Że Jessie bardziej wdał się w ojca, niż w matkę, wiedział każdy, kto znał Neda Kelly. Było to coś, na co Charlotte czasami kręciła nosem, bo czasami może był zbyt miły, ale któreś z nich w ojca wdać się musiało. Padło na niego. I może faktycznie charakter Jonathana, którego Jessie podziwiał, miał wpływ na jego charakter, ale on sam niespecjalnie na to narzekał - przynajmniej nie na głos. Chociaż, to musiał przyznać, czasami przydałaby mu się odrobina charakteru Królowej Matki - tego też raczej na głos by nie powiedział.
Na komentarz o kondycji Anthony'ego odpowiedział uśmiechem. Mógłby powiedzieć coś w stylu "Nawet w złej kondycji dobrze wuj wygląda", ale czy właśnie coś takiego Anthony potrzebował i chciał usłyszeć? Nie był pewien, postanowił więc tego nie mówić.
Druga część go zaskoczyła. Anthony i Jonathan się pokłócili. Pokłócili się o coś i Anthony wierzył, że mogło to oznaczać koniec ich wieloletniej przyjaźni. Przechylił głowę lekko w bok, zmarszczył brwi i usiadł na podłodze, krzyżując nogi, zamiast dalej kucać.
-Kłótnie w rodzinie i przyjaźni się zdarzają. Nie może być aż tak źle, wuju - powiedział.
Nie mógł wiedzieć, o co dokładnie Jonathan i Anthony się pokłócili, przez co nie był w stanie ocenić, jak poważna była sytuacja, ale na ten moment nie przychodził mu do głowy żaden powód, przez który jego wujowie mogliby zerwać przyjaźń.
A może wcale tak nie było i obawa Anthony'ego była jedynie wynikiem stresu po wczorajszej tragedii?
-Chcesz mi opowiedzieć, co dokładnie się między wami stało?
Oczywiście, że w jego głowie już pojawiła się myśl, żeby porozmawiać o tym z chrzestnym. I może jeśli Anthony nie będzie mu chciał powiedzieć, to trzeba by zaangażować Ritę i mamę? Bo przecież nie można tego tak po prostu zostawić, żeby może, jakimś cudem, samo się naprawiło, albo czekać, aż obawa stanie się rzeczywistością i dojdzie do czegoś, czego już nie da się naprawić.