20.07.2025, 22:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.07.2025, 22:52 przez Anthony Shafiq.)
Kiedy Bletchley się odezwał, Anthony podskoczył, niemal podknął się, i wprasował w chłodzece ścianki szafki chłodzącej, bo na bogów kto tak się zakrada, ach oczywiście że stróż prawa! a Anthony zachował się jak rasowy złodziej (którym był w pewnym sensie, chociaż oczywiście nie w takim w któym łapałby się w zainteresowania zawodowe aurora)(przynajmniej w większości przypadków). Było coś ekscytującego i przerażającego, że Julian przechadzał się korytarzem obok gabinetu w którym co najmniej 14 artefaktów nie było replikami.
Gospodarz odetchnął i wyprostował się na prędce, żeby nie wyglądać bardziej żałośnie. Długie palce pospiesznie przeczesały przydługie włosy, twarz wyłagodniała w pobłażliwym uśmiechu, w którym jednak wciąż było widać zmęczenie, bezsenność i... cóż. Stal w oczach Shafiq'a gięła się obciązeniem psychiki, to było trudne do zamaskowania zwłaszcza tutaj, w okolicach północy, w samym środku tego technicznego pomieszczenia, powoli zamienianego w kuchnię.
– Moja sypialnia jest niebieska –odparł bez wyrazu, jakby była to najoczywistsza rzecz na świecie. Żaden z gości nie miał do niej wstępu, podobnie jak do zamkniętego pokoju, którego wejście znajdowało się tuż przy drzwiach frontowych. Zwłaszcza siostra polityka nie mogła tam wejść i gdy tylko znalazła się w czterech ścianach apartamentu jako "ciocia Jackie", tak momentalnie dodatkowe zabezpieczenia znalazły się na drzwiach prowadzących do tej kwatery, ostatniego basionu prywatności Anthony'ego Shafiqa. Szczęśliwie miał swoją własną łazienkę.
W jedwabnym granatowym szlafroku wydawał się jeszcze dłuższy, dziwnie patykowaty, a może zwyczajnie pochudły ze stresu? To raczej nie wyglądało na kwestię ostatnich dwóch dni. Jego palce wprawnie obróciły stalowy korkociąg i zaczęły rozprawiać się z woskiem zabezpieczającym korek. Wino pochodziło z Hiszpanii. Tu akurat wkradał się zupełny przypadek. Anthony po postu lubił je pić gdy czuł się źle, a że czuł się źle ostatnio całkiem ciężko, to szafa mrożąca była nim wypełniona.
Lekceważącym ruchem dłoni mężczyzna przywołał na stół również dwa kieliszki. Popisywanie się, to było coś czego potrzebował od życia. Przynajmniej coś mu w nim wyszło.
– Będę to kończył, ale wystarczy dla naszej dwójki. Mogę też wyciągnąć sery jeśli masz ochotę. Pecorino doskonale kompunuje się z miodem i orzechami – zaproponował, a zaraz potem w powietrzu zabrzmiało charakterystyczne "pop" i tylko kilka minut oddechu czekało ich podniebienia od wytrawnego trunku z regionu Rioja.
– Patrząc na Twoją szacowną małżonkę, moją szacowną siostrę, naszą szacowną przyjciółkę – tu miał oczywiście na myśli Quintessę – to miejsce bardzo niedługo przestanie być białe.– Brzmiał tak jakby już pogodził się z faktem. Nie patrzył jednak na Juliana kiedy to mówił. Podsunął ku niemu półmisek, podstawił nóż, jeśli chciałby odkroić sobie więcej plasterków, a samemu włamał się ponownie do swojego sejfu i zaczął eksplorować propozycję Wergiliusza, skrzata domowego, dotyczącą serów. – Może dzięki temu Twoja córka będzie mniej... mmm... niezadowolona?– Drobinki złocistej mikki opuściły barwę głosu Anthony'ego, czyniąc go bardziej ludzkiego. Miód, którym zwykle ociekały jego słowa, teraz był miodem prawdziwym umieszczonym przed nosem aurora. Dyplomata nienawidził tracić kontroli, a teraz w miejscu, które powinno być jego domem i przestrzenią na rekonwalescencję panował absolutny chaos i - w jego pojmowaniu - przeludnienie. Czasem jednak lekarstwo bardzo podobne było do trucizny...
