Prudence od zawsze spoglądała szerzej, nie lubiła uproszczeń, więc przeciwnie często zupełnie niepotrzebnie wszystko komplikowała i analizowała. Zbyt wiele książek przeczytała w swoim życiu, zbyt wiele jej z tego zostało w głowie, żeby podchodziła do czegokolwiek prosto. Jej umysł dział w taki sposób, lubił kwestionować wszystko, co było jej dane usłyszeć. Nie uważała tego za coś złego, warto było stawiać pytania, szukać drugiego dna. Lubiła myśleć, drążyć, zagłębiać się w te przemyślenia. Spędzała nad tym godziny swojego życia. Nie bez powodu nigdy szczególnie nie potrzebowała towarzystwa, był moment, w którym wystarczały jej te rozmowy w głowie sama ze sobą.
Nie było sensu w tej chwili prowadzić tej konwersacji na temat stałości śmierci, czy podatków. Zresztą to drugie zignorowała już na początku, to śmierć wzbudzała jej większe zainteresowanie. Był to jeden z jej ulubionych tematów, czego pewnie nie dało się nie zauważyć. Śmierć, życie po śmierci, nieżycie, to wszystko co się z tym wiązało.
Prue miała świadomość tego, że już dawno powinna się pozbyć tego nieszczęsnego pierścionka, wiedziała, co myślał o tym Greengrass, chociaż nieszczególnie obchodziła ją jego opinia na ten temat. Miała swoje pobudki, może nie do końca takie, jak mogło wydawać się ludziom, ale było to dla niej całkiem wygodne. Żałoba poniekąd pasowała do jej aury, dzięki temu też nikt nie chciał się z nią jakoś mocno spoufalać, co niosło ze sobą wiele plusów. Ludzie woleli jej unikać, niżeli wchodzić w jakieś niepotrzebne konwersacje, które niczego ze sobą nie niosły. Mało kto przepadał za towarzystwem osób, które cierpiały. To było wygodne, nawet bardzo, ale czas najwyższy zostawić to za sobą. Ten moment musiał kiedyś nadejść, a że okazja nadarzyła się sama, to warto było z niej skorzystać.
Kwestionowała swoje życiowe wybory już dawno temu, miała świadomość, że nie mogła być w pełni sobą przed swoim martwym narzeczonym, bo nie do końca akceptował pewne części jej. Te najbardziej skomplikowane, w tamtym etapie życia naprawdę próbowała być taka, jaką chciałoby ją widzieć otoczenie. Grała, czasem gubiła się w tym kim jest tak naprawdę. To minęło wraz z jego śmiercią, wtedy nie musiała się kryć z tym, co faktycznie ją fascynowało. Znowu została sama i nie do końca jej to przeszkadzało, przynajmniej mogła być sobą, niby nic takiego, ale jednak dość sporo to dla niej znaczyło. Nauczona doświadczeniem chowała przed większością ludzi tę mniej ułożoną wersję siebie, tak było prościej, chociaż kiedy znalazła z kimś nić porozumienia, szczególnie na tych płaszczyznach, które ją interesowały i widziała, że nie wzbudza to tego oceniającego spojrzenia nie miała nic przeciwko temu, żeby pokazać tę mniej oficjalną część, która kryła się nieco głębiej. Nie musiała się przyjaźnić, nie musiała mówić o uczuciach, wystarczyło to, że wiedziała, że ma w tych osobach sojuszników.
Utkwiła na nim swoje spojrzenie. Powinna się tego spodziewać. Widział coś. W końcu posiadali wspólny dar, który niósł ze sobą pewną wiedzę. - Widziałeś mnie. - Stwierdziła. Nie pytała, dotarło do niej, że przecież to nie było nic, co nie mogło się wydarzyć. Ten pierścionek był nijaki, tak naprawdę trudno byłoby go powiązać z konkretną osobą, chyba, że posiadało się dar, który mógł to ułatwić.
- Wspaniale, jakbyś się chciał jednak czegoś dowiedzieć, to po prostu zapytaj. - Wolała w ten sposób dzielić się swoimi tajemnicami. Zdawała sobie sprawę z tego, że Ambroise nie miał wpływu na wizje, które się pojawiały, nie winiła go za to, że coś zobaczył, chociaż oczywiście wolałaby uniknąć podobnych sytuacji, bo wiedziała jak to jest, poczuć się przez chwilę jak ktoś inny, wejść w jego buty. Nie sądziła tylko, że zupełnym przypadkiem Greengrass znajdzie się w tych jej.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control