24.07.2025, 01:57 ✶
Mógłby z nią dywagować, ale zamiast tego uśmiechnął się lekko. Piękne było przyjemne, ale może szczególnie gdy cierpiało? Czy nie mówiło się, że cierpienie jest dokładnie tym, co napędzało wszelkich poetów, pisarzy i malarzy? Rozcinali swoją duszę, by wyciągnąć drżącymi rękoma na wierzch wszystko to, co chowało się w środku. Słodycz piękna urzekała, ale tylko do pewnego momentu i tylko tych, którzy nie chcieli dostrzegać nic więcej. Ładny obrazek był tylko i wyłącznie ładnym obrazkiem. Ale kiedy znajdowało się na nim skazę, niepasujący element czy wielką czarną plamę, coś zaczynało wprawiać w myśli w ruch. Wiele było też wyniosłych sentencji, które cierpienie wychwalały, jakby mądre słowo miało sprawić, że ból stawał się znośny. On natomiast mógł się łatwo przychylić i do tego wszystkiego, ale stawiał granicę mniej więcej w momencie, kiedy chodziło o jego własne cierpienie i upodlenie. Tego mimo wszystko, nałykał się wystarczająco.
Były może i faktycznie kwiaty, które przy najlżejszym dotyku traciły wszelką swoją magię i urok, ale kto w ogóle zawracał sobie nimi głowę? Róże rozpoznawali wszyscy, doceniając jej urok i charakter, kryjący jej wyniosłość za ostrymi kolcami, które postanowiła przetestować Helloise. Polne kwiecie pasowało do niej - do jej punktu widzenia, ale były zbyt pospolite dla wszystkich którzy interesowali się roślinami, a żyli w kamiennych wieżach Londynu. Gdyby ktoś przemianował stokrotki z Kniei na czarno, pewnie obeszłoby to tylko ją.
- Niezbyt ważne jest to co myśli odbiorca w tym przypadku, prawda? - zapytał, wstrzymując się by nie powiedzieć jej bezpośrednio, że chodziło o jej zdanie. - Ważne, co tkwiło w sercu magii, która je odmieniła - opuścił wzrok z jej oczu na dłoń, na której pozostawiła czerwoną smugę. Powoli, jakby liczył w głowie sekundy, by nie zareagować zbyt szybko. A kiedy wreszcie cofnął rękę, przyłożył do niej usta, pozbywając się śladu w ten sposób. W końcu byli krwią z krwi - nie była niczym, co nie krążyłoby już w jego żyłach.
- Kiedy zbierzesz wszystkie kolory, skończysz z barwą ziemi - poprawił ją, nawet jeśli doskonale wiedział o co jej chodziło i do tego momentu nie przejmował się zbytnio prawami rządzącymi malarskim światem. - Ale i to do ciebie pasuje. Widać na niej wszelkie niedociągnięcia, rdzę i zepsucie - i wbrew pozorom, wbrew temu wszystkiego co mógłby o Helloise sądzić według ustalonego przez rodzinę uświęconego kanonu, nie rzucał jej tych słów prosto w twarz z wyrzutem. Te słowa były miękkie, nawet jeśli w zamyśle stwierdzały jakieś suche fakty. Szybko też z resztą na nowo uśmiechnął się lekko, kiedy oddała mu pytanie w nowej formie. Pierwszym odruchem było powiedzieć, że czarny - tak jak ona pragnęła bieli, z której wychodziły inne kolory, tak jego ciągnęło do czegoś, czego nawet kolorem nie można było określić. Ale kiedy się nad tym zastanowił trochę mocniej, odpowiedź przyszła do niego w postaci rdzy. Rdzawego odcienia zachodzącego słońca, umierania czy roztańczonego płomienia. Prawdziwa odpowiedź nie miałaby jednak tutaj sensu, dlatego sięgnął dalej, do jej własnych słów z listu, który mu słała. - Lawendy.
Były może i faktycznie kwiaty, które przy najlżejszym dotyku traciły wszelką swoją magię i urok, ale kto w ogóle zawracał sobie nimi głowę? Róże rozpoznawali wszyscy, doceniając jej urok i charakter, kryjący jej wyniosłość za ostrymi kolcami, które postanowiła przetestować Helloise. Polne kwiecie pasowało do niej - do jej punktu widzenia, ale były zbyt pospolite dla wszystkich którzy interesowali się roślinami, a żyli w kamiennych wieżach Londynu. Gdyby ktoś przemianował stokrotki z Kniei na czarno, pewnie obeszłoby to tylko ją.
- Niezbyt ważne jest to co myśli odbiorca w tym przypadku, prawda? - zapytał, wstrzymując się by nie powiedzieć jej bezpośrednio, że chodziło o jej zdanie. - Ważne, co tkwiło w sercu magii, która je odmieniła - opuścił wzrok z jej oczu na dłoń, na której pozostawiła czerwoną smugę. Powoli, jakby liczył w głowie sekundy, by nie zareagować zbyt szybko. A kiedy wreszcie cofnął rękę, przyłożył do niej usta, pozbywając się śladu w ten sposób. W końcu byli krwią z krwi - nie była niczym, co nie krążyłoby już w jego żyłach.
- Kiedy zbierzesz wszystkie kolory, skończysz z barwą ziemi - poprawił ją, nawet jeśli doskonale wiedział o co jej chodziło i do tego momentu nie przejmował się zbytnio prawami rządzącymi malarskim światem. - Ale i to do ciebie pasuje. Widać na niej wszelkie niedociągnięcia, rdzę i zepsucie - i wbrew pozorom, wbrew temu wszystkiego co mógłby o Helloise sądzić według ustalonego przez rodzinę uświęconego kanonu, nie rzucał jej tych słów prosto w twarz z wyrzutem. Te słowa były miękkie, nawet jeśli w zamyśle stwierdzały jakieś suche fakty. Szybko też z resztą na nowo uśmiechnął się lekko, kiedy oddała mu pytanie w nowej formie. Pierwszym odruchem było powiedzieć, że czarny - tak jak ona pragnęła bieli, z której wychodziły inne kolory, tak jego ciągnęło do czegoś, czego nawet kolorem nie można było określić. Ale kiedy się nad tym zastanowił trochę mocniej, odpowiedź przyszła do niego w postaci rdzy. Rdzawego odcienia zachodzącego słońca, umierania czy roztańczonego płomienia. Prawdziwa odpowiedź nie miałaby jednak tutaj sensu, dlatego sięgnął dalej, do jej własnych słów z listu, który mu słała. - Lawendy.
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast