21.07.2025, 00:07 ✶
Hannibal odwzajemnił uścisk, wciągając w płuca zapach świeżo upranej koszuli Henry'ego, samego Henry'ego i czegoś… bez wątpienia pysznego, czym pachniało całe mieszkanie. Kolejne krople bliskości do kubeczka, dolane do tych od wszystkich innych, z którymi widział się od piątkowej nocy, którzy przytulali go i karmili jajecznicą, i mówili ”Dobrze, że żyjesz” i ”Zostań tak długo, jak zechcesz”, i niemal nie czuł już tej ziejącej pustki, która piekła po Spalonej Nocy bardziej, niż popiół w płucach i pod powiekami.
- Henry! Martwiłem się o ciebie - powiedział w jego ramię, a potem odsunął przyjaciela od siebie i przyjrzał mu się uważnie - dobrze widzieć, że Twoja ręka jest cała!
Wszedł do mieszkania, niosąc swój kufer (teraz raczej kuferek) i rozejrzał się. Nie była to jego pierwsza wizyta w domu w mugolskiej dzielnicy, ale zwykle… no, zwykle nie miał głowy do podziwiania wystroju. Małe, ale nie tak ciasne, jak zdarzało mu się widywać. Urządzone w ten uroczy, eklektyczny sposób, gdzie pamiątkowe mieszało się z przydatnym. Książki, zdjęcia, stoliczek, kanapa. Przytulnie!
Na wzmiankę o jedzeniu ostentacyjnie pociągnął nosem.
- Sam gotowałeś? Pachnie cudownie! Umieram z głodu, tańczyłem cztery godziny dzisiaj i jeszcze próba do “Ekstazy” była. Ojciec mówi, że “Ludzie potrzebują sztuki, szczególnie w tak trudnym okresie! A sztuka - to my!” - powtórzył słowa ojca, doskonale udając jego motywacyjny ton.
Spędził dzisiaj całe wczesne popołudnie na scenie Sali Zachodniej, tańcząc najpierw układy do “Ekstazy Merlina” z Laurettą, potem namawiając Salvatore (nie, żeby trzeba było go szczególnie długo namawiać) na kolejną lekcję tanga argentyńskiego, a potem robiąc jeszcze przez godzinę ogólne ćwiczenia wzmacniające i rozciągające (zaskakując pałętających się w polu widzenia kolegów prośbami w stylu: “Hej, dociśniesz mnie w pancake’u? Usiądziesz na mnie jak zrobię deskę?”). Czyli wyrzucajac z siebie cały stres ruchem i wysiłkiem, pozwalając, by rozpłynął się w bólu i drżeniu mięśni, w pocie i przyspieszonym tętnie.
Pomogło, jak zawsze.
Rozejrzał się, szukając miejsca, by postawić kufer z dobytkiem. Ostatecznie umieścił go w kąciku, ale po powiększeniu, zajął on połowę wolnego miejsca pozostałego w pokoju. Hannibal potarł policzek, nieco zaambarasowany.
- Będę go pomniejszał po wyjęciu tego, co potrzebuję - powiedział przepraszająco. Otworzył wieko i wyciągnął dwie butelki wina i złożoną starannie kurtkę Henry’ego.
- Nie wiedziałem, czy będzie pasowało białe, czy czerwone, więc wziąłem oba - oznajmił, prezentując je gospodarzowi.
- Henry! Martwiłem się o ciebie - powiedział w jego ramię, a potem odsunął przyjaciela od siebie i przyjrzał mu się uważnie - dobrze widzieć, że Twoja ręka jest cała!
Wszedł do mieszkania, niosąc swój kufer (teraz raczej kuferek) i rozejrzał się. Nie była to jego pierwsza wizyta w domu w mugolskiej dzielnicy, ale zwykle… no, zwykle nie miał głowy do podziwiania wystroju. Małe, ale nie tak ciasne, jak zdarzało mu się widywać. Urządzone w ten uroczy, eklektyczny sposób, gdzie pamiątkowe mieszało się z przydatnym. Książki, zdjęcia, stoliczek, kanapa. Przytulnie!
Na wzmiankę o jedzeniu ostentacyjnie pociągnął nosem.
- Sam gotowałeś? Pachnie cudownie! Umieram z głodu, tańczyłem cztery godziny dzisiaj i jeszcze próba do “Ekstazy” była. Ojciec mówi, że “Ludzie potrzebują sztuki, szczególnie w tak trudnym okresie! A sztuka - to my!” - powtórzył słowa ojca, doskonale udając jego motywacyjny ton.
Spędził dzisiaj całe wczesne popołudnie na scenie Sali Zachodniej, tańcząc najpierw układy do “Ekstazy Merlina” z Laurettą, potem namawiając Salvatore (nie, żeby trzeba było go szczególnie długo namawiać) na kolejną lekcję tanga argentyńskiego, a potem robiąc jeszcze przez godzinę ogólne ćwiczenia wzmacniające i rozciągające (zaskakując pałętających się w polu widzenia kolegów prośbami w stylu: “Hej, dociśniesz mnie w pancake’u? Usiądziesz na mnie jak zrobię deskę?”). Czyli wyrzucajac z siebie cały stres ruchem i wysiłkiem, pozwalając, by rozpłynął się w bólu i drżeniu mięśni, w pocie i przyspieszonym tętnie.
Pomogło, jak zawsze.
Rozejrzał się, szukając miejsca, by postawić kufer z dobytkiem. Ostatecznie umieścił go w kąciku, ale po powiększeniu, zajął on połowę wolnego miejsca pozostałego w pokoju. Hannibal potarł policzek, nieco zaambarasowany.
- Będę go pomniejszał po wyjęciu tego, co potrzebuję - powiedział przepraszająco. Otworzył wieko i wyciągnął dwie butelki wina i złożoną starannie kurtkę Henry’ego.
- Nie wiedziałem, czy będzie pasowało białe, czy czerwone, więc wziąłem oba - oznajmił, prezentując je gospodarzowi.