na twoim miejscu zarezerwowałbym sobie kolejne wtorki na stałe — odpowiedział mu w końcu z uśmiechem! — Po takich dniach trudno odróżnić zmęczenie od ochronnego odrętwienia. Nie będziemy się dziś w nie zagłębiać, jeśli nie masz takiej potrzeby — dodał na wzmiankę o powrocie wspomnień Slayzarusa — Wahadła też nie ruszam. Nie sądzę, żeby dziś było wyjątkowo konieczne. Wyglądasz na wypranego z emocji, nie rozsypanego — zauważył.
absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
będę z Tobą aż po grób