Nie był to lekki czas ani dla mugoli, ani dla czarodziejów. Mugole mieli o tyle gorzej, że nie do końca zdawali sobie sprawę z tego, jak wielkie było zagrożenie. Na pewno pojawiały się znaki, jak chociażby właśnie widma w Kniei, bunt roślin, czy pożary, które pochłonęły Londyn. Zapewne udało im się o to obwinić jednak coś innego, niż czarodziejski świat, który istniał gdzieś obok. Nie brali w ogóle takiej możliwości pod uwagę, może to i lepiej, bo przecież oni wszyscy byli by winni, nawet Ci którzy nie mieszali się w te dziwną wojnę między magami, którzy uważali się za lepszych, a tymi którzy mieli pochodzenie mugolskie. Wiedziała, że na ten problem spoglądano by zero-jedynkowo, więc dobrze, że większa część społeczeństwa nie była niczego świadoma. Kto wie bowiem, w jaki sposób mogłoby się to zaognić. Póki co mogli czuć się bezpieczni przynajmniej z tej jednej strony.
- Pewne rzeczy nie są w stanie się zmienić. - Mieli tutaj chyba jasność, bo znali się od lat i wiedzieli, że w ich przypadku niektóre zachowania były bardzo głęboko zakorzenione. Nie dało się nic zrobić z tymi częściami ich osobowości, bo tutaj nie tylko Yaxley była sobie kapitanem swojego własnego statku, ale Greengrass robił to samo. Doszli już zresztą do tego, że tym razem mieli jeszcze bardziej wpuścić się do swoich światów, a raczej stworzyć jeszcze bardziej pełny, jeden wspólny, by nie popełniać poprzednich błędów. Nie mogli ponownie wchodzić do tej samej rzeki, bo zbyt wiele ich to kosztowało. Oczywiście, że te zmiany na pewno nie będą bezbolesne, aczkolwiek wydawało jej się, że wraz z upływem czasu docenią to wszystko. Było to im potrzebne, szczególnie przy tych trybach życia, które prowadzili. Musieli sobie w pełni zaufać i być wsparciem we wszystkim, nie było tu miejsca na unikanie niewygodnych tematów, czy niedopowiedzenia, mieli świadomość, że im to nie służy, a skoro miało być tylko lepiej, musieli odrobinę zmienić swoje przyzwyczajenia. Częściowo mieli to już za sobą, chociaż tym razem mieli się dopuścić jeszcze głębiej, nie było innej opcji. Nie tym razem, nie kiedy powiedzieli sobie tak wiele i wiedzieli z czego wynikały ich dramaty.
Prychnęła głośno. Oczywiście, że nie mógł sobie odmówić tego komentarza. - Tak, to mnie wyklucza z bycia flądrą, niestety. - Nie, żeby uważała flądry za jakieś szczególnie, warte uwagi stworzenia, ale jednak były dużo bardziej atrakcyjne w jej oczach od fok, które były przecież wcieleniem selkie, a one omamiały czarodziejów, wpływały na ich umysł. Yaxley nie znosiła, gdy ktoś igrał z wolną wolą.
- Nie przepadam za nimi, rekiny są dużo fajniejsze, i wszyscy się ich boją, chociaż w większości tak naprawdę nie ma czego. - To trochę, jak było z nią. Sprawiała wrażenie niebezpiecznej, chłodnej i zdystansowanej, a gdy przychodziło co do czego, kiedy komuś faktycznie ufała była niczym rekin wielorybi, który nie krzywdził żadnych innych stworzeń poza planktonem i małymi rybami.
- To, że Erik jest wspaniałym przyjacielem i dobrze się mną opiekował podczas kilku ostatnich miesięcy. - Wpatrywała się w Roisa bezczelnie, wiedziała, że go prowokowała, ale dlaczego miałaby tego nie robić. To nie było nic groźnego, nie po tym, jak wyglądała cała sytuacja. Miała wsparcie w przyjacielu podczas tych najgorszych dni, mogła na niego liczyć, nie zostawiał jej samej, tylko pojawiał się u jej boku, kiedy tego potrzebowała. Doceniała to, bo dzięki temu naprawdę dobrze się bawiła podczas tych większości spotkań towarzyskich, które nie należały do najprzyjemniejszych. Ambroise chyba nie był co do tego tak pozytywnie nastawiony, mimo wszystko dobrze, że sprostowali te śmieszne plotki, które do niego dotarły. Wolała, aby nie wierzył w to, co szeptali ludzie.
Zdawała sobie sprawę, że była pewna osoba, która uważała podsycanie tych plotek za coś dobrego. Nie miała pojęcia, czy faktycznie powód, który kierował Romulusem był tak jasny, jak wspominał na początku, niby chciał, żeby się opamiętali, a gdy przyszło co do czego mogli zauważyć, że mogło to być coś zupełnie innego. Mógł ich sabotować, bo przeszkadzało mu, że jeden z jego przyjaciół zamierzał się ustatkować. Mogli sobie gdybać na temat jego pobudek, zresztą wolała do tego nie wracać. Potter wystarczająco popsuł im dzisiejszy wieczór, nie chciała poświęcać mu więcej uwagi i tak dostał jej aż nadto.
- Niestety nie ma, na szczęście uczymy się na błędach. - Z pokorą podchodziła do tych lekcji, autorefleksja może nie była najprzyjemniejsza, jednak wiedziała, że jest słuszna. Dzięki temu w przyszłości mogło być tylko lepiej. Nic nie działo się bez powodu.
- Dalej jestem, ale to chyba kolejna nasza wspólna cecha. - Jakoś tak już mieli, że brali na siebie dosyć sporo, nie uciekali przed problemami, tylko starali się stawiać im czoła, co mogło kończyć się różnie. Nie wszyscy mieli w sobie tyle odwagi.