- Coś Ty, nie było na to szans, nie zamieszkałabym w mieszkaniu nad apteką. - Wood była przyzwyczajona do pewnych standardów, i niby próbowała zrozumieć podejście Lupina, tak jednak nigdy w życiu nie pozwoliłaby na to, żeby kisili się w takim małym mieszkanku. Miała pewne standardy... raczej bardziej wysokie niż niskie. Zresztą była bogata, na pewno by im zorganizowała jakieś wspaniałe gniazdko.
Na szczęście jednak Cameron miał farta, dzięki czemu na pewno czuł się lepiej, niż gdyby znowu mieli być zależni od niej. Idealnie się to wszystko potoczyło. Los im sprzyjał, czy coś, skoro coś takiego się wydarzyło, to na pewno był znak od Merlina, że życzy im wszystkiego co najlepsze.
Zdawała sobie sprawę z tego, że Lupin nie ma lekko. Był na stażu, czekało go wiele lat nauki zanim sam będzie mógł zacząć leczyć na poważnie, a przy okazji zarabiać większe pieniądze. Nigdy nie patrzyła na niego przez pryzmat tego, co posiada, zdecydowanie ceniła sobie wszystkie inne cechy, a nie rzeczy materialne, szczególnie, że nie musieli się o nie martwić.
- Wiesz co, nie ma sensu tego przedłużać, przejmiesz klucze, powiesz, że dziękujesz i naraska. - Zdawała sobie sprawę z tego, że Cameron nie lubił takich sytuacji, więc mogła mu pomóc jakoś to ogarnąć, najlepiej tak, żeby poszło to jak najszybciej i szybko mogli zobaczyć to ich wspólne mieszkanie, a później w nim zamieszkać. Część oficjalna nie wydawała się jej być szczególnie istotna.
- Jak coś będę Ci szeptać, co masz mówić. - Wood miała w końcu doświadczenie w wystąpieniach publicznych, jakoś to ogarną.
- Przyjdę normalnie, w sensie ubrana normalnie, nie bez munduru, w sensie nie bez niczego. - Chyba zrozumiała do czego zmierzał Cameron, chociaż nieco się przy tym zakręcił. - Póki co nie ma się, czym przejmować, mamy czas. Idziemy? - Skończyła już zmianę, więc mogli razem opuścić budynek. Tak właściwie to nie czekała na potwierdzenie, tylko ruszyła z Lupinem w stronę wyjścia.