21.07.2025, 11:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.12.2025, 11:26 przez Keyleth Nico Yako.)
Powinna być bardziej... nie nie nie, nie bardziej tylko mniej! Zdecydowanie MNIEJ.
Ale ten żółty sweter, który udało jej się buchnąć, kiedy przechadzała się ulicami mugolskiego Soho, TE czerwone okulary! Nie pasowało to absolutnie do jej karnacji, oczywiście, ale szczęśliwie dysponowała wszystkimi karnacjami świata. Czuła się bardzo elegancko i bardzo ekscentrycznie, a w oko wpadła jej twarz z plakatów. Dorosła dystyngowana dama, która zna się na sztuce. Jest sztuką... To zdecydowanie ją łechtało tego dnia, bo miała wrażenie że Nico-Żeglarz zbytnio jednak ściąga na siebie wzrok. Żółty sweter również, ale w umyśle Keyleth była dzięki temu bardziej. Znaczy mniej! Mniej ściągająca. Ostatecznie kolor ubrania nie był kolorem skóry...
A zatem tym razem została Nicolette Le Blanche, krytyczką sztuki, zagraniczną reporterką, która ostatnie lata HA spędziła w Afryce. Cóż za koincydencja! Brzmiało jak doskonała persona do testowania na angielskich czarodziejach. Doskonała do małego researchu dotyczącego tego co się właściwie działo w Anglii.
Na przykład "śmierciożerca". Czy on w końcu dawał śmierć czy ją jadł? W pewnym sensie wszyscy jedzący mięso jedli czyjąś śmierć, może śmierciożercy lubili bardzo niewysmażone steki? Może jedli nieoskórowaną padlinę? (niech pierwszy rzuci kamieniem z animagów mięsożerców, który tak nie robił!). Ludzie ewidentnie bali się tego słowa. Najprawdopodobniej.
Bezceremonialnie przysiadła się do całkiem przystojnego i bardzo eleganckiego mężczyzny w przekonaniu, że podobała by mu się kobieta tak światła i elokwentna jak ona. Przeczytała bardzo dużo bardzo snobistycznych książek, powinna być w stanie utrzymać pozę.
– Oh, czyż... czyż nie żyjemy w dziwnych czasach? Patrzę na zebranych tutaj i zastanawiam się, czy kiedyś, kiedykolwiek przyjdzie taki moment, abyśmy zatracili różnice miedzy sobą. Absolutna unifikacja. Komuniści bodaj takie mają swoje życzenia programowe. Ale dla nas? Magów? Cóż znaczyłaby taka jedność? Bylibyśmy wtedy powołani do rzeczy możliwie wielkich, czy skazani na miałkość i porażkę? Jak pan sądzi, panie... – Musiała przyznać, że głos jej się udał. Niski, mruczący, kuszący. Gesty starał się oszczędzać, wiedząc do końca, że to absolutnie nowa powłoka i może być... różnie.
Ale ten żółty sweter, który udało jej się buchnąć, kiedy przechadzała się ulicami mugolskiego Soho, TE czerwone okulary! Nie pasowało to absolutnie do jej karnacji, oczywiście, ale szczęśliwie dysponowała wszystkimi karnacjami świata. Czuła się bardzo elegancko i bardzo ekscentrycznie, a w oko wpadła jej twarz z plakatów. Dorosła dystyngowana dama, która zna się na sztuce. Jest sztuką... To zdecydowanie ją łechtało tego dnia, bo miała wrażenie że Nico-Żeglarz zbytnio jednak ściąga na siebie wzrok. Żółty sweter również, ale w umyśle Keyleth była dzięki temu bardziej. Znaczy mniej! Mniej ściągająca. Ostatecznie kolor ubrania nie był kolorem skóry...
A zatem tym razem została Nicolette Le Blanche, krytyczką sztuki, zagraniczną reporterką, która ostatnie lata HA spędziła w Afryce. Cóż za koincydencja! Brzmiało jak doskonała persona do testowania na angielskich czarodziejach. Doskonała do małego researchu dotyczącego tego co się właściwie działo w Anglii.
Na przykład "śmierciożerca". Czy on w końcu dawał śmierć czy ją jadł? W pewnym sensie wszyscy jedzący mięso jedli czyjąś śmierć, może śmierciożercy lubili bardzo niewysmażone steki? Może jedli nieoskórowaną padlinę? (niech pierwszy rzuci kamieniem z animagów mięsożerców, który tak nie robił!). Ludzie ewidentnie bali się tego słowa. Najprawdopodobniej.
Bezceremonialnie przysiadła się do całkiem przystojnego i bardzo eleganckiego mężczyzny w przekonaniu, że podobała by mu się kobieta tak światła i elokwentna jak ona. Przeczytała bardzo dużo bardzo snobistycznych książek, powinna być w stanie utrzymać pozę.
– Oh, czyż... czyż nie żyjemy w dziwnych czasach? Patrzę na zebranych tutaj i zastanawiam się, czy kiedyś, kiedykolwiek przyjdzie taki moment, abyśmy zatracili różnice miedzy sobą. Absolutna unifikacja. Komuniści bodaj takie mają swoje życzenia programowe. Ale dla nas? Magów? Cóż znaczyłaby taka jedność? Bylibyśmy wtedy powołani do rzeczy możliwie wielkich, czy skazani na miałkość i porażkę? Jak pan sądzi, panie... – Musiała przyznać, że głos jej się udał. Niski, mruczący, kuszący. Gesty starał się oszczędzać, wiedząc do końca, że to absolutnie nowa powłoka i może być... różnie.