22.07.2025, 21:33 ✶
Na całej liście rzeczy, których pani Mulciber doświadczyć za chuja pana nie chciała - pochwycenie przez kogoś za ramiona było w czołówce. Zaraz obok noszenia golfów i braniu wolnego w długi weekend.
Zwłaszcza, że nie mogła wyciągnąć różdżki, nie mogłaby się w żaden sposób bronić. Nie, kiedy dookoła było tylu mugoli. Mało, że jej dom płonął? Miała jeszcze wydrapać jakiemuś randomowi oczyska udając silną i niezależną i jakże bojową czarownicę, która niczego się nie boi? To było nie fair. Gdzie ten patriarchat, gdy był potrzebny?
Nic więc dziwnego, że w pierwszej chwili zaskrzeczała zaskoczona (i odrobinę przerażona), próbując się nieco bezskutecznie wyrwać.
- Oy! Trzymaj łapska przy s…- Burknęła, dopiero wtedy podnosząc wzrok na domniemanego “porywacza”, próbując być przy okazji szalenie groźną. Na tyle na ile ledwo odrośnięte od ziemi, zmęczone dziewczę groźne być potrafi.
Frustracja ustąpiła jak ręką odjął, a na jej twarzy pojawił się niemal wyraz ulgi.
Atreus.
Tak. Skoro Atreus tu był to znaczy, że Ministerstwo miało wszystko pod kontrolą, prawda? Zabezpieczali teren, na pewno Reagowali. Kierowali ruchem. Mieli jakiekolwiek plany na to całe szaleństwo. Nie wyobrażała sobie nawet, że mogło być inaczej.
Odetchnęła. Czuła jego dłonie na swoich ramionach - ciężar znajomy, realny. Był tutaj. Ona tutaj była. Nie było powodu do paniki. No może poza szalejącymi pożarami i psychopatami czającymi się w zaułkach. Nie chodziło o to, że nagle, jakimś magicznym sposobem przestała się bać chaosu. Strach wciąż był. Przyczajony gdzieś głęboko pod skórą. Oddychała nierówno, mimo wszystko starając się ich odciągnąć od wody. Nienawidziła jej równie mocno co ognia ślizgającego się po murach budynków.
- Nie. Jest…- Zamilkła, nie bardzo wiedząc co powiedzieć. Dobrze? No nie było dobrze za cholerę. Nie było nawet w porządku jakby się nad tym bardziej zastanowić.- Jakoś się trzymam.- Poprawiła się lekko, odwracając głowę. Spojrzała znów na swoją kamienicę. Albo to, co z niej zostało. Ot zwykły szkielet drewna, cegły i rozbitych okien. Strażacy robili co w ich mocy, żeby to cholerstwo ugasić. Posłuszni urokowi, którego rzucać pod żadnym pozorem nie powinna była, ale z jakiej racji to ona miała stracić swoje miejsce? Chciała tylko pomóc przeznaczeniu, a w tym nie było żadnego wielkiego przestępstwa. Nikt nic nie udowodni poza ich dobrą wolą.
- Powiedz mi co się dzieje.- Poprosiła Atreusa, zaciskając palce na jego nadgarstku. Tłum gęstniał, łatwo było się w tłoku zgubić.- Te pożary… To tylko te dzielnice prawda? Nie zaatakowano… naszych, prawda? - Przygryzła zestresowana dolną wargę, ale za nic nie mogła się skupić. No nie były to zbyt dobre warunki do opracowywania wielkiego planu odwetu na śmierciożercach.
Parę kolejnych kroków i wreszcie znaleźli się na tyle daleko od Regal Canal, że mogła przestać trzymać się Bulstrode’a tak kurczowo.
Zwłaszcza, że nie mogła wyciągnąć różdżki, nie mogłaby się w żaden sposób bronić. Nie, kiedy dookoła było tylu mugoli. Mało, że jej dom płonął? Miała jeszcze wydrapać jakiemuś randomowi oczyska udając silną i niezależną i jakże bojową czarownicę, która niczego się nie boi? To było nie fair. Gdzie ten patriarchat, gdy był potrzebny?
Nic więc dziwnego, że w pierwszej chwili zaskrzeczała zaskoczona (i odrobinę przerażona), próbując się nieco bezskutecznie wyrwać.
- Oy! Trzymaj łapska przy s…- Burknęła, dopiero wtedy podnosząc wzrok na domniemanego “porywacza”, próbując być przy okazji szalenie groźną. Na tyle na ile ledwo odrośnięte od ziemi, zmęczone dziewczę groźne być potrafi.
Frustracja ustąpiła jak ręką odjął, a na jej twarzy pojawił się niemal wyraz ulgi.
Atreus.
Tak. Skoro Atreus tu był to znaczy, że Ministerstwo miało wszystko pod kontrolą, prawda? Zabezpieczali teren, na pewno Reagowali. Kierowali ruchem. Mieli jakiekolwiek plany na to całe szaleństwo. Nie wyobrażała sobie nawet, że mogło być inaczej.
Odetchnęła. Czuła jego dłonie na swoich ramionach - ciężar znajomy, realny. Był tutaj. Ona tutaj była. Nie było powodu do paniki. No może poza szalejącymi pożarami i psychopatami czającymi się w zaułkach. Nie chodziło o to, że nagle, jakimś magicznym sposobem przestała się bać chaosu. Strach wciąż był. Przyczajony gdzieś głęboko pod skórą. Oddychała nierówno, mimo wszystko starając się ich odciągnąć od wody. Nienawidziła jej równie mocno co ognia ślizgającego się po murach budynków.
- Nie. Jest…- Zamilkła, nie bardzo wiedząc co powiedzieć. Dobrze? No nie było dobrze za cholerę. Nie było nawet w porządku jakby się nad tym bardziej zastanowić.- Jakoś się trzymam.- Poprawiła się lekko, odwracając głowę. Spojrzała znów na swoją kamienicę. Albo to, co z niej zostało. Ot zwykły szkielet drewna, cegły i rozbitych okien. Strażacy robili co w ich mocy, żeby to cholerstwo ugasić. Posłuszni urokowi, którego rzucać pod żadnym pozorem nie powinna była, ale z jakiej racji to ona miała stracić swoje miejsce? Chciała tylko pomóc przeznaczeniu, a w tym nie było żadnego wielkiego przestępstwa. Nikt nic nie udowodni poza ich dobrą wolą.
- Powiedz mi co się dzieje.- Poprosiła Atreusa, zaciskając palce na jego nadgarstku. Tłum gęstniał, łatwo było się w tłoku zgubić.- Te pożary… To tylko te dzielnice prawda? Nie zaatakowano… naszych, prawda? - Przygryzła zestresowana dolną wargę, ale za nic nie mogła się skupić. No nie były to zbyt dobre warunki do opracowywania wielkiego planu odwetu na śmierciożercach.
Parę kolejnych kroków i wreszcie znaleźli się na tyle daleko od Regal Canal, że mogła przestać trzymać się Bulstrode’a tak kurczowo.