22.07.2025, 03:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.07.2025, 21:10 przez Lyssa Dolohov.)
Lyssa natomiast, wydawała się mieć nawet trochę koleżanek; poznane to tu, to tam, odkąd zdążyła przybyć do Anglii, ale dla niej cały problem polegał właśnie w tym, jak przelotne były to znajomości. Gdyby miała wskazać jedną z rzeczy, których najbardziej brakowało jej na wyspach, to właśnie te bliskie przyjaźnie, wykute podczas długich szkolnych lat. Listy jej zwyczajnie nie wystarczały, ale też zwyczajnie głupio było jej się do tego Peregrinusowi przyznać. Miała ojca, ludzi w Prawach Czasu, ale momentami czuła się zwyczajnie samotnie.
Poruszyła ustami niczym ryba wyjęta z wody, bo musiała się zastanowić. W pierwszej chwili chciała zwyczajnie unieść się i na niego nakrzyczeć, bo odebrała jego słowa jako próbę dogryzienia jej - jakby właśnie próbował powiedzieć jej, że mówi tak głośno że ją właśnie na ulicy słychać i mogłaby równie dobrze wygadać się przechodniom. Dopiero po chwili dotarło do niej, że nie taki zły Peregrinus jak go czasem sama sobie malowała.
- Wiesz co? - zaczęła bardzo powoli, obracając w głowie tę myśl. - Jeśli nie muszę do tego wstawać, to czemu nie. Ten jeden raz udzielę dyspensy. Ale jak będą jakieś złe to nie odpowiadam za siebie, dobrze?
Zwykle trzymała się z dala od kart. Obracała je w rękach, nawet znała przecież podręcznikową symbolikę niektórych z nich, ale wewnętrzna niechęć do przyszłości, tej postrzeganej narzędziami które operował jej ojciec, powstrzymywała ją w jakiś sposób od dostrzegania w nich czegoś więcej. Mogła zapamiętywać wszystko, ale umysł odmawiał tworzenia tych drobnych nici powiązań między wskazówkami zsyłanymi dla wróżbitów. Teraz jednak była zwyczajnie zdesperowana - zbyt przybita i rozmemłana, by w pełni dbać o to że odpowiedź jej się nie spodoba. Chciała rady, a może chociaż popchnięcia w jakimś kierunku.
Poruszyła ustami niczym ryba wyjęta z wody, bo musiała się zastanowić. W pierwszej chwili chciała zwyczajnie unieść się i na niego nakrzyczeć, bo odebrała jego słowa jako próbę dogryzienia jej - jakby właśnie próbował powiedzieć jej, że mówi tak głośno że ją właśnie na ulicy słychać i mogłaby równie dobrze wygadać się przechodniom. Dopiero po chwili dotarło do niej, że nie taki zły Peregrinus jak go czasem sama sobie malowała.
- Wiesz co? - zaczęła bardzo powoli, obracając w głowie tę myśl. - Jeśli nie muszę do tego wstawać, to czemu nie. Ten jeden raz udzielę dyspensy. Ale jak będą jakieś złe to nie odpowiadam za siebie, dobrze?
Zwykle trzymała się z dala od kart. Obracała je w rękach, nawet znała przecież podręcznikową symbolikę niektórych z nich, ale wewnętrzna niechęć do przyszłości, tej postrzeganej narzędziami które operował jej ojciec, powstrzymywała ją w jakiś sposób od dostrzegania w nich czegoś więcej. Mogła zapamiętywać wszystko, ale umysł odmawiał tworzenia tych drobnych nici powiązań między wskazówkami zsyłanymi dla wróżbitów. Teraz jednak była zwyczajnie zdesperowana - zbyt przybita i rozmemłana, by w pełni dbać o to że odpowiedź jej się nie spodoba. Chciała rady, a może chociaż popchnięcia w jakimś kierunku.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.