Figgówna nie spodziewała się wizyty gości, chociaż w tak napiętym czasie to nie było niczym zaskakującym. Mogła zaoferować swoim bliskim wsparcie na różnych płaszczyznach, eliksiry, czy świece były aktualnie potrzebne chyba każdemu, więc oczekiwała na kolejne prośby, zlecenia, które mogła realizować. Oczywiście, że nie przestała piec, cukiernia nadal funkcjonowała, może nie była w najlepszym stanie, ale nie zamierzała narzekać. Zdawała sobie sprawę z tego, że inni mieli jeszcze gorzej.
Uniosła głowę, kiedy usłyszała stukot butów, które uderzały o podłogę. Nie wiedziała, kto pojawił się w części mieszkalnej, być może Wendy czegoś potrzebowała. Czekała jednak z odezwaniem się do momentu, w którym postać weszła do pomieszczenia. Westchnęła cicho pod nosem, gdy zobaczyła Brennę. To nie tak, że nie cieszyła się, że postanowiła ją odwiedzić, tyle, że wolałaby jednak, by nie widziała jej w tej formie, z której nie była szczególnie zadowolona. Oczywiście, że prośby nie zostały wysłuchane, jej każde nieszczęście musiało być dostrzeżone przez kogoś bliskiego. Powinna się z tym chyba pogodzić.
Longbottomówna dość szybko połączyła fakty, z początku wzięła ją za Mabel, ale niemalże od razu się poprawiła. Nie zdziwiło jej to wcale, znały się od czasu, gdy były dziećmi, na pewno pamiętała jak wyglądała jako mała dziewczynka.
- Szybko Ci poszło. - Oczywiście, że zamierzała docenić czujność przyjaciółki.
- Tak, to ja. Cześć Brenn. - Dodała jeszcze piskliwym głosem, w końcu uśmiechając się do Brenny.
- Nie do końca, nie wiem, ile jabłek musiałaby zjeść, aby tak wyglądać... - Zdecydowanie też nie chciała tego testować, bo odpowiadało jej bycie dorosłym człowiekiem. Nie czuła się najlepiej z powodu tego powrotu do przeszłości, bo czuła, że zmarnuje ten dzień, a czas aktualnie był naprawdę cenny.
- Gdy wracałam z zakupów poltergeist postanowił sobie ze mnie zażrtować. - Oczywiście, że musiała wyjaśnić dlaczego wyglądała tak, a nie inaczej. Miała świadomość, że to było zastanawiające. - Klątwołamacz powiedział, że do jutra mi przejdzie, więc dzisiaj muszę jakoś to przeżyć. - Nie brzmiała jakby była z tego powodu zadowolona, ale nie miała innego wyjścia, jak po prostu to przetrawić. - Co Cię do mnie sprowadza? - Czas był dość napięty, więc spodziewała się, że Brenna znalazła się w cukierni w jakimś konkretnym celu.