21.07.2025, 18:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.07.2025, 18:57 przez Lyssa Dolohov.)
- Nie zejdę - odpowiedziała, unosząc nieco podbródek i nieco lepiej rozpierając się na swoim miejscu. Z pewnym oburzeniem też spojrzała na niego, od dołu do góry, kiedy usiadł na blacie. Może to technicznie i na co dzień było jego miejsce pracy, ale w tym momencie to ona je okupowała i sobie nie życzyła, żeby jej ktokolwiek tutaj spodniami jeździł po biurku. Potem natomiast spojrzała na niego jeszcze groźniej, kiedy mimochodem chciał podpytać Scyllę o jej bytność w tej obmierzłej, śmierdzącej części Londynu. Na całe jednak szczęście, Greyback chyba w tym momencie wróciła do swojego świata.
Lyssa co chwila wracała dzisiaj spojrzeniem do Peregrinusa, ale za każdym razem było ono nieco inne od poprzedniego, niby tak samo niezadowolone, ale z innym subtelnym podtekstem. Kiedy znowu kazał jej oddać list, wykręciła się na fotelu od niego, przyciskając kartkę mocniej do piersi.
- Nie oddam - prychnęła. Prawie mu do tego pokazała język, bo ta cała sytuacja była zwyczajnie na swój sposób głupia, a przez to i komiczna, ale miała świeczki do ustawienia. - Teraz to już nie chcę - powiedziała jeszcze dla zasady, ale z bólem serca się podniosła i rozstawiła krąg potrzebny do widmowidzenia.
Wreszcie świeczki ułożyły się w kręgu, a Lyssa zajęła miejsce pośrodku, siadając sobie ze skrzyżowanymi nogami na poduszce. Nie znosiła całego procesu widmowidzenia, uważając go za niezwykle nieelegancki, ale już chyba wolała to niż rzucanie się bezwłasnie na bruk, kiedy przychodziły jasnowidzkie wizje. Coś za coś, jak to się mówiło.
- Gdyby coś się stało, nie pozwól żebym wyglądała nieelegancko - rzuciła jeszcze do Peregrinusa, nagle śmiertelnie poważna, a potem zapaliła świeczki za pomocą różdżki. Bardziej gotowa już nie mogła być, więc ścisnęła list w palcach, skupiając się na historii, którą miał jej do powiedzenia.
// uwaga boże drogi rzucam percepcje na widmowidzenie bogowie kostek nie pozwólcie mi tego zjebać, dawajcie krytyczny sukces
Zawsze miała wrażenie, że wizje przychodziły do niej gwałtowną falą - dokładnie w sposób, który najmniej jej odpowiadał. Teraz jednak to było jak łagodne obmycie kostek przez rozleniwione morze. Oczy nie widziały wiele, wciąż wpatrując się w czerń kryjącą pod powiekami, ale wreszcie miarowe tykanie zegara, które słyszała do tej pory, przerodziło się w zupełnie inny rytm. Miarowe stukanie pociągu, które towarzyszyło pisaniu tego listu, a potem wreszcie doszła kolejna wskazówka; mocny, palony zapach, który Lyssa szybko rozpoznała jako kawę. Szybko zmienił się w drażniący aromat, zyskujący na intensywności z każdą chwilą, aż wreszcie dziewczyna poczuła jakby wypychał ją z wizji, będąc nie do zniesienia. Zachłysnęła się powietrzem z obrzydzoną miną, przykładając dłoń do nosa. Ale oprócz tego kręciło jej się zwyczajnie w głowie, więc kiedy szarpnęła się, przechyliła się nieco w drugą stronę, musząc gwałtownie podeprzeć wolną ręką.
Lyssa co chwila wracała dzisiaj spojrzeniem do Peregrinusa, ale za każdym razem było ono nieco inne od poprzedniego, niby tak samo niezadowolone, ale z innym subtelnym podtekstem. Kiedy znowu kazał jej oddać list, wykręciła się na fotelu od niego, przyciskając kartkę mocniej do piersi.
- Nie oddam - prychnęła. Prawie mu do tego pokazała język, bo ta cała sytuacja była zwyczajnie na swój sposób głupia, a przez to i komiczna, ale miała świeczki do ustawienia. - Teraz to już nie chcę - powiedziała jeszcze dla zasady, ale z bólem serca się podniosła i rozstawiła krąg potrzebny do widmowidzenia.
Wreszcie świeczki ułożyły się w kręgu, a Lyssa zajęła miejsce pośrodku, siadając sobie ze skrzyżowanymi nogami na poduszce. Nie znosiła całego procesu widmowidzenia, uważając go za niezwykle nieelegancki, ale już chyba wolała to niż rzucanie się bezwłasnie na bruk, kiedy przychodziły jasnowidzkie wizje. Coś za coś, jak to się mówiło.
- Gdyby coś się stało, nie pozwól żebym wyglądała nieelegancko - rzuciła jeszcze do Peregrinusa, nagle śmiertelnie poważna, a potem zapaliła świeczki za pomocą różdżki. Bardziej gotowa już nie mogła być, więc ścisnęła list w palcach, skupiając się na historii, którą miał jej do powiedzenia.
// uwaga boże drogi rzucam percepcje na widmowidzenie bogowie kostek nie pozwólcie mi tego zjebać, dawajcie krytyczny sukces
Rzut PO 1d100 - 18
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Zawsze miała wrażenie, że wizje przychodziły do niej gwałtowną falą - dokładnie w sposób, który najmniej jej odpowiadał. Teraz jednak to było jak łagodne obmycie kostek przez rozleniwione morze. Oczy nie widziały wiele, wciąż wpatrując się w czerń kryjącą pod powiekami, ale wreszcie miarowe tykanie zegara, które słyszała do tej pory, przerodziło się w zupełnie inny rytm. Miarowe stukanie pociągu, które towarzyszyło pisaniu tego listu, a potem wreszcie doszła kolejna wskazówka; mocny, palony zapach, który Lyssa szybko rozpoznała jako kawę. Szybko zmienił się w drażniący aromat, zyskujący na intensywności z każdą chwilą, aż wreszcie dziewczyna poczuła jakby wypychał ją z wizji, będąc nie do zniesienia. Zachłysnęła się powietrzem z obrzydzoną miną, przykładając dłoń do nosa. Ale oprócz tego kręciło jej się zwyczajnie w głowie, więc kiedy szarpnęła się, przechyliła się nieco w drugą stronę, musząc gwałtownie podeprzeć wolną ręką.