22.07.2025, 20:02 ✶
Brenna zamierzała wpaść do Nory na krótko, po pracy. Tym razem nie po pączki czy kanapki – przy tym, co działo się w Londynie, domaganie się, aby Nora po prostu przygotowywała lunche i przekąski byłoby marnotrawieniem jej czasu i talentu. Raczej spytać czy specjaliści zbadani już te dziwne ślady na ścianach, w końcu Nora znała kilku klątwołamaczy, w tym swojego własnego brata. A także porozmawiać o zamówieniu na coś, czego mogli teraz potrzebować dużo bardziej, a więc eliksirów oraz świec. Zwłaszcza tych ostatnich, jeżeli liczyła, że Thomas albo Basilius będą mogli podjąć próbę pozbycia się tego, co zalęgło się w ścianach Warowni. I że być może uda się potem zacząć pomagać i innym z podobnymi problemami.
Wendy wspomniała jej, że Nora jest na tyłach. Pracownica patrzyła na Brennę z jakąś taką trochę dziwną miną, ale Brenna była zwyczajnie zmęczona: na tyle, że nie zwróciła na to większej uwagi, choć być może powinna. Wpadła więc po prostu do części mieszkalnej, jak zwykle szybkim krokiem i…
– Cześć Mabel, gdzie jest mam… – zaczęła, ledwo jej wzrok padł na kanapę i dostrzegła tam jasnowłose dziecko, ale zaraz urwało, gdy jej mózg przetworzył informacje, jakich dostarczały oczy. A widziała bardzo wyraźnie, że chociaż dziewczynka na kanapie była znajoma, i bardzo podobna do Mabel, to trochę bardziej pucołowata, i z odrobinę innymi rysami i…
…tak, Brenna znała tę dziewczynkę.
Widywała ją wielokrotnie, ale od tego czasu minęło bardzo wiele lat: teraz oglądała ją głównie na zdjęciach w albumach.
– Nora? To ty? – wykrztusiła, usiłując zrozumieć, co tutaj się stało, bo jeżeli Nora nie ukrywała przed nimi jeszcze jakiejś córki, ewentualnie Thomas nie sprowadził sobie dziecka bardzo przypominającego jego siostrę, to wyglądało na to, że panna Figg… odmładniała. – Zjadłaś za dużo złotych jabłek z sadu Abbottów? – spytała ostrożnie, robiąc taki ruch, jakby chciała podejść bliżej, ale się rozmyśliła. Uznała, że siadanie na kanapie obok Nory nie jest najlepszym pomysłem, dopóki nie wiedziała, co tu się dzieje. I czy to na przykład nie rezultat jakiegoś dziwnego zaklęcia ze Spalonej Nocy, które może okazać się zaraźliwe, a naprawdę nie chciała nagle zamienić się w siedmiolatkę.
Wendy wspomniała jej, że Nora jest na tyłach. Pracownica patrzyła na Brennę z jakąś taką trochę dziwną miną, ale Brenna była zwyczajnie zmęczona: na tyle, że nie zwróciła na to większej uwagi, choć być może powinna. Wpadła więc po prostu do części mieszkalnej, jak zwykle szybkim krokiem i…
– Cześć Mabel, gdzie jest mam… – zaczęła, ledwo jej wzrok padł na kanapę i dostrzegła tam jasnowłose dziecko, ale zaraz urwało, gdy jej mózg przetworzył informacje, jakich dostarczały oczy. A widziała bardzo wyraźnie, że chociaż dziewczynka na kanapie była znajoma, i bardzo podobna do Mabel, to trochę bardziej pucołowata, i z odrobinę innymi rysami i…
…tak, Brenna znała tę dziewczynkę.
Widywała ją wielokrotnie, ale od tego czasu minęło bardzo wiele lat: teraz oglądała ją głównie na zdjęciach w albumach.
– Nora? To ty? – wykrztusiła, usiłując zrozumieć, co tutaj się stało, bo jeżeli Nora nie ukrywała przed nimi jeszcze jakiejś córki, ewentualnie Thomas nie sprowadził sobie dziecka bardzo przypominającego jego siostrę, to wyglądało na to, że panna Figg… odmładniała. – Zjadłaś za dużo złotych jabłek z sadu Abbottów? – spytała ostrożnie, robiąc taki ruch, jakby chciała podejść bliżej, ale się rozmyśliła. Uznała, że siadanie na kanapie obok Nory nie jest najlepszym pomysłem, dopóki nie wiedziała, co tu się dzieje. I czy to na przykład nie rezultat jakiegoś dziwnego zaklęcia ze Spalonej Nocy, które może okazać się zaraźliwe, a naprawdę nie chciała nagle zamienić się w siedmiolatkę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.