21.07.2025, 10:29 ✶
Na wzmiankę o swojej diecie i trzymaniu się z daleka od używek, uśmiechnął się lekko. Był przyzwyczajony do przytyków tego typu: co prawda mało kto jeszcze wiedział, że odstawił mięso, ale on również niespecjalnie się z tym krył. Od małego mówił, że jedzenie to paliwo dla ciała i umysłu, dlatego nie było sensu spuszczać się nad konkretnymi daniami. Co było nieco śmieszne, zważywszy na to, jak bogaty był ród Lestrange i co zwykle lądowało na ich talerzach.
- Nie musisz być tak opryskliwy, Stanley - powiedział, lekko przechylając głowę. Wyciągnął talię kart i zaczął ją machinalnie tasować, wpatrując się gdzieś powyżej ramieniem Borgina. - Nie piszę książek, skazanych na wydawnicze porażki.
Słuchał go jednak uważnie, a na wspomnienie Lorien uniósł brew. Lorien Mulciber... Uśmiechnął się kącikiem ust na wspomnienie tej maleńkiej kobiety. Kiwnął głową, przyjmując do wiadomości fakt, że Stanley nie musiał nosić żałoby. Ludzie byli różni, on sam był z Mulciberem bardziej związany, a zamiast żałoby nosił w sercu ulgę. Zaczął rozdawać karty.
- Rozumiem, że twoja defensywna postawa wynika z faktu, że nie jestem pierwszą osobą, która o to pyta? - zapytał spokojnie, przerzucając karty na dwie niewielkie kupki oraz na środek. Karty do tarota. I zamierzali nimi grać w pokera. Żaden z nich nie był kurwa głupi, ale najwyraźniej ta rozmowa lub po prostu atmosfera sprawiła, że oboje uznali, że to zajebisty pomysł.
W tym czasie z kieszeni na koszuli Rodolphusa wysunęła się papierowa figurka. Odziana w czerń, z szaro-białymi łapkami. Najpierw łapki, potem głowa odziana w czarny kapturek. Rozejrzała się z ciekawością po gabinecie Borgina, aż w końcu utkwiła w nim wzrok. Stanley musiał ją rozpoznać: Lorien miała masę takich w swojej maleńkiej makiecie Azbakanu. Dementorek wychynął z kieszeni i umościł się na ramieniu Lestrange'a.
- Jeżeli po tej krótkiej rozmowie chcesz się powiesić, to stracisz niepowtarzalną okazję na serię wywodów na temat szkodliwości opium i alkoholu - cmoknął niby to z rozbawieniem, niby to z troską. Dementorek na jego ramieniu zatrząsł się w bezgłośnym śmiechu. Lestrange zajrzał w swoje karty, a Dementorek podfrunął do nich i umościł się na jednej. Rodolphus zdawał się kompletnie go ignorować. Za to papierowy dementor ewidentnie wgapiał się w Stanleya tak, jakby miał zaraz dostać kociej mordy.
- Nie musisz być tak opryskliwy, Stanley - powiedział, lekko przechylając głowę. Wyciągnął talię kart i zaczął ją machinalnie tasować, wpatrując się gdzieś powyżej ramieniem Borgina. - Nie piszę książek, skazanych na wydawnicze porażki.
Słuchał go jednak uważnie, a na wspomnienie Lorien uniósł brew. Lorien Mulciber... Uśmiechnął się kącikiem ust na wspomnienie tej maleńkiej kobiety. Kiwnął głową, przyjmując do wiadomości fakt, że Stanley nie musiał nosić żałoby. Ludzie byli różni, on sam był z Mulciberem bardziej związany, a zamiast żałoby nosił w sercu ulgę. Zaczął rozdawać karty.
- Rozumiem, że twoja defensywna postawa wynika z faktu, że nie jestem pierwszą osobą, która o to pyta? - zapytał spokojnie, przerzucając karty na dwie niewielkie kupki oraz na środek. Karty do tarota. I zamierzali nimi grać w pokera. Żaden z nich nie był kurwa głupi, ale najwyraźniej ta rozmowa lub po prostu atmosfera sprawiła, że oboje uznali, że to zajebisty pomysł.
W tym czasie z kieszeni na koszuli Rodolphusa wysunęła się papierowa figurka. Odziana w czerń, z szaro-białymi łapkami. Najpierw łapki, potem głowa odziana w czarny kapturek. Rozejrzała się z ciekawością po gabinecie Borgina, aż w końcu utkwiła w nim wzrok. Stanley musiał ją rozpoznać: Lorien miała masę takich w swojej maleńkiej makiecie Azbakanu. Dementorek wychynął z kieszeni i umościł się na ramieniu Lestrange'a.
- Jeżeli po tej krótkiej rozmowie chcesz się powiesić, to stracisz niepowtarzalną okazję na serię wywodów na temat szkodliwości opium i alkoholu - cmoknął niby to z rozbawieniem, niby to z troską. Dementorek na jego ramieniu zatrząsł się w bezgłośnym śmiechu. Lestrange zajrzał w swoje karty, a Dementorek podfrunął do nich i umościł się na jednej. Rodolphus zdawał się kompletnie go ignorować. Za to papierowy dementor ewidentnie wgapiał się w Stanleya tak, jakby miał zaraz dostać kociej mordy.