25.07.2025, 20:01 ✶
— Chcesz — powtórzyła za Brenną, kiwając głową. — Chyba że jesteś jedną z tych, które lubią, kiedy mają na co narzekać. — Zachichotała.
Hela skinęła na brygadzistkę głową, zachęcając, aby ta poszła za nią. Nie spieszyła się. Pozwalała, aby sztych szpadla ciągnął się po ziemi, mierzwiąc trawy i chrobocząc o kamienie rozrzucone na ścieżkach.
— Śmiertelność nie jest zarezerwowana dla ludzi — przypomniała bardziej niż objaśniła, dając Longbottom kredyt zaufania w kwestii empatii dla zwierząt i może po trosze kompetencji w dziedzinie nekromancji. Wydawało jej się od zawsze naturalnym, aby swojej perspektywy nie ograniczać do samego człowieka. Można by wręcz pokusić się o stwierdzenie, że czasem widziała życie i energię nawet tam, gdzie nigdy ich nie było. — Memortek ofiarował ci dziś swoją piosenkę, wzięłaś ją od niego, a potem porzuciłaś go, zamiast pomóc mu wrócić do ziemi. Oto rachunek, który musisz wyrównać. Pogrzeb go albo będzie wokół ciebie broił.
Gdyby Brenna odmówiła oddania ptaszkowi przysługi, Helloise gotowa była pochować go sama. Nawykła do tego, że ludzie za nic mają sprawy natury i że czasem prościej uprzątnąć je po nich niż przekonywać tych, którzy nie chcieli słuchać. Przeczucie podpowiadało jej jednak, że Longbottom może zechcieć naprostować swoje sprawy. Co do zasady animagom Hela miała tendencję przypisywać więcej wrażliwości przyrodniczej niż zwyczajnym czarodziejom. Również fakt, że Brenna dorastała w Dolinie, nie na londyńskich ulicach, działał na jej korzyść.
Jeśli chodzi o kury z sąsiedztwa, to kniejowa wiedźma — sama zapalona pasjonatka drobiu z kieszeniami zawsze wypełnionymi kurzym ziarnem — kurczaków nie truła (co najwyżej podkradała). Tłuc też tłukła rzadko, bo mięsa nie jadła — kokoszki dotrzymywały jej towarzystwa i nosiły jajka. Z dziećmi zaś chętnie rozmawiała na festynach i sabatach, na których czasem wystawiała swoje wyroby, ale nawet gdyby przeszło jej przez głowę, aby zabrać któreś na wycieczkę przyrodoznawczą po Kniei, nie odważyłaby się. Edukowanie obcej młodzieży nie było warte połajanki, jaką niewątpliwie otrzymałaby później od głowy rodu, którego nazwisko wciąż się od czasu do czasu za nią pojawiało.
Hela skinęła na brygadzistkę głową, zachęcając, aby ta poszła za nią. Nie spieszyła się. Pozwalała, aby sztych szpadla ciągnął się po ziemi, mierzwiąc trawy i chrobocząc o kamienie rozrzucone na ścieżkach.
— Śmiertelność nie jest zarezerwowana dla ludzi — przypomniała bardziej niż objaśniła, dając Longbottom kredyt zaufania w kwestii empatii dla zwierząt i może po trosze kompetencji w dziedzinie nekromancji. Wydawało jej się od zawsze naturalnym, aby swojej perspektywy nie ograniczać do samego człowieka. Można by wręcz pokusić się o stwierdzenie, że czasem widziała życie i energię nawet tam, gdzie nigdy ich nie było. — Memortek ofiarował ci dziś swoją piosenkę, wzięłaś ją od niego, a potem porzuciłaś go, zamiast pomóc mu wrócić do ziemi. Oto rachunek, który musisz wyrównać. Pogrzeb go albo będzie wokół ciebie broił.
Gdyby Brenna odmówiła oddania ptaszkowi przysługi, Helloise gotowa była pochować go sama. Nawykła do tego, że ludzie za nic mają sprawy natury i że czasem prościej uprzątnąć je po nich niż przekonywać tych, którzy nie chcieli słuchać. Przeczucie podpowiadało jej jednak, że Longbottom może zechcieć naprostować swoje sprawy. Co do zasady animagom Hela miała tendencję przypisywać więcej wrażliwości przyrodniczej niż zwyczajnym czarodziejom. Również fakt, że Brenna dorastała w Dolinie, nie na londyńskich ulicach, działał na jej korzyść.
Jeśli chodzi o kury z sąsiedztwa, to kniejowa wiedźma — sama zapalona pasjonatka drobiu z kieszeniami zawsze wypełnionymi kurzym ziarnem — kurczaków nie truła (co najwyżej podkradała). Tłuc też tłukła rzadko, bo mięsa nie jadła — kokoszki dotrzymywały jej towarzystwa i nosiły jajka. Z dziećmi zaś chętnie rozmawiała na festynach i sabatach, na których czasem wystawiała swoje wyroby, ale nawet gdyby przeszło jej przez głowę, aby zabrać któreś na wycieczkę przyrodoznawczą po Kniei, nie odważyłaby się. Edukowanie obcej młodzieży nie było warte połajanki, jaką niewątpliwie otrzymałaby później od głowy rodu, którego nazwisko wciąż się od czasu do czasu za nią pojawiało.
dotknij trawy