Cóż, faktycznie nie każdy pewnie byłby w stanie nauczyć się animagii, więc samo to, że Yaxleyówna potrafiła to robić było sporym sukcesem. Nie chwaliła się tą umiejętnością za bardzo, wspominała o niej tylko osobom, którym ufała, z którymi współpracowała, bo był to jej as którego mogła wyciągnąć z rękawa w najbardziej nieprzewidywalnych sytuacjach. Lubiła mieć w zanadrzu sztuczkę, o której mało kto wiedział. Czasem przemiana w zwierzę była bardzo wygodna, mogła przemykać niezauważona w różnych miejscach, uzyskiwać informacje, nie bez powodu przecież postanowiła opanować tę sztukę. Wolała nie dawać ministerstwu tej informacji, chociaż wiedziała, że nie było to legalne, nigdy jednak nie usiłowała nawet udawać, że jakoś przejmuje się regułami. Działała na granicy prawa, robiła to, co uważała za słuszne. Oczywiście, że się nie podkładała, wiedziała, jakie mogą wyniknąć z tego konsekwencje.
- Musi mieć jakiś sens, bo inaczej bym jej do Ciebie nie dopasowała. - Miała ku temu swoje powody. Miała wrażenie, że Roise nie do końca był zachwycony tym porównaniem, ale musiał się z nim pogodzić, nie zmieni zdania. Wiadomo, że Yaxley była uparta jak osioł, właściwie dziwne, że to nie w osła zmieniała się w swojej zwierzęcej formie. Coś zdecydowało o tym, że miała zostać skunksem. Mogło być gorzej, zdecydowanie. Mogła skończyć jako mucha, żuk, czy inny robak, wtedy pewnie bałaby się zmieniać w zwierzę, bo ktoś mógłby ją przypadkiem zdeptać, albo mogłaby zostać zjedzona. To dopiero byłaby tragiczna śmierć, zostać zjedzonym przez inne zwierzę w swojej animagicznej formie. Na szczęście nie musiała się o to martwić.
- Życie lubi zaskakiwać. - Ta zgodność faktycznie nie była dla nich do końca naturalna. Zazwyczaj mieli swoje opinie na każdy temat, co kończyło się długimi dyskusjami i szukaniem wspólnych punktów, aby każda ze stron była chociaż nieco zadowolona. Aktualnie? Wyjątkowo dobrze wychodziło im dogadywanie się ze sobą. Cóż, może czas też zrobił swoje, nieco się zmienili, nie byli tacy bardzo zacięci jak wcześniej, przynajmniej w stosunku do siebie nawzajem. Zresztą szkoda było skupiać się na tych drobnych niesnaskach, kiedy można było bez problemu się dogadać. Jeszcze tydzień temu nie spodziewałaby się tego, że będą siedzieć razem na klifie i dyskutować w podobny sposób. Nic tego nie zapowiadało, widać wystarczyło nieco uporu i wszystko można było ułożyć. Na szczęście, bo wreszcie czuła spokój, w końcu wszystko było na swoim miejscu.
- Ty zacząłeś, ja tylko kontynuuje wątek, a skoro tak postawiłeś sprawę, to cóż... - Ambroise w końcu podkreślał to, że był realistą, a skoro stwierdził, że to mogła być kolejna klątwa to nie rysowało się zbyt optymistycznie. Oczywiście Geraldine na pewno sama nie ujęłaby tego w ten sposób, ale sam włożył jej podobne słowa w usta.
- Potrzebowałeś to zweryfikować, to sięgnęłam po pomoc najlepszego ze specjalistów, teraz przynajmniej nie masz argumentów, aby z tym walczyć. - Wzruszyła jedynie ramionami. Nie uważała tego, że udali się do Flo za coś złego, skoro mieli zweryfikować swoją więź to lepiej było to zrobić u jej przyjaciółki niż u kogoś obcego. Zresztą nie wydawało jej się, by znaleźli lepszego specjalistę od Flo. - Wydaje mi się, że aktualnie nie ma sensu zawracać jej głowy, po tym, co się wydarzyło ma pewnie ręce pełne roboty, ale jeśli ta potrzeba nadal będzie istnieć to pod koniec miesiąca możemy ją nawiedzić. - Nie wydawało jej się to konieczne, ale dobrze było mieć możliwości, czyż nie?
- Jesteśmy temu przeznaczeni? Tak brzmi lepiej. - Rzuciła dość niepewnie, chociaż w jej oczach przeznaczenie wyglądało zdecydowanie lepiej od bycia na coś skazanym. Wiadomo, zależy jak leży, jak się patrzy, ale chyba wrócili już do momentu, w którym nie zamierzali traktować tego, jako czegoś złego, bez sensu więc było nazywać to w taki nie do końca optymistyczny sposób.