27.07.2025, 13:17 ✶
— Jestem ponad to — fuknął z irytacją na wspomnienie uczelnianych lat. Tak naprawdę niewielu znało Odysa prywatnie. Lazarus należał do tej nielicznej grupy, co samo w sobie było… kłopotliwe, bo zazwyczaj to Fawley wbijał szpile, punktował słabości, prowokował tak długo, aż ofiara się nie odsłoniła. Tym razem role się odwróciły — Lazarus nie tylko znał zasady gry, ale również odrobił pracę domową. Było to dziwne uczucie. Bycie przypomnianym, że ktoś znał go z tej bardziej krwistej strony.
Niewielu wiedziało również, że parał się legilimencją. Lazarus należał i do tego grona. Czy to oznaczało, że akceptował jego metody? Czy nie była to forma milczącej zgody, jeśli sam z nich korzystał? W dodatku był oklumentą, więc tamten dzień był… owocny dla nich obu.
A przecież metody, które stosował Fawley, nie były z natury złe.
Tak, czasem zaglądał komuś do głowy z czystej ciekawości. Co miał natomiast zrobić, gdy człowiek z kruchą psychiką przychodził i błagał, żeby wymazać wspomnienie pierwszej miłości — każda próba życia z tym obrazem kończyła się na skraju mostu lub z nożem przy nadgarstku, czy naprawdę powinien wtedy odmówić? W jaki inny sposób miał pomóc, jeśli nie wyrwać wspomnienia jak zgniłą szyszkę z dna kręgosłupa? Jak miał nie sięgnąć palcami w umysł, nie zanurzyć się w śliskie, pulsujące fragmenty tego, co zostało z duszy?
— Nie chodzi o to, żeby te flashbacki przestały wracać, tylko żebyś wiedział, co robić, kiedy już wrócą i jak ewentualnie radzić sobie z tym sam. Popracujemy nad tym w takim razie — zadecydował.
Ostatnie słowa Lazarusa wybrzmiały między nimi z całym ciężarem, jaki powinny były nieść i z całą przestrzenią, którą postanowił Odys im dać. W gruncie rzeczy nie był zaskoczony. Zaskoczenie oznaczałoby, że nie widział.
— Szaleństwo — odpowiedział. — Problem w tym, że to droga bez powrotu, nawet z pomocą zakazanej dziedziny magii, więc jeśli już masz zamiar w nią wejść, warto upewnić się, czy to na pewno twoja. Nie głos w głowie, który udaje twoją decyzję.
Spojrzał na niego spokojnie. Jeśli to tylko myśl, zaledwie pokusa ucieczki, to jeszcze nie wybór, a objaw, a z nimi mógł jeszcze pracować!
Niewielu wiedziało również, że parał się legilimencją. Lazarus należał i do tego grona. Czy to oznaczało, że akceptował jego metody? Czy nie była to forma milczącej zgody, jeśli sam z nich korzystał? W dodatku był oklumentą, więc tamten dzień był… owocny dla nich obu.
A przecież metody, które stosował Fawley, nie były z natury złe.
Tak, czasem zaglądał komuś do głowy z czystej ciekawości. Co miał natomiast zrobić, gdy człowiek z kruchą psychiką przychodził i błagał, żeby wymazać wspomnienie pierwszej miłości — każda próba życia z tym obrazem kończyła się na skraju mostu lub z nożem przy nadgarstku, czy naprawdę powinien wtedy odmówić? W jaki inny sposób miał pomóc, jeśli nie wyrwać wspomnienia jak zgniłą szyszkę z dna kręgosłupa? Jak miał nie sięgnąć palcami w umysł, nie zanurzyć się w śliskie, pulsujące fragmenty tego, co zostało z duszy?
— Nie chodzi o to, żeby te flashbacki przestały wracać, tylko żebyś wiedział, co robić, kiedy już wrócą i jak ewentualnie radzić sobie z tym sam. Popracujemy nad tym w takim razie — zadecydował.
Ostatnie słowa Lazarusa wybrzmiały między nimi z całym ciężarem, jaki powinny były nieść i z całą przestrzenią, którą postanowił Odys im dać. W gruncie rzeczy nie był zaskoczony. Zaskoczenie oznaczałoby, że nie widział.
— Szaleństwo — odpowiedział. — Problem w tym, że to droga bez powrotu, nawet z pomocą zakazanej dziedziny magii, więc jeśli już masz zamiar w nią wejść, warto upewnić się, czy to na pewno twoja. Nie głos w głowie, który udaje twoją decyzję.
Spojrzał na niego spokojnie. Jeśli to tylko myśl, zaledwie pokusa ucieczki, to jeszcze nie wybór, a objaw, a z nimi mógł jeszcze pracować!
absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
będę z Tobą aż po grób