24.07.2025, 22:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.07.2025, 22:44 przez Rodolphus Lestrange.)
Czy bycie sierotą było gorsze, niż posiadanie dwójki rodziców? Patrząc na to wszystko, co się ostatnio odpierdalało wokół Rodolphusa, to gdyby Stanley o to go zapytał, pewnie by odpowiedział, że nie. Zresztą on sam, gdy byli w Mauzoleum z Nicholasem, wykonując zadanie dla Czarnego Pana, pogrzebał swoich rodziców. Zapłakał nad Rabastanem, poczuł gniew gdy zobaczył ciało matki. A gdy ujrzał ciało ojca...
Jesteś słaby chyba zawsze będzie mu dźwięczało w uszach.
Lestrange przytaknął i uśmiechnął się kącikiem ust. Lorien była maleńka - nawet przy Robercie, który do najwyższych nie należał. Było zaskakujące to, jak taka mała istotka potrafiła wprowadzić w zakłopotanie dużo wyższych od siebie. On przy niej wyglądał jak Guliwer w krainie liliputów, aczkolwiek chyba nigdy nie odważyłby się powiedzieć tego na głos. Nie po to, co jej zrobił z goblinami i bankiem.
- Może by użyła tych golfów do uduszenia kilku goblinów... - mruknął cicho, przekładając karty. Wpatrywał się w nie przez chwilę, dopóki jego wzroku nie przyciągnął dementorek. - Zostaw go, nie widzisz że próbuje grać?
"Grać" to za dużo powiedziane, ale dementorek tylko podwinął czarny rękaw i pokazał kościstego fakolca. A potem spłynął z kart Borgina, prosto do popielniczki. Chciałoby się rzucić kurwa mać, ale akurat w tym momencie Stanley zaczął coś mówić i pałkach.
- Pałki? - zamrugał, nie wiedząc do końca o czym on pierdoli. On sam uważał, że do tej pory był jednym z najgorszych uczniów na wróżbiarstwie, ale najwyraźniej na swoim roczniku - Stanley musiał być dużo, dużo gorszy. - Powiedz to Dolohovowi, ponoć jego siostra przyjechała do Anglii. Chyba czytaliśmy jej podręcznik w szkole.
Spojrzał na karty, które Stanley położył przed nim. Uniósł brew, a na Głupca kiwnął głową.
- Odpowiem ci Lorraine Malfoy - powiedział, kładąc Kapłankę. - I starego Mulcibera. Wybierz którego, masz dwa takie same strzały.
Położył na stole Kapłankę i Pustelnika. A potem pokręcił głową i sięgnął po dementorka.
- Zostaw to - zaczął, ale nie zdążył, bo dementorek zapierdolił jednego z petów Stanleya, tego dogaszonego, i zaczął uciekać. - Lorien podarowała mi go, żeby mnie prześladował, mówię ci.
Rzucił, rozkładając karty na stole. Spojrzał na ten układ, marszcząc brwi. Wróżbiarstwo... Kurwa, kiedy to było? No, może w jego wypadku nie aż tak dawno temu, ale wciąż ni chuja z tego nie pamiętał.
Jego wzrok padł na Wisielca. Postać powieszona była nogą w dół, wisząca nieco jak nietoperz. Pierwszym skojarzeniem Lestrange'a była... kara. Kara i śmierć. Kara przez powieszenie? Tak kiedyś wieszano skazańców, pozwalając by krew spłynęła im do głowy. Śmierć straszna, w męczarniach.
- Człowiek-nietoperz - powiedział w końcu, opierając się wygodniej o oparcie. - Albo wyssę z kogoś krew, albo nażrę się owoców i narzygam komuś na miotłę.
Wzruszył ramionami. Aj, cóż za brzydkie i bezpośrednie słowa, które płynęły z jego ust. Czyżby poczuł się zbyt swobodnie w towarzystwie Borgina? Albo tylko grał. Chociaż... Możliwe że Stanley słyszał o nietoperzach owocowych, które przejadały się za każdym razem, a potem rzygały pod siebie.
Jesteś słaby chyba zawsze będzie mu dźwięczało w uszach.
Lestrange przytaknął i uśmiechnął się kącikiem ust. Lorien była maleńka - nawet przy Robercie, który do najwyższych nie należał. Było zaskakujące to, jak taka mała istotka potrafiła wprowadzić w zakłopotanie dużo wyższych od siebie. On przy niej wyglądał jak Guliwer w krainie liliputów, aczkolwiek chyba nigdy nie odważyłby się powiedzieć tego na głos. Nie po to, co jej zrobił z goblinami i bankiem.
- Może by użyła tych golfów do uduszenia kilku goblinów... - mruknął cicho, przekładając karty. Wpatrywał się w nie przez chwilę, dopóki jego wzroku nie przyciągnął dementorek. - Zostaw go, nie widzisz że próbuje grać?
"Grać" to za dużo powiedziane, ale dementorek tylko podwinął czarny rękaw i pokazał kościstego fakolca. A potem spłynął z kart Borgina, prosto do popielniczki. Chciałoby się rzucić kurwa mać, ale akurat w tym momencie Stanley zaczął coś mówić i pałkach.
- Pałki? - zamrugał, nie wiedząc do końca o czym on pierdoli. On sam uważał, że do tej pory był jednym z najgorszych uczniów na wróżbiarstwie, ale najwyraźniej na swoim roczniku - Stanley musiał być dużo, dużo gorszy. - Powiedz to Dolohovowi, ponoć jego siostra przyjechała do Anglii. Chyba czytaliśmy jej podręcznik w szkole.
Spojrzał na karty, które Stanley położył przed nim. Uniósł brew, a na Głupca kiwnął głową.
- Odpowiem ci Lorraine Malfoy - powiedział, kładąc Kapłankę. - I starego Mulcibera. Wybierz którego, masz dwa takie same strzały.
Położył na stole Kapłankę i Pustelnika. A potem pokręcił głową i sięgnął po dementorka.
- Zostaw to - zaczął, ale nie zdążył, bo dementorek zapierdolił jednego z petów Stanleya, tego dogaszonego, i zaczął uciekać. - Lorien podarowała mi go, żeby mnie prześladował, mówię ci.
Rzucił, rozkładając karty na stole. Spojrzał na ten układ, marszcząc brwi. Wróżbiarstwo... Kurwa, kiedy to było? No, może w jego wypadku nie aż tak dawno temu, ale wciąż ni chuja z tego nie pamiętał.
Rzut Tarot 1d78 - 13
Wisielec
Wisielec
Jego wzrok padł na Wisielca. Postać powieszona była nogą w dół, wisząca nieco jak nietoperz. Pierwszym skojarzeniem Lestrange'a była... kara. Kara i śmierć. Kara przez powieszenie? Tak kiedyś wieszano skazańców, pozwalając by krew spłynęła im do głowy. Śmierć straszna, w męczarniach.
- Człowiek-nietoperz - powiedział w końcu, opierając się wygodniej o oparcie. - Albo wyssę z kogoś krew, albo nażrę się owoców i narzygam komuś na miotłę.
Wzruszył ramionami. Aj, cóż za brzydkie i bezpośrednie słowa, które płynęły z jego ust. Czyżby poczuł się zbyt swobodnie w towarzystwie Borgina? Albo tylko grał. Chociaż... Możliwe że Stanley słyszał o nietoperzach owocowych, które przejadały się za każdym razem, a potem rzygały pod siebie.