23.07.2025, 13:04 ✶
Być może plama na spódnicy Brenny przyciągnęłaby więcej uwagi Helloise, gdyby nie był to w jej percepcji stan dla człowieka najzupełniej naturalny. Z tego względu niekoniecznie powiązała plamę i rozdarcie z jakimś nieszczęśliwym wypadkiem, za to odnotowała, że Longbottomówna ma niewątpliwie swoje zalety — mianowicie pracuje w ogrodzie. Ogrodzie, do którego czarownica chętnie by weszła, otrzymawszy to zaproszenie. Ciekawiły ją ich sady — ten niezbadany wycinek Doliny Godryka niedostępny od zawsze jej oczom. Kusiło zagłębić się między rzędy drzewek, których nie miała jeszcze okazji poznać, aby ocenić, jak żyją. Nie godziło się to jednakże z jej poczuciem obowiązku wobec martwego ptaka. Wpierw należało oddać ziemi to, co miało do niej powrócić, później cieszyć się jej owocami (czy też raczej kwiatami, bowiem drzewka owocowe właśnie kwitły).
— Ty chcesz wyjść — wyjaśniła enigmatycznie Brennie, po czym wyciągnęła w jej stronę rękę i skinęła zapraszająco pożółkniętymi palcami. — Są niedokończone sprawy między tobą a zmarłymi. Takich spraw nie pozostawia się otwartych, bo nigdy nie przestaną cię nawiedzać. — Poruszyła wymownie szpadlem.
Choć uśmiechała się tajemniczo, a i w słowach nie była zbyt konkretna, to nie emanowała w stronę Brenny żadnym wyrzutem ani wrogością. Była łagodna, nie krył się za nią żaden podstęp — była tu w jednym tylko celu.
Słowo krążące o tym, jakich występków się Helloise dopuszcza, rzeczywiście opiewało na zbrodnie ogrodowe. Ktoś podobno słyszał kiedyś, jak złorzeczyła na rzekomo szkodliwe opryski używane przez jednego z sadowników, a następnego ranka wory z proszkiem substancji do jego wytwarzania zastano pocięte. Innemu podobno przeklęła świeżo wysiany trawnik i zamiast murawy wyrosła łąka pełna chwastów. Niewyjaśnione pozostawało wciąż zniknięcie ostrzy z kosiarek pewnej rodziny.
— Ty chcesz wyjść — wyjaśniła enigmatycznie Brennie, po czym wyciągnęła w jej stronę rękę i skinęła zapraszająco pożółkniętymi palcami. — Są niedokończone sprawy między tobą a zmarłymi. Takich spraw nie pozostawia się otwartych, bo nigdy nie przestaną cię nawiedzać. — Poruszyła wymownie szpadlem.
Choć uśmiechała się tajemniczo, a i w słowach nie była zbyt konkretna, to nie emanowała w stronę Brenny żadnym wyrzutem ani wrogością. Była łagodna, nie krył się za nią żaden podstęp — była tu w jednym tylko celu.
Słowo krążące o tym, jakich występków się Helloise dopuszcza, rzeczywiście opiewało na zbrodnie ogrodowe. Ktoś podobno słyszał kiedyś, jak złorzeczyła na rzekomo szkodliwe opryski używane przez jednego z sadowników, a następnego ranka wory z proszkiem substancji do jego wytwarzania zastano pocięte. Innemu podobno przeklęła świeżo wysiany trawnik i zamiast murawy wyrosła łąka pełna chwastów. Niewyjaśnione pozostawało wciąż zniknięcie ostrzy z kosiarek pewnej rodziny.
dotknij trawy