22.07.2025, 15:03 ✶
— Miło mi poznać — uśmiechnął się do Selwyna, gdy Mona ich sobie przedstawiła.
Widok gołego Hannibalowego brzucha nie zrobił na nim wrażenia. W Convivium Ari był świadkiem naprawdę wielu ekscesów. Jak panowie odsłaniali klaty, to jeszcze było lekko. Co najmniej kilka razy zdarzyło się poprosić swojego (wcale nie mafijnego) ochroniarza w barze, by wyprosił panów, którzy pokazywali po pijaku swoje cztery litery. Były widoki, których nie dało się wymazać z pamięci...
— U nas też wszędzie sadza... Pewnie twój dom dopadło to samo cholerstwo. I z sadzą siedzi tam coś w rodzaju ducha, nie mylę się? — westchnął. — Mo miała wyjątkowe szczęście. Mój bar... Z nim jest mnóstwo pracy.
Naprawdę też nie miał pojęcia, że Electra przyjaźniła się z Hannibalem Selwynem. Mógł w sumie się tego spodziewać, aktorzy i ludzie z branży modelingu często znali się między sobą. Przeklął się w duchu za to, że to mu umknęło. Czy tak naprawdę znali się z Ellie? Powinien był to wiedzieć, jako dobry brat... Choć, czy Electra znała wszystkich przyjaciół Icarusa? Chyba nawet nie miał on ich znowu tak wielu.
Kiedy Mona zawahała się, Icarus spuścił wzrok. Sam nie wiedział, czym byli z Mo. Nie potrafił zrobić pierwszego kroku. Był nią oszołomiony. Dogłębnie zauroczony, w tym stopniu, że aż było mu wstyd. Znowu zaczął pić, co oznaczało, że nie zasługiwał na nią. Nawet jedna wypita manierka wystarczyła, by kompletnie zniweczyć wszystko, nad czym pracował. Och, zrywanie z tym cholerstwem nie było łatwe. A skoro nie potrafił poradzić sobie nawet z tym, jak mógł czuć się godny Mony. Wystarczyło przecież przestać. Co w tym niby trudnego?
Może kiedy przyjdą lepsze czasy... — pomyślał, ale wiedział, że było to kłamstwo, które sobie powtarzał zapewne każdy alkoholik.
— Ellie pojechała do swojej mamy, poza Londyn — odparł Icarus, odrywając umysł od kolejnych autodeprecjonujących myśli. — Myślę, że będzie jej bardzo miło, jeśli ją odwiedzisz. Ona kocha miasto, na wsi musi się okrutnie nudzić.
Widok gołego Hannibalowego brzucha nie zrobił na nim wrażenia. W Convivium Ari był świadkiem naprawdę wielu ekscesów. Jak panowie odsłaniali klaty, to jeszcze było lekko. Co najmniej kilka razy zdarzyło się poprosić swojego (wcale nie mafijnego) ochroniarza w barze, by wyprosił panów, którzy pokazywali po pijaku swoje cztery litery. Były widoki, których nie dało się wymazać z pamięci...
— U nas też wszędzie sadza... Pewnie twój dom dopadło to samo cholerstwo. I z sadzą siedzi tam coś w rodzaju ducha, nie mylę się? — westchnął. — Mo miała wyjątkowe szczęście. Mój bar... Z nim jest mnóstwo pracy.
Naprawdę też nie miał pojęcia, że Electra przyjaźniła się z Hannibalem Selwynem. Mógł w sumie się tego spodziewać, aktorzy i ludzie z branży modelingu często znali się między sobą. Przeklął się w duchu za to, że to mu umknęło. Czy tak naprawdę znali się z Ellie? Powinien był to wiedzieć, jako dobry brat... Choć, czy Electra znała wszystkich przyjaciół Icarusa? Chyba nawet nie miał on ich znowu tak wielu.
Kiedy Mona zawahała się, Icarus spuścił wzrok. Sam nie wiedział, czym byli z Mo. Nie potrafił zrobić pierwszego kroku. Był nią oszołomiony. Dogłębnie zauroczony, w tym stopniu, że aż było mu wstyd. Znowu zaczął pić, co oznaczało, że nie zasługiwał na nią. Nawet jedna wypita manierka wystarczyła, by kompletnie zniweczyć wszystko, nad czym pracował. Och, zrywanie z tym cholerstwem nie było łatwe. A skoro nie potrafił poradzić sobie nawet z tym, jak mógł czuć się godny Mony. Wystarczyło przecież przestać. Co w tym niby trudnego?
Może kiedy przyjdą lepsze czasy... — pomyślał, ale wiedział, że było to kłamstwo, które sobie powtarzał zapewne każdy alkoholik.
— Ellie pojechała do swojej mamy, poza Londyn — odparł Icarus, odrywając umysł od kolejnych autodeprecjonujących myśli. — Myślę, że będzie jej bardzo miło, jeśli ją odwiedzisz. Ona kocha miasto, na wsi musi się okrutnie nudzić.