23.07.2025, 18:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.07.2025, 18:39 przez Anthony Shafiq.)
Bardzo podobnego dementorom – wbrew wszelkiej logice bardzo interesowało Anthony'ego ale nie z powodu jego osobistych zainteresowań, a idąc siecią powiązań po sąsiedzku, ze względu na zainteresowania jego wieloletniej przyjaciółki. Zrobił pospiesznie mentalną notę, aby dać jej o tym znać, choć czas rychło zweryfikował jego plany, wobec kolejnych spotkań i zapodziania się w zawiłościach uczuć, oczekiwań, tęsknot i wszystkich tych zbędnych zawiłości, które przeszkadzają wszak w prowadzeniu osobistej wojny.
A może jednak rozproszyło go hipnotyzujące działanie chłopaka, który swoim syrenim tańcem kusił i wodził, zupełnie jakby składając siebie w ofierze tego układu, jakby traktował go niebywale dosłownie. Dłoń od niechcenia zakrzywiająca materiał nogawki, język ześlizgujący się po lepkich trunkiem wargach, postawa otwarta, zapraszająca. Dusza, ciało, ciche westchnienia białego posągu, ślicznego, a przez to tak diabelnie niebezpiecznego. Być może była to kwestia godziny i dnia, gdy kontemplując barwę głosu Prewetta zastanawiał się, czy tak właśnie działa Lorraine na mężczyzn? Czy też potomkinie wił mogą mieć w swoim gronie i męskich przedstawicieli, bo za takiego teraz z coraz większą siłą i zrozumieniem brał swojego rozmówcę. Anthony pozostawał w wierności wobec zobowiązań, które powziął w połowie lata, ale pozwolił sobie zauważyć pokusę i obrócić na języku rozważanie, czy przegryziona biała skóra krwawiłaby złotem. Pozwolił sobie w końcu zauważyć narzędzie które z taką wprawą prezentował przed nim Laurent. Zagrożenie, które niósł.
Byli tacy, którzy przestrzegali przed igraniem z ogniem. Anthony miał pełnię świadomości, że to woda jest prawdziwym zabójcą.
Tymczasem, gdy już miał zapewnić go, że z chęcią wysłucha o tym podobieństwie, że zatopi się w świat faktów i hipotez dotyczących widm z Kniei, w tym samym momencie do pomieszczenia zajrzał asystent krawca, zmuszając mężczyzn do zakończenia ich jakże owocnej rozmowy. Shafiq podniósł się, wypracowanym ruchem wygładzając szatę i wyciągając ku mężczyźnie zadbaną dłoń o długich, pianistycznych wręcz palcach.
– Zatem plany – zgodził się, wypijając za to ten niewielki przedpołudniowy toast. Rad był z tej zmiany, czując, jak przepływ krwi wzrasta, dodając nową zmienną do całego układu. Wiedział, że będzie musiał bardziej prześwietlić Prewetta, uzupełnić dane nad nieco stereotypowe przekonania dotyczące jego osoby. Victoria, to jedno, ale jego rodzina stanowiła interesujący kierunek upewnienia się na temat wartości tego młodego człowieka i jego ustawienia na szachownicy. Biały pion nie zamierzał być dalej pionem, a jego determinacja zdawała się być kuszącym płomieniem przy którym można było ogrzać skostniałe nieufnością dłonie.
Aby stawić czoło potrzebowali wszelkich sił. Również tych ukrytych za morskim szafirem diamentów.
– Pozostajemy w kontakcie – zapewnił, po czym pospieszył na przymiarki przygotowanych szat. Miał w końcu dzisiejszego dnia napięty grafik, ostatnie chwile przed wyjazdem do Egiptu...
A może jednak rozproszyło go hipnotyzujące działanie chłopaka, który swoim syrenim tańcem kusił i wodził, zupełnie jakby składając siebie w ofierze tego układu, jakby traktował go niebywale dosłownie. Dłoń od niechcenia zakrzywiająca materiał nogawki, język ześlizgujący się po lepkich trunkiem wargach, postawa otwarta, zapraszająca. Dusza, ciało, ciche westchnienia białego posągu, ślicznego, a przez to tak diabelnie niebezpiecznego. Być może była to kwestia godziny i dnia, gdy kontemplując barwę głosu Prewetta zastanawiał się, czy tak właśnie działa Lorraine na mężczyzn? Czy też potomkinie wił mogą mieć w swoim gronie i męskich przedstawicieli, bo za takiego teraz z coraz większą siłą i zrozumieniem brał swojego rozmówcę. Anthony pozostawał w wierności wobec zobowiązań, które powziął w połowie lata, ale pozwolił sobie zauważyć pokusę i obrócić na języku rozważanie, czy przegryziona biała skóra krwawiłaby złotem. Pozwolił sobie w końcu zauważyć narzędzie które z taką wprawą prezentował przed nim Laurent. Zagrożenie, które niósł.
Byli tacy, którzy przestrzegali przed igraniem z ogniem. Anthony miał pełnię świadomości, że to woda jest prawdziwym zabójcą.
Tymczasem, gdy już miał zapewnić go, że z chęcią wysłucha o tym podobieństwie, że zatopi się w świat faktów i hipotez dotyczących widm z Kniei, w tym samym momencie do pomieszczenia zajrzał asystent krawca, zmuszając mężczyzn do zakończenia ich jakże owocnej rozmowy. Shafiq podniósł się, wypracowanym ruchem wygładzając szatę i wyciągając ku mężczyźnie zadbaną dłoń o długich, pianistycznych wręcz palcach.
– Zatem plany – zgodził się, wypijając za to ten niewielki przedpołudniowy toast. Rad był z tej zmiany, czując, jak przepływ krwi wzrasta, dodając nową zmienną do całego układu. Wiedział, że będzie musiał bardziej prześwietlić Prewetta, uzupełnić dane nad nieco stereotypowe przekonania dotyczące jego osoby. Victoria, to jedno, ale jego rodzina stanowiła interesujący kierunek upewnienia się na temat wartości tego młodego człowieka i jego ustawienia na szachownicy. Biały pion nie zamierzał być dalej pionem, a jego determinacja zdawała się być kuszącym płomieniem przy którym można było ogrzać skostniałe nieufnością dłonie.
Aby stawić czoło potrzebowali wszelkich sił. Również tych ukrytych za morskim szafirem diamentów.
– Pozostajemy w kontakcie – zapewnił, po czym pospieszył na przymiarki przygotowanych szat. Miał w końcu dzisiejszego dnia napięty grafik, ostatnie chwile przed wyjazdem do Egiptu...
Koniec sesji