- To straszne uproszczenie. - Nie do końca było to w jej stylu, miała w zwyczaju analizować wszystko na różnych płaszczyznach, więc pewnie przez to nie do końca się z nim zgadzała. Nie musiała jednak tego robić, nie widziała takiej potrzeby. Ludzie mieli mieć prawo swoje poglądy, mogły się one od siebie różnić, wystarczyło to akceptować i nie próbować ich na siłę zmieniać. Mieli też prawo spłaszczać pewne rzeczy, nie wgłębiać się w temat, to nie było niczym złym.
- Powiedzmy. - Zapewne zauważył, że się z nim nie zgadza, ale nie musiała drążyć tego tematu, to nie miało najmniejszego sensu, zwłaszcza, że miało być tylko drobnym odniesieniem.
Śmierć przecież nie była tylko materialna, bo przecież po ludziach zostawały wspomnienia, nie dało się zniknąć całkowicie, nadal żyli w przedmiotach, miejscach, temat był bardziej złożony, niż można było zakładać. Przynajmniej w jej opinii.
- Cieszy mnie to. - Bez sensu było kontynuować te myśl. Nie był to moment w którym przez jego sugestię zamierzała się z kimś konsultować na temat szczęśliwego życia swojego szczura. Dawała mu odpowiednie zainteresowanie, dbała o niego, nie miał z nią źle. Zresztą na pewno niejeden szczur mieszkający w kanałach Nokturnu mógłby mu pozazdrościć jego wspaniałego żywota.
- Nie chcę. - Być może powinna mówić, że bardzo jej na tym zależy, że chciała sama pozbyć się tego ciężaru, zakończyć jakiś etap w swoim życiu. Tyle, że nie byłoby to szczere. Skoro zapytał, czy ma to zrobić, to nie miała poroblemu z tym, aby skorzystać z okazji, która sama się pojawiła.
Ambroise nie zapytał jej o to, ale jednak sama z siebie chyba chciała mu dać odpowiedź, powiedzieć dlaczego nie odczuwała potrzeby, aby robić to samodzielnie. - Zresztą to stało się samo. Zgubiłam go, nie należy już do mnie, gdyby nie to, że doszło do tego tutaj, że wiedziałeś, że był mój, to też nie miałabym szansy pozbyć się go sama. Los zadecydował, niech tak zostanie. - Nie rozpaczała jakoś specjalnie po tej stracie, nie szukała tego pierścionka, tak właściwie to zrobiło jej się całkiem lekko bez niego na palcu.
Można było to uznać za jakieś metaforyczne pożegnanie się z przeszłością, chociaż nie dopisywała temu szczególnie głębokiego znaczenia. Już dawno pogodziła się ze swoją stratą, nie potrzebowała teraz do tego wracać, to nie było czymś, czym chciała się aktualnie zajmować. Nie, kiedy wyjątkowo, zupełnie przypadkiem zaczęła korzystać z szans, które rzucała jej teraźniejszość. Nie chciała żyć przeszłością, to było za nią, wolała skupić się na tym, co miało nadejść, co było tu i teraz.
Nie spodziewała się też, aby brak tego magicznego pierścionka na jej palcu zmieniał zbyt wiele. Nie potrzebowała nosić go, jak jakiegoś amuletu, którym nigdy nie był. Miała wrażenie, że spełnił już swoją rolę, to znaczy tę rolę, którą sama mu nadała po śmierci swojego dawnego narzeczonego. Wystarczająco długo działał jako odstraszacz, teraz mogła sobie radzić sama.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control