15.02.2023, 21:23 ✶
- Długotrwała, długoterminowa. Coś takiego. A przynajmniej tak nazywał to magomedyk. Chyba. Ja się na tym też za bardzo nie znam. Ale jeśli po uderzeniu nie pamiętasz, co działo się w momencie uderzenia, to ruszyło tylko tę krótką. Jeżeli nie wiesz, jak się nazywasz, jest gorzej. Bo ruszyło tę długotrwałą. To wszystko, co wiem – przyznała Mackenzie. Zdecydowanie nie była uzdrowicielem, a jej wiedza była bardzo znikoma i ograniczała się do tego „które objawy pozwalają poznać, jak bardzo jest źle po uderzeniu”. Nawet nie zamierzała udawać, że specjalnie zna się na tym, jak to wszystko działało.
- Przez grzebanie w ziemi rozumiem zielarstwo – wyjaśniła, bo ciężko było jej sobie wyobrazić coś dalszego od niej od archeologii. Miała dziwne wrażenie, że do tego potrzeba by historii magii. A na lekcjach historii magii Mackenzie miała zwyczaj odsypiać bardzo wczesne pobudki, jakie fundowała sobie, by iść polatać na miotle. Egzaminy z tego przedmiotu zdawała zwykle cudem, na najniższym możliwym poziomie, a na Sumach rzecz jasna przepadła z kretesem. – Chociaż czasem podróżuję.
Przynajmniej po kraju, chociaż przy eliminacjach międzynarodowych było i trochę podróży zagranicznych.
- Rzeczywiście nie. Oświadczanie się przypadkowym osobom jest chyba niestosowne. Potknęłam się na schodach – wyjaśniła po prostu. Ot i cała zagadka. A że niosła bardzo dużo pudeł, miała pewien problem z wstaniem. – Nie trzeba. Jedno piwo to dla mnie maksimum. Nie chcę nokautować przypadkowych ludzi. Jak ten rudzielec.
I ze względu na to, że pijąc tak rzadko miała pewne obawy, że po zaledwie dwóch, trzech piwach skończy zataczając się podobnie jak podpite, rude towarzystwo, i ponieważ jutro planowała wcześnie wstać, a kac nie sprzyjał takim rzeczom. Nie żeby często się jej zdarzało na niego cierpieć. Pod względem zabawy, imprez i pijaństwa Mackenzie była sztywna jak całe stado kijów od szczotki. Tak czy inaczej, skoro rano czekała ją pobudka po piątej, nie chciała ani pić, ani siedzieć tu zbyt długo – liczyła, że kursy stepowania sąsiadki już zostały zakończone.
- Podejrzewam, że mają to po prostu zapisane w podręcznikach medyków. Takie „sto jeden stwierdzeń, które musi usłyszeć twój pacjent”. Może ich punktują za to, ile ich wypowiedzą w jeden dzień – powiedziała. Brzmiało to tak, jakby mówiła te bzdury na poważnie, chociaż tutaj akurat do pewnego stopnia żartowała. W swoim absolutnie nieumiejętnym stylu. Odstawiła kufel i podniosła się zza stołu. – To dobrze, że jest lepiej. Muszę się zbierać. Teraz możesz porwać stolik.
- Przez grzebanie w ziemi rozumiem zielarstwo – wyjaśniła, bo ciężko było jej sobie wyobrazić coś dalszego od niej od archeologii. Miała dziwne wrażenie, że do tego potrzeba by historii magii. A na lekcjach historii magii Mackenzie miała zwyczaj odsypiać bardzo wczesne pobudki, jakie fundowała sobie, by iść polatać na miotle. Egzaminy z tego przedmiotu zdawała zwykle cudem, na najniższym możliwym poziomie, a na Sumach rzecz jasna przepadła z kretesem. – Chociaż czasem podróżuję.
Przynajmniej po kraju, chociaż przy eliminacjach międzynarodowych było i trochę podróży zagranicznych.
- Rzeczywiście nie. Oświadczanie się przypadkowym osobom jest chyba niestosowne. Potknęłam się na schodach – wyjaśniła po prostu. Ot i cała zagadka. A że niosła bardzo dużo pudeł, miała pewien problem z wstaniem. – Nie trzeba. Jedno piwo to dla mnie maksimum. Nie chcę nokautować przypadkowych ludzi. Jak ten rudzielec.
I ze względu na to, że pijąc tak rzadko miała pewne obawy, że po zaledwie dwóch, trzech piwach skończy zataczając się podobnie jak podpite, rude towarzystwo, i ponieważ jutro planowała wcześnie wstać, a kac nie sprzyjał takim rzeczom. Nie żeby często się jej zdarzało na niego cierpieć. Pod względem zabawy, imprez i pijaństwa Mackenzie była sztywna jak całe stado kijów od szczotki. Tak czy inaczej, skoro rano czekała ją pobudka po piątej, nie chciała ani pić, ani siedzieć tu zbyt długo – liczyła, że kursy stepowania sąsiadki już zostały zakończone.
- Podejrzewam, że mają to po prostu zapisane w podręcznikach medyków. Takie „sto jeden stwierdzeń, które musi usłyszeć twój pacjent”. Może ich punktują za to, ile ich wypowiedzą w jeden dzień – powiedziała. Brzmiało to tak, jakby mówiła te bzdury na poważnie, chociaż tutaj akurat do pewnego stopnia żartowała. W swoim absolutnie nieumiejętnym stylu. Odstawiła kufel i podniosła się zza stołu. – To dobrze, że jest lepiej. Muszę się zbierać. Teraz możesz porwać stolik.