22.07.2025, 16:55 ✶
Dopiero po chwili zobaczył kufer Hannibala, który był tak duży, że na pierwszy rzut oka wydawało się, że nie zmieści się w małym mieszkanku. Henry chyba nawet nie posiadał tylu ubrań, żeby móc zapełnić nimi taką walizę. Celebryta musiał mieć przecież dużo ciuchów. Słyszał przecież o dziennikarzach z działu plotkarskiego w Proroku, którzy potrafili skrytykować kogoś znanego, bo ten nałożył dwa razy ten sam strój. Co za bzdura...
— Dzięki. Tyle bólu, a w Mungu wystarczył łyk szkielewzro i po krzyku. Choć nie spało się po tym za dobrze — wzruszył ramionami.
Przypomniał sobie, że rzeczywiście Ekstaza miała odbyć się według planu. Wielka rola Hannibala. To dobrze, że Spalona Noc nie zepsuła mu tych planów. Kultura była czymś, czego nie można było zatracić, mimo wszystko. A Henry miał nadzieję, że Prorok skieruje go tam jako fotografa. Chciał zobaczyć przedstawienie i jakoś wesprzeć Selwyna. A może się przeceniał? Może obecność Henry'ego wcale jakoś specjalnie się nie liczyła?
— Tak, sam. Możesz usiąść do stołu, ja zaraz przyniosę jedzenie — pokazał Hannibalowi gestem drogę do salonu. Jednak po drodze otrzymał coś jeszcze. Kurtkę, wypraną z sadzy i popiołu, a także coś, na co kompletnie nie był przygotowany. A był to przecież zwyczajny prezent. — Wow, Han, ja... Nie trzeba było. W życiu nie piłem czegoś tak drogiego — spojrzał na etykietę. — Obawiam się, że nie będę dyskutować z tobą o bukiecie smakowych tych wina, ale i tak dziękuję. Akurat obiad będzie w stylu francuskim, więc się nada.
Jednocześnie Henry poczuł się trochę jak oszust. W stylu francuskim? Zwykłe warzywa, a nie żadna Francja... Niby ratatouille pochodziło stamtąd, ale czy było to dystyngowane danie? Może to jadła francuska klasa niższa? Henry nie wiedział.
Skarcił się w duchu za te lęki. Nie mógł sobie pozwolić na wstyd tego typu. Uczciwie pracował, ile tylko się dało. Robił co mógł, był zorganizowany i pracowity. Czemu miał się czuć gorzej przy bogatych ludziach, przy tych, którzy odziedziczyli nie tylko fortunę, lecz i szansę na rozwój. Nie chciał też przez to podsycać w sobie jakichś antagonizmów wobec Hannibala, bo nie wydawało mu się, żeby były odwzajemnione. Złość na Selwyna z takiego powodu byłaby wygraną dla tych, którzy chcieli podsycać te podziały. Tak samo jak lęk przed tym, że wypadnie źle. Spalona pokazała, że wszyscy byli ludźmi w tym samym stopniu, bez względu na krew.
— Dzięki. Tyle bólu, a w Mungu wystarczył łyk szkielewzro i po krzyku. Choć nie spało się po tym za dobrze — wzruszył ramionami.
Przypomniał sobie, że rzeczywiście Ekstaza miała odbyć się według planu. Wielka rola Hannibala. To dobrze, że Spalona Noc nie zepsuła mu tych planów. Kultura była czymś, czego nie można było zatracić, mimo wszystko. A Henry miał nadzieję, że Prorok skieruje go tam jako fotografa. Chciał zobaczyć przedstawienie i jakoś wesprzeć Selwyna. A może się przeceniał? Może obecność Henry'ego wcale jakoś specjalnie się nie liczyła?
— Tak, sam. Możesz usiąść do stołu, ja zaraz przyniosę jedzenie — pokazał Hannibalowi gestem drogę do salonu. Jednak po drodze otrzymał coś jeszcze. Kurtkę, wypraną z sadzy i popiołu, a także coś, na co kompletnie nie był przygotowany. A był to przecież zwyczajny prezent. — Wow, Han, ja... Nie trzeba było. W życiu nie piłem czegoś tak drogiego — spojrzał na etykietę. — Obawiam się, że nie będę dyskutować z tobą o bukiecie smakowych tych wina, ale i tak dziękuję. Akurat obiad będzie w stylu francuskim, więc się nada.
Jednocześnie Henry poczuł się trochę jak oszust. W stylu francuskim? Zwykłe warzywa, a nie żadna Francja... Niby ratatouille pochodziło stamtąd, ale czy było to dystyngowane danie? Może to jadła francuska klasa niższa? Henry nie wiedział.
Skarcił się w duchu za te lęki. Nie mógł sobie pozwolić na wstyd tego typu. Uczciwie pracował, ile tylko się dało. Robił co mógł, był zorganizowany i pracowity. Czemu miał się czuć gorzej przy bogatych ludziach, przy tych, którzy odziedziczyli nie tylko fortunę, lecz i szansę na rozwój. Nie chciał też przez to podsycać w sobie jakichś antagonizmów wobec Hannibala, bo nie wydawało mu się, żeby były odwzajemnione. Złość na Selwyna z takiego powodu byłaby wygraną dla tych, którzy chcieli podsycać te podziały. Tak samo jak lęk przed tym, że wypadnie źle. Spalona pokazała, że wszyscy byli ludźmi w tym samym stopniu, bez względu na krew.