20.07.2025, 18:47 ✶
Tego dnia najwyraźniej dwóch mężczyzn zjawiło się u niej nie tyle z wizytą, co z dobytkiem. W gorszym nastroju Mona mogłaby się upierać, że odwiedzili ją tylko dlatego, że miała całe mieszkanie, a nie ze względu na nią samą. Po katastrofie, jaka ogarnęła całą Anglię, była natomiast zwyczajnie wdzięczna losowi, że obaj wyszli z tego cało.
Mona nawet nie próbowała ukryć rozbawienia, kiedy Hannibal z właściwym wyłącznie sobie teatralnym rozmachem zerwał z siebie koszulę w progu jej mieszkania. No cóż, półnagi kuzyn w obecności Icarusa to nie było coś, co przewidziała, planując ten wieczór. A Ariemu najwyraźniej nie przeszkadzał nagi tors Hannibala. To dobrze, bo była już gotowa przypomnieć, że Selwynowie nie zwykli się tak witać. Chyba. Kobieta zamknęła za nimi drzwi.
— Nawet tak sobie nie żartuj — upomniała. Z niepokojem zerknęła jeszcze raz na różowe ślady na skórze kuzyna. — Pisałeś, że jesteś cały! Boli cię bardzo? Ari, może powinniśmy wezwać Basila, żeby… — odparła z troską w głosie, a jej wierny jak cień wzrok zawsze powędrował ku Ariemu, który już ściskał dłoń Hana. — Widzę, że nie muszę was sobie przedstawiać. Ari, Han to mój młodszy kuzyn. Han, Ari to mój...— słowa utknęły jej w gardle. Mój... Jej co? Jakie prawo miała do tego po tym, co się wydarzyło? W głowie popłynęły wszystkie możliwe odpowiedzi. Mój przyjaciel z dzieciństwa. Mój koniec i początek. Moja pierwsza i ostatnia miłość. Mój błąd i mój cud. Ten, który zna moje myśli zanim je wypowiem i ten, od którego uciekam, kiedy je wypowiem. — Pomieszka ze mną przez chwilę — dokończyła, unikając wzroku obu swoich gości, a w odpowiedzi na szept kuzyna, sama odszeptała: ,,tylko bądź miły!''.
,,Nie zajmę ci dużo czasu’’ powiedział Hannibal Selwyn, a Mona znała go zbyt długo, aby dać się nabrać na tę teatralną niewinność. Czy to naprawdę coś złego, że w jej (cudem ocalałym!) mieszkaniu przebywał mężczyzna, którego absolutnie nie kochała, nie myślała o nim w nocy i na pewno nie zapamiętała zapachu jego skóry po tym, jak przez przypadek zasnął na jej kanapie? Oczywiście, że nie. To było po prostu... tymczasowe współzamieszkanie. Taki katastroficzny roommateship.
Bogowie.
Icarus naprawdę będzie z nią mieszkał.
— Oczywiście, salon jest twój. Zostań tak długo, jak tylko zechcesz. Niestety, do dyspozycji mam jedynie tę tutaj sofę, więc… Ella? Właściwie właśnie się z nią minąłeś. Przenocowała tutaj z Arim po tym, co się wydarzyło — westchnęła cicho, po tym jak ponownie zerknęła na Icarusa. Słowa same ważyły wiele. — Potrzebujesz czegoś jeszcze, Han? Jesteś głodny? — zapytała łagodnie.
Mona nawet nie próbowała ukryć rozbawienia, kiedy Hannibal z właściwym wyłącznie sobie teatralnym rozmachem zerwał z siebie koszulę w progu jej mieszkania. No cóż, półnagi kuzyn w obecności Icarusa to nie było coś, co przewidziała, planując ten wieczór. A Ariemu najwyraźniej nie przeszkadzał nagi tors Hannibala. To dobrze, bo była już gotowa przypomnieć, że Selwynowie nie zwykli się tak witać. Chyba. Kobieta zamknęła za nimi drzwi.
— Nawet tak sobie nie żartuj — upomniała. Z niepokojem zerknęła jeszcze raz na różowe ślady na skórze kuzyna. — Pisałeś, że jesteś cały! Boli cię bardzo? Ari, może powinniśmy wezwać Basila, żeby… — odparła z troską w głosie, a jej wierny jak cień wzrok zawsze powędrował ku Ariemu, który już ściskał dłoń Hana. — Widzę, że nie muszę was sobie przedstawiać. Ari, Han to mój młodszy kuzyn. Han, Ari to mój...— słowa utknęły jej w gardle. Mój... Jej co? Jakie prawo miała do tego po tym, co się wydarzyło? W głowie popłynęły wszystkie możliwe odpowiedzi. Mój przyjaciel z dzieciństwa. Mój koniec i początek. Moja pierwsza i ostatnia miłość. Mój błąd i mój cud. Ten, który zna moje myśli zanim je wypowiem i ten, od którego uciekam, kiedy je wypowiem. — Pomieszka ze mną przez chwilę — dokończyła, unikając wzroku obu swoich gości, a w odpowiedzi na szept kuzyna, sama odszeptała: ,,tylko bądź miły!''.
,,Nie zajmę ci dużo czasu’’ powiedział Hannibal Selwyn, a Mona znała go zbyt długo, aby dać się nabrać na tę teatralną niewinność. Czy to naprawdę coś złego, że w jej (cudem ocalałym!) mieszkaniu przebywał mężczyzna, którego absolutnie nie kochała, nie myślała o nim w nocy i na pewno nie zapamiętała zapachu jego skóry po tym, jak przez przypadek zasnął na jej kanapie? Oczywiście, że nie. To było po prostu... tymczasowe współzamieszkanie. Taki katastroficzny roommateship.
Bogowie.
Icarus naprawdę będzie z nią mieszkał.
— Oczywiście, salon jest twój. Zostań tak długo, jak tylko zechcesz. Niestety, do dyspozycji mam jedynie tę tutaj sofę, więc… Ella? Właściwie właśnie się z nią minąłeś. Przenocowała tutaj z Arim po tym, co się wydarzyło — westchnęła cicho, po tym jak ponownie zerknęła na Icarusa. Słowa same ważyły wiele. — Potrzebujesz czegoś jeszcze, Han? Jesteś głodny? — zapytała łagodnie.
jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
wrzucony tu przez diabła