22.07.2025, 17:26 ✶
– Brenno. – Nagle całe gadanie o mordowaniu kogoś i bronienie swojej racji przestało mieć znaczenie. To znaczy oczywiście, że nie zmęczyłby się aż tak przygotowaniem trucizny. Poza tym w świecie magimedycyny istniało wiele leczniczych substancji, które szpital miał pod dostatkiem, a które w zbyt dużej ilości również mogłyby wywołać śmiertelne, lub chociaż mocno przykre, efekty. Tylko, że w momencie w którym Brenna niemal nie podpowiedziała mu jak kogoś zabić, uznał że wystarczy rozmów na ten temat. – Nie. Zdecydowanie nie mogłabyś. Powtórz to chociaż raz dobrze? Jestem Brygadzistką i nie mogę mówić ludziom jak kogoś mordować, bo mogę stracić przez to pracę.
Z jakiegoś powodu Brenna jednak nie zamierzała porzucić tematu książek i teraz nagle zaczeła mu mówić o jakimś klubie. I może Basilius, by zrozumiał o co chodziło, gdyby nie to, że chwilę wcześniej rozmawiali o no... książkach, a on sam nie miał jeszcze czasu dokładnie przyswoić wszystkich rewelacji na temat tego w co został wplątany. Nie że wiedział w sumie za dużo. To znaczy... W sumie to nie wiedział niemal nic.
– Nie jestem w żadnym klubie książki. Mówiłem ci już, że nie czytam tego rodzaju powieści i... – Zaraz. Czy to znaczyło, że Brenna je czytała? I kto jeszcze skoro było ich więcej? Nie że nie zakładał, że ludzie nie czytają tego rodzaju romansów, ale... Ale że ktoś kogo on znał? Ktoś naprawdę na poważnie mógłby rozprawiać na temat tego, czy w Moim Wielkim Koronkowym Weselu Sandra powinna wybrać Caleba, z ktorym zaręczyła się przypadkiem, czy też Liama, z którym zaręczyła się przypadkiem, chociaż oczywistym wyborem był... Nieważne.
– Tak, widzę go – mruknął, a kiedy jeszcze usłyszał, że Brenna nie miała różdżki rzucił jedynie ciche aha i usiadł na podłodze.
No i fajnie. Ani on ani Brenna nie dadzą rady się teleportować. Chochlika też nie złapią. Nie, on się poddaje. On ma dosyć. Nienawidził tego dnia. Nienawidził statystów. Nienawidził września. Nienawidził wszystkiego. Niech ten chochlik po prostu rzuci w nich jakimiś substancjami, a oni eksplodują i będzie po wszystkim.
Z jakiegoś powodu Brenna jednak nie zamierzała porzucić tematu książek i teraz nagle zaczeła mu mówić o jakimś klubie. I może Basilius, by zrozumiał o co chodziło, gdyby nie to, że chwilę wcześniej rozmawiali o no... książkach, a on sam nie miał jeszcze czasu dokładnie przyswoić wszystkich rewelacji na temat tego w co został wplątany. Nie że wiedział w sumie za dużo. To znaczy... W sumie to nie wiedział niemal nic.
– Nie jestem w żadnym klubie książki. Mówiłem ci już, że nie czytam tego rodzaju powieści i... – Zaraz. Czy to znaczyło, że Brenna je czytała? I kto jeszcze skoro było ich więcej? Nie że nie zakładał, że ludzie nie czytają tego rodzaju romansów, ale... Ale że ktoś kogo on znał? Ktoś naprawdę na poważnie mógłby rozprawiać na temat tego, czy w Moim Wielkim Koronkowym Weselu Sandra powinna wybrać Caleba, z ktorym zaręczyła się przypadkiem, czy też Liama, z którym zaręczyła się przypadkiem, chociaż oczywistym wyborem był... Nieważne.
– Tak, widzę go – mruknął, a kiedy jeszcze usłyszał, że Brenna nie miała różdżki rzucił jedynie ciche aha i usiadł na podłodze.
No i fajnie. Ani on ani Brenna nie dadzą rady się teleportować. Chochlika też nie złapią. Nie, on się poddaje. On ma dosyć. Nienawidził tego dnia. Nienawidził statystów. Nienawidził września. Nienawidził wszystkiego. Niech ten chochlik po prostu rzuci w nich jakimiś substancjami, a oni eksplodują i będzie po wszystkim.