23.07.2025, 13:30 ✶
– Mabel… jest trochę wyższa – powiedziała Brenna, wciąż nie odrywając spojrzenia od Nory, wyraźnie mimo wszystko trochę tym fenomenem poruszona. Patrzenie na Figgównę taką, jaką była przed wielu, wielu laty, było… było po prostu dziwne, z braku lepszych słów, którymi mogłaby Brenna to jakoś opisać. Tym dziwniejsze, gdy Nora się odezwała, dziecinnym głosikiem, wypowiadając słowa niezbyt do dziecka pasujące. – Do licha, są rzeczy na tym niebie i ziemi, o których nie śniło się czarodziejom – oceniła, opadając wreszcie na kanapę obok Nory. Miała ochotę dotknąć jej jasnych włosów i policzka, żeby upewnić się, że są prawdziwe, ale powstrzymała ten odruch. Nie robiło się takich rzeczy dorosłym. Ba, dzieciom bez ich zgody też nie powinno się ich robić…
– Pewnie z parę kilo. Co byłoby trudne nawet dla mnie, chociaż bardzo lubię jabłka. I mam wrażenie, że wuj Abbott mógłby się trochę wkurzyć – stwierdziła, a przez jej twarz przemknęła cała gama emocji, kiedy Figgówna opisała, że to poltergeist. Wszystko przejdzie w ciągu doby: dobrze. Złośliwy duch latał i atakował przechodniów: źle. Brenna zmarszczyła brwi, odnotowując sobie, że chyba pora złożyć zgłoszenie we właściwym dziale w Ministerstwie Magii.
– Wiesz, że ten paskudnik też mnie dorwał? Raz parę lat temu, potem kilka miesięcy… Zamienił mnie ciałami z Millie Moody, ale Basilius też powiedział, że to przejdzie po dobie. A potem nagle zamienił mnie w mężczyznę. Może miałam szczęście, że nie stałam się nagle dzieckiem… Gdzie to było? Nie sądziłam, że on ciągle gdzieś tutaj lata – powiedziała. Przecież takie zmiany mogły wywołać całkiem spory zamęt, zwłaszcza jeśli zamieniłby ciałami dwie niewłaściwe osoby. Och bogowie, gdyby na przykład kiedyś trafiła na niego będąc w pobliżu Stanleya Borgina?! Nawet nie chciała tego sobie wyobrażać. – Aaa… Tak. Chciałam spytać, co mówią specjaliści o tych… dłoniach. Ja mam runę. Na ścianie. Tylko jest problem, bo runa się chowa, jak próbuję komuś ją pokazać, jakkolwiek by to nie brzmiało. I świece. W sensie nie mam świec, tylko chciałabym je zamówić, bo będziemy próbowali odczyniać klątwy w Warowni, i pewnie w innych miejscach…
– Pewnie z parę kilo. Co byłoby trudne nawet dla mnie, chociaż bardzo lubię jabłka. I mam wrażenie, że wuj Abbott mógłby się trochę wkurzyć – stwierdziła, a przez jej twarz przemknęła cała gama emocji, kiedy Figgówna opisała, że to poltergeist. Wszystko przejdzie w ciągu doby: dobrze. Złośliwy duch latał i atakował przechodniów: źle. Brenna zmarszczyła brwi, odnotowując sobie, że chyba pora złożyć zgłoszenie we właściwym dziale w Ministerstwie Magii.
– Wiesz, że ten paskudnik też mnie dorwał? Raz parę lat temu, potem kilka miesięcy… Zamienił mnie ciałami z Millie Moody, ale Basilius też powiedział, że to przejdzie po dobie. A potem nagle zamienił mnie w mężczyznę. Może miałam szczęście, że nie stałam się nagle dzieckiem… Gdzie to było? Nie sądziłam, że on ciągle gdzieś tutaj lata – powiedziała. Przecież takie zmiany mogły wywołać całkiem spory zamęt, zwłaszcza jeśli zamieniłby ciałami dwie niewłaściwe osoby. Och bogowie, gdyby na przykład kiedyś trafiła na niego będąc w pobliżu Stanleya Borgina?! Nawet nie chciała tego sobie wyobrażać. – Aaa… Tak. Chciałam spytać, co mówią specjaliści o tych… dłoniach. Ja mam runę. Na ścianie. Tylko jest problem, bo runa się chowa, jak próbuję komuś ją pokazać, jakkolwiek by to nie brzmiało. I świece. W sensie nie mam świec, tylko chciałabym je zamówić, bo będziemy próbowali odczyniać klątwy w Warowni, i pewnie w innych miejscach…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.