Posiadanie przyjaciół łączyło się z tym, że trzeba było utrzymywać z nimi regularny kontakt, a Prue nie zawsze miała czas, czy nawet chęć, aby odzywać się do swoich najbliższych. Robiła to bardzo nieregularnie, ale na szczęście zdawali sobie sprawę z tego, że tak po prostu miała. Szczególnie po tym, jak potoczyło się jej życie kilka lat temu. Całkiem wygodne okazało się noszenie żałoby, dzięki temu ludzie raczej zaczęli ją omijać, trochę jakby była przeklęta. Tak właściwie to może i coś w tym było, miała tą swoją śmieszną aurę, która nie musiała odpowiadać wszystkim, do tego trochę wyglądała jak śmierć, często też nosiła na sobie jej zapach z racji na swój zawód. To wszystko miało wpływ na to, jak wyglądało jej miejsce w społeczeństwie. Nie przeszkadzło jej bycie samotnikiem, no - przynajmniej nie w większości czasu.
Pożary dały jej nieco do myślenia, trochę otworzyły głowę, dostrzegła jakie wszystko jest kruche i jak łatwo można to stracić. Przez to, co się stało postanowiła korzystać z okazji, może nie wszystkich, a przynajmniej niektórych z nich. Nie wydawało jej się to złym pomysłem, a nawet jeśli, to co z tego? Była dorosła, prawda. Nikogo nie krzywdziła swoim zachowaniem, więc nie było sensu się na tym skupiać.
Miała świadomość, że może wydawać się nieco dziwna na tle większości osób, od zawsze tak było. Tyle, że w ostatnich latach, ludzie którymi się otaczała wydawali się to ignorować, może po prostu przyzwyczaili się do tej jej inności. Gdy była młodsza nie wspominała o chorobie, nie chciała być jeszcze bardziej wytykana palcami, później musiała się tym podzielić z kilkoma osobami, zwłaszcza współpracownikami, by wiedzieli, że to wcale nie jest groźne i mija. Te jej dziwaczne zawieszenia pojawiały się niespodziewanie i równie niespodziewanie znikały, nie miała na to żadnego wpływu. Przywykła do życia w ten sposób, aktualnie nawet nie umiała sobie wyobrazić życia w którym miałaby być zupełnie normalna. Nie byłaby sobą bez tej części swojego umysłu.
- Spodziewam się, że to nie będzie nigdy Twoim problemem. - Pewne cechy osobowości się nie zmieniały, towarzyszyły ludziom przez całe życia i miała wrażenie, że w przypadku Ambroisa to była właśnie jedna z tych cech, zbyt długo go znała, żeby negować to co powiedział. Wszystko całkiem zgrabnie składało się w całość.
- Gdybyś sobie radził nie pytałbyś mnie o hasło, prawda? - To było jasne jak słońce, ale wolała udawać, że nie zrozumiała jego aluzji, brnąć w tę wersję, bo tak było prościej. Gdyby zadał jej jedno, proste, konkretne pytanie zapewnie nie wymigiwałaby się od odpowiedzi. Nie miała problemu z tym, aby przyznać się do tego z kim się prowadzała, czy spędzała czas. Próbował jednak robić to w taki sposób, który niekoniecznie akceptowała, i czerpał z tego przyjemność, więc nie chciała odpuszczać zbyt łatwo. Nie lubiła być stawiana pod ścianą.
Odetchnęła trochę zbyt głośno, gdy zauważyła, co robił. Cóż, skoro tak, to trudno, będzie musiała sobie znaleźć własną gazetę, mógł być pewien, że jutro poranne wydanie na pewno znajdzie się w jej rękach, nie dopuści do tego, by ktoś przejął je przed nią. Okazywało się, że był tutaj cały ogrom amatorów krzyżówek, była to póki co jedyna rzecz, która nie podobała się jej w tym miejscu. U siebie, w swoim malutkim mieszkanku nikt nie odbierał jej tej przyjemności, nie musiała walczyć o krzyżówkę.
- Jeden mi wystarcza, jest nam z Necro całkiem dobrze we dwójkę. - Rzuciła upijając kolejny łyk kawy. Jasne, naturalnie wszystkie stworzenia na ziemi parowały się ze sobą, aby mieć swojego towarzysza, jednak nie uważała, aby w tej chwili zakup kolejnego szczura był jej potrzebny.
- Obejdzie się bez tego. - Dodała ze złośliwym uśmiechem. Czekała, aż w końcu pióro wyląduje na gazecie, oczywiście, że nie wyprze tego ze swojej doskonałej pamięci.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control