– Pasuje Ci ten szlafrok. Dostałem go w prezencie chyba w Peru właśnie, ale nigdy nie miałem okazji nosić. Był trochę za duży i wiesz... kolor... mm... nieodpowiedni.
Gospodarz odetchnął i wyprostował się na prędce, żeby nie wyglądać bardziej żałośnie. Długie palce pospiesznie przeczesały przydługie włosy, twarz wyłagodniała w pobłażliwym uśmiechu, w którym jednak wciąż było widać zmęczenie, bezsenność i... cóż. Stal w oczach Shafiq'a gięła się obciązeniem psychiki, to było trudne do zamaskowania zwłaszcza tutaj, w okolicach północy, w samym środku tego technicznego pomieszczenia, powoli zamienianego w kuchnię.
– Moja sypialnia jest niebieska –odparł bez wyrazu, jakby była to najoczywistsza rzecz na świecie. Żaden z gości nie miał do niej wstępu, podobnie jak do zamkniętego pokoju, którego wejście znajdowało się tuż przy drzwiach frontowych. Zwłaszcza siostra polityka nie mogła tam wejść i gdy tylko znalazła się w czterech ścianach apartamentu jako "ciocia Jackie", tak momentalnie dodatkowe zabezpieczenia znalazły się na drzwiach prowadzących do tej kwatery, ostatniego basionu prywatności Anthony'ego Shafiqa. Szczęśliwie miał swoją własną łazienkę.
W jedwabnym granatowym szlafroku wydawał się jeszcze dłuższy, dziwnie patykowaty, a może zwyczajnie pochudły ze stresu? To raczej nie wyglądało na kwestię ostatnich dwóch dni. Jego palce wprawnie obróciły stalowy korkociąg i zaczęły rozprawiać się z woskiem zabezpieczającym korek. Wino pochodziło z Hiszpanii. Tu akurat wkradał się zupełny przypadek. Anthony po postu lubił je pić gdy czuł się źle, a że czuł się źle ostatnio całkiem ciężko, to szafa mrożąca była nim wypełniona.
Lekceważącym ruchem dłoni mężczyzna przywołał na stół również dwa kieliszki. Popisywanie się, to było coś czego potrzebował od życia. Przynajmniej coś mu w nim wyszło.
– Będę to kończył, ale wystarczy dla naszej dwójki. Mogę też wyciągnąć sery jeśli masz ochotę. Pecorino doskonale kompunuje się z miodem i orzechami – zaproponował, a zaraz potem w powietrzu zabrzmiało charakterystyczne "pop" i tylko kilka minut oddechu czekało ich podniebienia od wytrawnego trunku z regionu Rioja.
– Patrząc na Twoją szacowną małżonkę, moją szacowną siostrę, naszą szacowną przyjciółkę – tu miał oczywiście na myśli Quintessę – to miejsce bardzo niedługo przestanie być białe.– Brzmiał tak jakby już pogodził się z faktem. Nie patrzył jednak na Juliana kiedy to mówił. Podsunął ku niemu półmisek, podstawił nóż, jeśli chciałby odkroić sobie więcej plasterków, a samemu włamał się ponownie do swojego sejfu i zaczął eksplorować propozycję Wergiliusza, skrzata domowego, dotyczącą serów. – Może dzięki temu Twoja córka będzie mniej... mmm... niezadowolona?– Drobinki złocistej mikki opuściły barwę głosu Anthony'ego, czyniąc go bardziej ludzkiego. Miód, którym zwykle ociekały jego słowa, teraz był miodem prawdziwym umieszczonym przed nosem aurora. Dyplomata nienawidził tracić kontroli, a teraz w miejscu, które powinno być jego domem i przestrzenią na rekonwalescencję panował absolutny chaos i - w jego pojmowaniu - przeludnienie. Czasem jednak lekarstwo bardzo podobne było do trucizny...
– Pasuje Ci ten szlafrok. Dostałem go w prezencie chyba w Peru właśnie, ale nigdy nie miałem okazji nosić. Był trochę za duży i wiesz... kolor... mm... nieodpowiedni.