27.07.2025, 14:00 ✶
Gryzło go to, bo zawsze coś się psuło, prawda?
Zawsze, kiedy pozwalał sobie na spokój, przychodziło coś, co go burzyło. Julian nienawidził możliwości, że mógłby stracić na czymś, gdy mógł temu zapobiec dzięki przygotowaniom.
— Bo cię znam na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że jak się pojawi okazja do pakowania się w kłopoty, to ty jej nie przegapisz! — odparł stanowczo. Przeklął natomiast siebie w myślach. Właściwie nie miał lepszej odpowiedzi niż te kilka słów, które właśnie opuściły jego usta. Ostatnimi czasy nie miał nawet chwili, żeby zorientować się, co działo się między tymi krajami, nie mówiąc już o pytaniu kogoś, kto wiedział więcej.
Może rzeczywiście przesadzał.
— Moja ukochana pojedzie tylko, jeśli dostanie osobny pokój i święty spokój od mojej egzaltacji — powiedział żartobliwie. — Poza tym nie mamy z kim zostawić moich ptaszyn. Chyba że… nie miałbyś nic przeciwko dwójce dzieciaków? — Alice była aniołkiem, z Hestią było trochę gorzej przy tych jej pokładach energii, ale przecież w wyjeździe Paula i jego żony nie o to chodziło. Dlatego dodał po chwili: — Rzeczywiście nie mamy ich z kim zostawić. Moja rodzina... — urwał. W jego głosie była ostra granica, której Julian nie miał odwagi przekroczyć pytaniem. Teście? Westchnął głęboko, próbująć przekonać tym razem siebie, że to wciąż jakaś opcja. Każdy o zdrowych zmysłach wiedział, że nie.
— Henry wytrzyma bez was? — uśmiechnął się ciepło na myśl o małym berbeciu.
Zawsze, kiedy pozwalał sobie na spokój, przychodziło coś, co go burzyło. Julian nienawidził możliwości, że mógłby stracić na czymś, gdy mógł temu zapobiec dzięki przygotowaniom.
— Bo cię znam na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że jak się pojawi okazja do pakowania się w kłopoty, to ty jej nie przegapisz! — odparł stanowczo. Przeklął natomiast siebie w myślach. Właściwie nie miał lepszej odpowiedzi niż te kilka słów, które właśnie opuściły jego usta. Ostatnimi czasy nie miał nawet chwili, żeby zorientować się, co działo się między tymi krajami, nie mówiąc już o pytaniu kogoś, kto wiedział więcej.
Może rzeczywiście przesadzał.
— Moja ukochana pojedzie tylko, jeśli dostanie osobny pokój i święty spokój od mojej egzaltacji — powiedział żartobliwie. — Poza tym nie mamy z kim zostawić moich ptaszyn. Chyba że… nie miałbyś nic przeciwko dwójce dzieciaków? — Alice była aniołkiem, z Hestią było trochę gorzej przy tych jej pokładach energii, ale przecież w wyjeździe Paula i jego żony nie o to chodziło. Dlatego dodał po chwili: — Rzeczywiście nie mamy ich z kim zostawić. Moja rodzina... — urwał. W jego głosie była ostra granica, której Julian nie miał odwagi przekroczyć pytaniem. Teście? Westchnął głęboko, próbująć przekonać tym razem siebie, że to wciąż jakaś opcja. Każdy o zdrowych zmysłach wiedział, że nie.
— Henry wytrzyma bez was? — uśmiechnął się ciepło na myśl o małym berbeciu.