15.02.2023, 17:41 ✶
Prędzej czy później będą musieli porozmawiać poważnie. Powiedzieć o swoich oczekiwaniach, wyobrażeniach i chęciach nieco więcej, niż ten nieśmiały zalążek półtorej miesiąca wcześniej, kiedy zgodnie uznali, że wrogość im tutaj w niczym nie pomoże i tylko będą się ze sobą męczyć. Że żadne z nich nie wyrwie się z układu, który za ich plecami zawarto i w którym poniekąd przypieczętowało ich los. A skoro tak – no to dobrze by było się poznać i jakoś… dogadać. Wypracować coś. Więc pracowali, oboje, i dzisiaj miała jak na dłoni, że jednak Sauriel gdzieś tam wziął to sobie do serca i starał się na swój sposób. Gdzieś potknięcie, gdzieś cofnięcie, ale jakieś wnioski były wyciągane, żeby za chwilę nie popełnić tej samej gafy.
- Jak to w ogóle jest? Śpisz normalnie? Masz sny? – czy to może bardziej było jak jakiś trans, hibernacja? W trumnie chyba nie musiał spać, co nie? Była w jego pokoju, nie widziała tam żadnego pudła ani tym bardziej trumny. Widziała za to łóżko – chyba by go nie miał, gdyby go nie potrzebował? No bo po co, dla picu? Bez sensu. - Potrzebujesz w ogóle spać? – dodała po chwili, nieco sceptycznie, ale bardziej to odczuwała ten sceptycyzm do siebie. Nie wiedziała, czy taki wampir w ogóle się męczy, czy potrzebuje iść spać. Czy jedyne, co odczuwa tak fizycznie, to ten nienasycony głód. - Moja własna blokada. Boję się, że się do nich tak przyzwyczaję, że przestaną działać – może to i była głupota, bo już i tak była uzależniona: bez nich nie była w stanie zbyt spokojnie spać. No a jeśli się przyzwyczai… to po prostu trzeba będzie robić mocniejsze, nie tak? Ostatecznie cholernie zmęczona prędzej czy później i tak zaśnie – i wstanie jako jakieś zwłoki. O, to idealnie do pary z Saurielem.
- Trochę – no brzmiało śmiesznie. - Dwóch ojców, jedna matka. Przynajmniej się nie kłócą o ojcostwo – brzmiało jak kiepski żart, ale to nie był żart per se. Tylko jej gówniane poczucie humoru. Dwóch ojców, jedna matka i zero perspektyw na to, że rodzice zostaną dziadkami. Sadge. - Mogłaby być przydatna. W podbramkowej sytuacji – stwierdziła po prostu, ignorując właściwie wzmiankę o wampirzych weganach. Cóż. Dla niej po prostu ta wampirza natura nierozerwalnie łączyła się z ludzką krwią i nie było się co oszukiwać, że jest jakkolwiek inaczej. W tej sztucznej krwi ona widziała tylko korzyść, chwilowe zastępstwo, jakby nie było innego wyjścia. Oczywiście było to czysto hipotetyczne gadanie, skoro niczego takiego nie było. Ale mogłoby być.
- Za to że tyle gadam, można by to odnieść za natrętne – nie każdemu pasowałoby takie zainteresowanie, a już w ogóle biorąc pod uwagę, że normalnie Victoria zdawałby się wręcz być powściągliwa w takich sprawach. - Dla odmiany? To nikt nigdy nie… – nikt się nie interesował? Ale to przecież był taki szalenie ciekawy temat! I moc jeszcze dopytać u źródła – to dopiero było coś. Nie to, że Victoria chciała traktować Sauriela jak jakiś obiekt laboratoryjny czy króliczka doświadczalnego. No i – nikt nie chciał mu pomóc? Nawet własną rodzina? Wydawało jej się to absolutnie niezrozumiałe.
- Jak to w ogóle jest? Śpisz normalnie? Masz sny? – czy to może bardziej było jak jakiś trans, hibernacja? W trumnie chyba nie musiał spać, co nie? Była w jego pokoju, nie widziała tam żadnego pudła ani tym bardziej trumny. Widziała za to łóżko – chyba by go nie miał, gdyby go nie potrzebował? No bo po co, dla picu? Bez sensu. - Potrzebujesz w ogóle spać? – dodała po chwili, nieco sceptycznie, ale bardziej to odczuwała ten sceptycyzm do siebie. Nie wiedziała, czy taki wampir w ogóle się męczy, czy potrzebuje iść spać. Czy jedyne, co odczuwa tak fizycznie, to ten nienasycony głód. - Moja własna blokada. Boję się, że się do nich tak przyzwyczaję, że przestaną działać – może to i była głupota, bo już i tak była uzależniona: bez nich nie była w stanie zbyt spokojnie spać. No a jeśli się przyzwyczai… to po prostu trzeba będzie robić mocniejsze, nie tak? Ostatecznie cholernie zmęczona prędzej czy później i tak zaśnie – i wstanie jako jakieś zwłoki. O, to idealnie do pary z Saurielem.
- Trochę – no brzmiało śmiesznie. - Dwóch ojców, jedna matka. Przynajmniej się nie kłócą o ojcostwo – brzmiało jak kiepski żart, ale to nie był żart per se. Tylko jej gówniane poczucie humoru. Dwóch ojców, jedna matka i zero perspektyw na to, że rodzice zostaną dziadkami. Sadge. - Mogłaby być przydatna. W podbramkowej sytuacji – stwierdziła po prostu, ignorując właściwie wzmiankę o wampirzych weganach. Cóż. Dla niej po prostu ta wampirza natura nierozerwalnie łączyła się z ludzką krwią i nie było się co oszukiwać, że jest jakkolwiek inaczej. W tej sztucznej krwi ona widziała tylko korzyść, chwilowe zastępstwo, jakby nie było innego wyjścia. Oczywiście było to czysto hipotetyczne gadanie, skoro niczego takiego nie było. Ale mogłoby być.
- Za to że tyle gadam, można by to odnieść za natrętne – nie każdemu pasowałoby takie zainteresowanie, a już w ogóle biorąc pod uwagę, że normalnie Victoria zdawałby się wręcz być powściągliwa w takich sprawach. - Dla odmiany? To nikt nigdy nie… – nikt się nie interesował? Ale to przecież był taki szalenie ciekawy temat! I moc jeszcze dopytać u źródła – to dopiero było coś. Nie to, że Victoria chciała traktować Sauriela jak jakiś obiekt laboratoryjny czy króliczka doświadczalnego. No i – nikt nie chciał mu pomóc? Nawet własną rodzina? Wydawało jej się to absolutnie niezrozumiałe.