Przyjaźnie powinny być czymś wyjątkowym, miała wrażenie, że niektórzy nadużywali tego słowa i rzucali nim na prawo i lewo nie do końca znając jego faktyczne znaczenie. Nie wydawało jej się, aby ona, czy Ambroise należeli do tego grona osób. Byli wyważeni, rozsądni, doskonale zdawali sobie sprawę z tego, na ile mogli sobie pozwolić w swoim towarzystwie. Dostrzegała w ich dwójce pewne podobieństwo, nie tylko w zainteresowaniach, ale również w zachowaniu, może dzięki temu tak łatwo przychodziła jej współpraca z nim. Nie narzucali się sobie, pojawiali się obok siebie dokładnie wtedy, kiedy potrzebowali siebie nawzajem, tak jak powinni robić sojusznicy, no może poza nielicznymi, przypadkowymi spotkaniami, takimi jakby chociażby to teraz.
Jej samej nieszczególnie zależało na nawiązywaniu bliskich relacji, przez wiele lat radziła sobie sama, a swoich przyjaciół mogłaby na pewno policzyć na palcach jednej dłoni. Nie potrzebowała nikogo więcej, na szczęście Ambroise również nie wydawał się być jakoś za bardzo zainteresowany ich zaciśnianiem więzi, odpowiadało im to, jak wyglądała ta relacja. Najważniejsze, że obie strony były usatysfakcjonowane, czyż nie?
Prudence ani nie wydawała się towarzyska, ani taka nie była. Była w tym całkowicie szczera, dużo bardziej lubiła towarzystwo książek, czy swojego szczura, niż ludzi. Jasne, bywały momenty, kiedy zauważała, że nawet ona czasem potrzebuje mieć kogoś do kogo mogłaby otworzyć usta, jednak nie zdarzało się to zbyt często. Ostatnio zresztą jeśli o to chodzi była wyjątkowo otwarta, nadrabiała braki, które gromadziły się przez lata. Jak na siebie zrobiła całkiem duży krok pakując się w zupełnie nową znajomość i dopuszczając kogoś tak blisko siebie, wierzyła, że nie będzie tego żałować, a raczej kiedyś całkiem miło wspominać.
Nie zakładała, że ta nowa sytuacja wniesie do jej życia jakieś szczególne, wielowymiarowe zmiany, bo dlaczego by miała? Dokonali pewnych ustaleń, umówili się na coś, musiała się tego trzymać, chociaż powinna się spodziewać, że to wcale nie przyjdzie jej tak łatwo, jak mogłaby się spodziewać. Trzymanie się na dystans przez tyle lat, ta nagła otwartość, zdjęcie wszystkich masek, niewymuszona szczerość i akceptacja, cóż okazały się być ciekawym, a zarazem bardzo miłym doświadczeniem. Szkoda, że tylko chwilowym, ale aktualnie nie na tym zamierzała się skupiać.
- To dobrze, nie warto być niepotrzebnie skromnym. - Wiedziała, że mu to nie grozi, bo Greengrass nie należał do osób, które wątpiły we własną wartość. Od zawsze kojarzył jej się z kimś bardzo pewnym siebie i swoich racji, a że miał ku temu powody to zupełnie jej to teraz nie przeszkadzało, kiedyś może odrobinę, ale ten czas już minął.
Usiadła. Założyła nogę na nogę, oparła splecione dłonie o lewe kolano i nie przestawała się w niego wpatrywać, właściwie to raczej w gazetę, a nie w samego mężczyznę. Czekała. Ten moment musiał kiedyś nadejść, czyż nie? Przewróciła oczami, kiedy usłyszała jego pytanie. Niemalże odruchowo od razu na nie odpowiedziała, jednak umysł jak zawsze był szybszy od głosu, który miał się wydobyć z jej gardła. Nie zamierzał jej odpuścić, wspaniale.
- Daruj sobie. - Powiedziała cicho, jakby zupełnie jej nie ruszyła ta drobna szpileczka, bo tak, doskonale wiedziała co robił.
- Jeśli sobie nie radzisz to możesz mi ją oddać, na pewno lepiej się nią zaopiekuję. - Skoro nie był w stanie wpisać odpowiedzi na takie proste pytanie, to bez sensu było dalsze blokowanie krzyżówki, której ona była w stanie na pewno zapewnić odpowiednią uwagę.
Nachyliła się więc w stronę witryny, aby sięgnąć po filiżankę, nie gardziła kawą, wlewała w siebie raczej jej ogromne ilości. Gdy w końcu w jej dłoni znalazła się całkiem urocza, malutka filiżanka, no malutka jak na jej standardy, sama wybierała raczej wielkie kubki bez dna, ale nie przeszkadzało jej to zupełnie. Wlała do niej kawy, a po chwili upiła niewielki łyk.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control