27.07.2025, 11:35 ✶
— Han, nie wyganiam cię. Możesz zostać na dłużej — powtórzyła delikatnie. — Pójdę zrobić nam coś do picia — dodała i powędrowała do kuchni, w której paręnaście godzin temu leżał mężczyzna… Skup się! Westchnęła i zaczęła od prostych rzeczy — kubki, wrzątek, zioła, magia.
Myślami odpłynęła ku praktycznym sprawom. Gdzie mogłaby ułożyć kuzyna, jeśli miałby tu zostać? Mieszkanie było za małe, aby pomieścić tyle osób, a robiło się coraz ciaśniej. Wystarczyło natomiast spojrzeć przez okno. Widziała na zewnątrz zgliszcza miasta, popękane mury, wypalone fasady, cienie ludzi, którzy nie mieli już dokąd pójść. Nie była to pora na luksus samotności. Jeszcze te oparzenia na skórze Hannibala…
— Byłam z Arim w Convivium, kiedy z nieba zaczął sypać popiół. Potem wybuchł chaos na ulicach — powiedziała głośnej z kuchni. Dużo wspomnień z wczorajszego wieczoru i nocy zaczęło tracić swoje wyraźne kontury na rzecz jednego: tego gdy Icarus i Electra stanęli w progu jej mieszkania. Calutcy, brudni, roztrzęsieni, a Ari na początku był pokryty cały w czerwonej farbie, więc Mona prawie się rozpłakała, widząc, że jednak byli cali. Była pewna, że nie zobaczy ich już nigdy. Co za cud, że się odnaleźli.
W międzyczasie bielutki jak świeży śnieg pers dostojnym krokiem przeszedł powolnie przez środek salonu z podniesioną w górze kitą. Zbliżył się do Icarusa, otarł się pyskiem o jego nogę, zostawiając na nim mikroskopijny ślad swojej obecności (własności, poprawiłby pewnie, gdyby mógł tylko mówić!). Następnie wskoczył na świeżo złożony stos koszul Selwyna.
— Na wsi nie ma jak się nudzić, zawsze znajdzie się coś do roboty! — uparcie wtrąciła, kiedy wróciła z lewitującą tacą. Porcelanowe filiżanki lekko pobrzękiwały przy każdym jej kroku, a z ich wnętrza unosiły się smugi ciepłej pary. Niosły ze sobą zapach czarnej herbaty z kardamonem i miodem. Na środku tacy spoczywała cukierniczka z grubego szkła.
— Ari ma rację, to dobry pomysł. Odwiedź Ellie. Na pewno doceni obecność przyjaciela — zatrzymała się na moment przy oknie, rzucając okiem na dwór. Było ciemno. Potem postawiła naczynia na niskim stoliku. — Świstek! To nie twoja garderoba — Mona zmarszczyła brwi. Kot nawet nie spojrzał w jej stronę. Do czego to doszło, że smoki jakoś ją słuchały, a własny uparty kot już nie mógł!? Podeszła i chwyciła go lewą ręką za tułów zanim zdążył ułożyć się na miękkiej tkaninie. Zwierzak miauknął w proteście. Kobieta odłożyła go na fotel. Świstek natychmiast z niego zeskoczył i niezrażony ruszył z powrotem w stronę kufra.
Jego anielskie futerko zdradzało niepokojącą ilość pozostawionych na koszulach sierści.
Myślami odpłynęła ku praktycznym sprawom. Gdzie mogłaby ułożyć kuzyna, jeśli miałby tu zostać? Mieszkanie było za małe, aby pomieścić tyle osób, a robiło się coraz ciaśniej. Wystarczyło natomiast spojrzeć przez okno. Widziała na zewnątrz zgliszcza miasta, popękane mury, wypalone fasady, cienie ludzi, którzy nie mieli już dokąd pójść. Nie była to pora na luksus samotności. Jeszcze te oparzenia na skórze Hannibala…
— Byłam z Arim w Convivium, kiedy z nieba zaczął sypać popiół. Potem wybuchł chaos na ulicach — powiedziała głośnej z kuchni. Dużo wspomnień z wczorajszego wieczoru i nocy zaczęło tracić swoje wyraźne kontury na rzecz jednego: tego gdy Icarus i Electra stanęli w progu jej mieszkania. Calutcy, brudni, roztrzęsieni, a Ari na początku był pokryty cały w czerwonej farbie, więc Mona prawie się rozpłakała, widząc, że jednak byli cali. Była pewna, że nie zobaczy ich już nigdy. Co za cud, że się odnaleźli.
W międzyczasie bielutki jak świeży śnieg pers dostojnym krokiem przeszedł powolnie przez środek salonu z podniesioną w górze kitą. Zbliżył się do Icarusa, otarł się pyskiem o jego nogę, zostawiając na nim mikroskopijny ślad swojej obecności (własności, poprawiłby pewnie, gdyby mógł tylko mówić!). Następnie wskoczył na świeżo złożony stos koszul Selwyna.
— Na wsi nie ma jak się nudzić, zawsze znajdzie się coś do roboty! — uparcie wtrąciła, kiedy wróciła z lewitującą tacą. Porcelanowe filiżanki lekko pobrzękiwały przy każdym jej kroku, a z ich wnętrza unosiły się smugi ciepłej pary. Niosły ze sobą zapach czarnej herbaty z kardamonem i miodem. Na środku tacy spoczywała cukierniczka z grubego szkła.
— Ari ma rację, to dobry pomysł. Odwiedź Ellie. Na pewno doceni obecność przyjaciela — zatrzymała się na moment przy oknie, rzucając okiem na dwór. Było ciemno. Potem postawiła naczynia na niskim stoliku. — Świstek! To nie twoja garderoba — Mona zmarszczyła brwi. Kot nawet nie spojrzał w jej stronę. Do czego to doszło, że smoki jakoś ją słuchały, a własny uparty kot już nie mógł!? Podeszła i chwyciła go lewą ręką za tułów zanim zdążył ułożyć się na miękkiej tkaninie. Zwierzak miauknął w proteście. Kobieta odłożyła go na fotel. Świstek natychmiast z niego zeskoczył i niezrażony ruszył z powrotem w stronę kufra.
Jego anielskie futerko zdradzało niepokojącą ilość pozostawionych na koszulach sierści.
jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
wrzucony tu przez diabła