28.07.2025, 10:57 ✶
– Ale nieźle! Siostra robiąca w trupach! Zawsze chciałem mieć rodzeństwo, ale no... matula mówiła, że mnie tyle, że czuje się jakby miała co najmniej piątkę. Więc się nie złożyło. – mówił lekko, nie poświęcając wiele czasu na żałobę po zmarłej, choć w sumie miało to miejsce dość niedawno temu. Razem z mamą wierzyły w krąg materii, ducha, w niekończący się przepływ energii. A to znaczyło, że może i była martwa, ale wcale nie.
– Nie? Krew oczywiście że ma! Podobnie jak woda. Czasem jakieś kamienie. Alchemicy się na tym bardziej znają, ale hej, to Tobie bliżej alchemika niż mi! Widziałem cuda które robisz ze szkiełkami i jak je kolorujesz za pomocą czegoś, co wcale nie ma tego koloru wcześniej! Dla mnie to totalnie wiedza tajemna wiesz... na statku robimy bardziej w drewnie i tej no... powietrzu. Ale to też ja nie ogarniam jak to jest, że ten statek płynie, od tego są mądrzejsze głowy. Ja tylko wybieram i popuszczam żagle jak mi każą. Ot, cała filozofia. – Co prawda Nico - ten prawdziwy, który też miał na imię inaczej, ale jego obcobrzmiące imię wyleciało jej z głowy - opowiadał jej z całkiem niezłym detalem o aerodynamice żagli, nawet w pasji namalował jej to wszystko na serwetce, tłumacząc jakie siły działają na napięte płótno. Tylko że ją z tego wszystkiego najbardziej interesowała energia, pasja, to jak świeciły mu się oczy, gdy przedstawiał jej pracę na statku, a nie jakieś tam... fakty.
Firma do sprzątania! Ha! Czy tak mogliby się ogłaszać włamywacze?
– Już mi się znudziło, wiesz przybyłem tutaj do Londynu i to mój pierwszy raz w tej metropolii i jest bardzo ciekawie. Bardzo kolorowo. No teraz czarno, co nie? – poprawił się speszony, również faktem, że pożar w którym zginęło setki, może tysiące ludzi (setki tysięcy?) stanowił dla niego w pewnym sensie atrakcję turystyczną. Spoważniał dopiero na wzmiankę o tym co było w dymie i pyle. – Tak myślisz? Och... o nie... wiesz co, moja matka miała kryształy na oczyszczenie organizmu i koniecznie musimy sobie załatwić kadzidła, które przeganiają złe duchy z płuc. – pokiwał z przekonaniem głową. – Na Nokturnie jest taki jeden sklep w którym mogliby to nam ulepić. Tak mi się wydaje. – na Nokturnie było wszystko i energia tam przepływała lepiej według Key niż gdziekolwiek indziej (jak również cudza własność przepływała... z rąk do rąk...), ale teraz zdawało jej się to bardzo dobrym pomysłem. – Dobra Elias, co jeszcze jest do roboty? Gadaj, jedna podłoga to nie czysty zakład, a wiesz, jak razem szybciej skończymy, to szybciej przyjdzie przerwa na lunch – zachęciła go tym, czym sama zachęcała się najlepiej. Może chłopak miał coś dobrego na drugie śniadanie? Trochę głupio było węszyć za jego torbą już teraz...
– Nie? Krew oczywiście że ma! Podobnie jak woda. Czasem jakieś kamienie. Alchemicy się na tym bardziej znają, ale hej, to Tobie bliżej alchemika niż mi! Widziałem cuda które robisz ze szkiełkami i jak je kolorujesz za pomocą czegoś, co wcale nie ma tego koloru wcześniej! Dla mnie to totalnie wiedza tajemna wiesz... na statku robimy bardziej w drewnie i tej no... powietrzu. Ale to też ja nie ogarniam jak to jest, że ten statek płynie, od tego są mądrzejsze głowy. Ja tylko wybieram i popuszczam żagle jak mi każą. Ot, cała filozofia. – Co prawda Nico - ten prawdziwy, który też miał na imię inaczej, ale jego obcobrzmiące imię wyleciało jej z głowy - opowiadał jej z całkiem niezłym detalem o aerodynamice żagli, nawet w pasji namalował jej to wszystko na serwetce, tłumacząc jakie siły działają na napięte płótno. Tylko że ją z tego wszystkiego najbardziej interesowała energia, pasja, to jak świeciły mu się oczy, gdy przedstawiał jej pracę na statku, a nie jakieś tam... fakty.
Firma do sprzątania! Ha! Czy tak mogliby się ogłaszać włamywacze?
– Już mi się znudziło, wiesz przybyłem tutaj do Londynu i to mój pierwszy raz w tej metropolii i jest bardzo ciekawie. Bardzo kolorowo. No teraz czarno, co nie? – poprawił się speszony, również faktem, że pożar w którym zginęło setki, może tysiące ludzi (setki tysięcy?) stanowił dla niego w pewnym sensie atrakcję turystyczną. Spoważniał dopiero na wzmiankę o tym co było w dymie i pyle. – Tak myślisz? Och... o nie... wiesz co, moja matka miała kryształy na oczyszczenie organizmu i koniecznie musimy sobie załatwić kadzidła, które przeganiają złe duchy z płuc. – pokiwał z przekonaniem głową. – Na Nokturnie jest taki jeden sklep w którym mogliby to nam ulepić. Tak mi się wydaje. – na Nokturnie było wszystko i energia tam przepływała lepiej według Key niż gdziekolwiek indziej (jak również cudza własność przepływała... z rąk do rąk...), ale teraz zdawało jej się to bardzo dobrym pomysłem. – Dobra Elias, co jeszcze jest do roboty? Gadaj, jedna podłoga to nie czysty zakład, a wiesz, jak razem szybciej skończymy, to szybciej przyjdzie przerwa na lunch – zachęciła go tym, czym sama zachęcała się najlepiej. Może chłopak miał coś dobrego na drugie śniadanie? Trochę głupio było węszyć za jego torbą już teraz...