21.07.2025, 16:49 ✶
Lyssa była dzisiejszego dnia najwyraźniej niezwykle ugodowa, bo przez większy czas zwyczajnie się Peregrinusowi przypatrywała. Jak wsuwa zakładkę między stronnice, jak zamyka książkę, odkłada ją i rozdziela swoje nieszczęścia na dwie kupki. Nie miała nawet ochoty zmarszczyć z awersją brwi, albo wyrzucić w jego stronę komentarza, że nie sądziła że ma tylu znajomych, żeby dzielić to swoje nieszczęście na porcje. Jeden to i tak było w jej oczach dużo, w jego przypadku i nie liczyła do tego jej ojca, bo to żaden znajomy nie był przecież.
- Nie byłbyś dobrym redaktorem Czarownicy - skomentowała wreszcie po chwili zastanowienia, ale przynajmniej tym razem w jej głosie brakowało ostrości. Westchnęła, bo chyba przez moment faktycznie sądziła, że dostanie tutaj odpowiedź na swoje pytania, rodem ze stronnic sławetnej gazety. Tymczasem było to jakieś smęty depresyjnego mężczyzny. - Bo ja nie mam nawet siły wyjść z domu, Peregrinusie. Rozumiesz? Nie mam sił - zajęczała żałośnie ze swojej kanapy, wciąż nie zmieniając pozycji, nawet jeśli robiło jej się już trochę niewygodnie. - Z resztą. Jesteś tutaj i rozmawiasz ze mną, dlaczego nie możesz mi lepiej pomóc? - Lyssa, oczywiście, wiedziała dlaczego. Bo nie był młodą kobietą, która posiadałaby odrobinę więcej mądrości od niej, ale wciąż rozumiałaby jej perspektywę. Z resztą, ta rozmowa chyba była formą wspomnianego przez niego, dzielenia nieszczęścia na kupki. Ale formą która przesuwała je na strony nie była pogadanka o samym problemie, a próba uprzykrzenia mu życia.
- Nie byłbyś dobrym redaktorem Czarownicy - skomentowała wreszcie po chwili zastanowienia, ale przynajmniej tym razem w jej głosie brakowało ostrości. Westchnęła, bo chyba przez moment faktycznie sądziła, że dostanie tutaj odpowiedź na swoje pytania, rodem ze stronnic sławetnej gazety. Tymczasem było to jakieś smęty depresyjnego mężczyzny. - Bo ja nie mam nawet siły wyjść z domu, Peregrinusie. Rozumiesz? Nie mam sił - zajęczała żałośnie ze swojej kanapy, wciąż nie zmieniając pozycji, nawet jeśli robiło jej się już trochę niewygodnie. - Z resztą. Jesteś tutaj i rozmawiasz ze mną, dlaczego nie możesz mi lepiej pomóc? - Lyssa, oczywiście, wiedziała dlaczego. Bo nie był młodą kobietą, która posiadałaby odrobinę więcej mądrości od niej, ale wciąż rozumiałaby jej perspektywę. Z resztą, ta rozmowa chyba była formą wspomnianego przez niego, dzielenia nieszczęścia na kupki. Ale formą która przesuwała je na strony nie była pogadanka o samym problemie, a próba uprzykrzenia mu życia.