21.07.2025, 20:34 ✶
Stanley mógł wyklinać Rodolphusa ile wlezie - zarówno w myślach, jak i słownie, ale w obu tych przypadkach Lestrange po prostu wzruszyłby ramionami. Borgin mógł mówić co chciał, ale wbrew pozorom Rodolphus był całkiem dobrym obserwatorem oraz, przede wszystkim, znawcą mózgu. Chcąc nie chcąc musiał zagłębić się w psyche ludzką i poznać jej arkana. Mechanizmy wyparcia oraz mechanizmy obronne były dla niego czymś tak oczywistym, jak jedzenie jajecznicy na śniadanie. Najlepiej bez szczypiorku, bo potem waliło z ust.
- Jesteśmy u ciebie, możesz mówić co chcesz - powiedział całkiem niewinne, przekładając jedną z kart. Przez chwilę milczał, jakby naprawdę się zastanawiał nad tym, co powinien teraz zrobić. Poker pokerem, ale chyba nikt nie przewidział, że do pokera ktoś będzie używał tarota, prawda? Przecież nie dało się tymi kartami grać, chyba że ktoś miał niezłe delulu, tak jak aktualnie ta dwójka. - Nic dziwnego. Wszyscy ci, których znasz i którym na tobie zależy, się martwią. O ile znali ten mały niuans z twojego życia.
Powiedział, marszcząc brwi gdy dementorek prychnął na jego poczynania. Papierowy gnojek spłynął na biurko Stanleya, gdy Lestrange wyciągał jedną z kart i przekładał ją w palcach.
- Lorien będzie przykro, gdy to zrobisz - podał pierwszy powód, unosząc wzrok znad kart. Wolną dłonią sięgnął do kieszeni marynarki, a potem wyciągnął na biurko galeona. Uśmiechnął się przy tym leciutko, kącikiem ust, gdy przesuwał monetę w stronę Stanleya. - Wchodzę.
W tym czasie dementorek przesunął się w stronę Borgina. Raz, drugi - człapał tymi swoimi nóżkami a miękka papierowa szatka muskała drewno. W końcu jednak stworzonko (figurka? Jak zwał, tak zwał) postanowiło podlecieć do Borgina i usiąść mu na jednej z dłoni.
- Nie chciałbyś chyba dołożyć się do jej smutku, prawda? W gruncie rzeczy to dobra kobieta, która przyciąga nieszczęścia. Swoją drogą podejrzewam, że ta mała łajza została mi podarowana przez nią tylko po to, by uprzykrzać mi życie - powiedział, kiwając lekko głową w stronę dementorka. Ten w odpowiedzi uniósł zaciśniętą piąstkę, jakby mu groził, a potem bezczelnie zajrzał Stanleyowi w karty.
Jak oni mieli, kurwa, tym grać? Lestrange patrzył na swoje karty niby beznamiętnie, ale widział przed oczami... Głupca i Wisielca. Od biedy można je było uznać za damy, nie?
- Jesteśmy u ciebie, możesz mówić co chcesz - powiedział całkiem niewinne, przekładając jedną z kart. Przez chwilę milczał, jakby naprawdę się zastanawiał nad tym, co powinien teraz zrobić. Poker pokerem, ale chyba nikt nie przewidział, że do pokera ktoś będzie używał tarota, prawda? Przecież nie dało się tymi kartami grać, chyba że ktoś miał niezłe delulu, tak jak aktualnie ta dwójka. - Nic dziwnego. Wszyscy ci, których znasz i którym na tobie zależy, się martwią. O ile znali ten mały niuans z twojego życia.
Powiedział, marszcząc brwi gdy dementorek prychnął na jego poczynania. Papierowy gnojek spłynął na biurko Stanleya, gdy Lestrange wyciągał jedną z kart i przekładał ją w palcach.
- Lorien będzie przykro, gdy to zrobisz - podał pierwszy powód, unosząc wzrok znad kart. Wolną dłonią sięgnął do kieszeni marynarki, a potem wyciągnął na biurko galeona. Uśmiechnął się przy tym leciutko, kącikiem ust, gdy przesuwał monetę w stronę Stanleya. - Wchodzę.
W tym czasie dementorek przesunął się w stronę Borgina. Raz, drugi - człapał tymi swoimi nóżkami a miękka papierowa szatka muskała drewno. W końcu jednak stworzonko (figurka? Jak zwał, tak zwał) postanowiło podlecieć do Borgina i usiąść mu na jednej z dłoni.
- Nie chciałbyś chyba dołożyć się do jej smutku, prawda? W gruncie rzeczy to dobra kobieta, która przyciąga nieszczęścia. Swoją drogą podejrzewam, że ta mała łajza została mi podarowana przez nią tylko po to, by uprzykrzać mi życie - powiedział, kiwając lekko głową w stronę dementorka. Ten w odpowiedzi uniósł zaciśniętą piąstkę, jakby mu groził, a potem bezczelnie zajrzał Stanleyowi w karty.
Jak oni mieli, kurwa, tym grać? Lestrange patrzył na swoje karty niby beznamiętnie, ale widział przed oczami... Głupca i Wisielca. Od biedy można je było uznać za damy, nie?