Mugolacy mieli mugolaków, czystokrwiści czystokrwistych, a czarodzieje półkrwi takich jak oni. Agresja nigdy nie była skierowana w ich kierunku, bo czystokrwiści potrzebowali ich do tego, aby żyło im się lepiej, mugolacy również ich nie ruszali, bo oni nie mieli problemu z tym, że weszli do ich świata. Nie chodziło o to, by ktoś stanął po ich stronie, bo po co? Skoro nikt nie zamierzał ich krzywdzić. Całkiem proste równanie. Sama Prue nie zamierzała jakokolwiek mieszać się w to, co działo się aktualnie w ich świecie, no chyba, że ktoś postanowi zrobić krzywdę na kimś, na kim jej zależało, wtedy na pewno zmieni punkt widzenia i spojrzy na sprawę inaczej.
Miała swoje określone poglądy na ten temat, nie wydawało jej się logiczne to, żeby typ, który sam nazwał się Lordem Voldemortem miał prawo przejmować władzę nad magicznym światę w ramach jakichś pojebanych ideałów. Aktualnie jednak siedziała cicho, spoglądała od wewnątrz na działania ministerstwa i czekała na to, co się wydarzy.
- Nie obawiam się tego, co zobaczę, raczej tego, jakie historie może to za sobą nieść. - Nie bała się widoku trupów, a na pewno będzie ich wiele. Raczej chodziło o emocje, jakie mogły pojawić się jeśli przypadkiem zagłębi się w ich historie. Jasne, panowała nad swoim darem, umiała się nim całkiem zgrabnie posługiwać z racji na lata doświadczenia i nauki babki, jednak wiedziała, że w tym przypadku coś mogło pójść nie tak. Ogrom bólu i cierpienia, który się pojawił mógł uniemożliwić jej bycie w pełni stabilną. Oczywiście nie zamierzała panikować, raczej stawić czoła problemom, rzucić się w wir pracy i zobaczyć, czy coś się stanie. Później odpocznie, zamknie się w swoich czterech ścianach i jakoś to wszystko przetrawi, może nigdy nie musiała walczyć z czymś co miało być takie intensywne, ale przecież sporo już przeżyła w swoim życiu, była gotowa na więcej.
Prue należała do osób zapobiegliwych. Wolała być przygotowana na wszystko, nawet to najgorsze, co mogło jej się przytrafić. Zawsze szykowała sobie jakiś plan, którego mogła się trzymać. Uwielbiała listy, których punkty mogła skreślać, kiedy zostały przez nią zrealizowane. Nie znosiła nie mieć kontroli nad tym, co działo się w jej życiu. Ostatnio pojawiły się myśli, że może nie powinna kontrolować każdej dziedziny swojego życia, bo okazywało się to zbędne, jednak w większości jednak wolała panować nad tym, co się działo wokół. Szczególnie w pracy. Tam musiała zachowywać profesjonalizm i nie mogła sobie pozwalać na momenty zawahania.
- Wiem. - Oczywiście, że było to słuszne. Nie mogła pozwolić na to, żeby Cornelius miał jakieś nieprzyjemności przez jej przypadłości. Musiała go uprzedzić o wszystkim, co mogło się zdarzyć, a nad czym nie miała pełnej kontroli. Choroba Milforda również była nieprzewidywalna, więc i o niej mu opowiedziała. Nie skreślił jej mimo tej całej listy wyjątkowych dolegliwości, które towarzyszyły jej od lat. Była mu wdzięczna za tę szansę i naprawdę starała się bardzo mocno angażować w pracę. Zresztą, co innego jej pozostawało? Tak naprawdę ostatnio to był jedyny sens istnienia. Nie miała szczególnie rozrywkowego życia. Było jej z tym całkiem wygodnie, bo ceniła sobie święty spokój.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control