Na pewno istniała jakaś alternatywa, tyle, że Yaxley nie do końca chciała jej szukać, bo wydawało jej się, iż znalazła idealne stworzenie. Nie widziała więc sensu by sięgać po kolejne gatunki zwierząt, nie gdy ten pierwszy wybór jej zdaniem był stuprocentowo trafiony.
Co do atrakcyjności tego stworzenia pewnie też można by było o tym dyskutować. Zdaniem Geraldine ośmiornice miały swój urok, były dostojne, kurewsko inteligentne, no i miały wiele innych zalet. Może nie wszyscy je doceniali, ale tak to już bywa z ludźmi, nie zawsze są w stanie dostrzec całość, sugerują się jakąś opinią, czy częścią faktów.
- Kiedyś pewnie ci o tym powiem, ale skoro nie chcesz teraz, to trudno, Twoja strata. - Oczywiście, że nie zamierzała wychodzić przed szereg, zachowa sobie na później ewentualne porównania, bo na pewno znajdzie się ku temu jakaś okazja. Tak właściwie to w przyszłości pewnie mieli mieć ku temu wiele okazji.
- Słucham, wtedy kiedy mi się to podoba. - wyciągała to również w sytuacjach, które się o to prosiły. Nie należała w końcu do osób, które kierowały się czyimś zdaniem, ale jeśli mogła z tego skorzystać w tym momencie, to nie zamierzała ignorować tej możliwości. Ona miała nieco inne nastawienie, zresztą też nie bała się o tym mówić głośno, jednak najbardziej lubiła załatwiać podobne sprawy po prostu korzystając z pomocy specjalistów, skoro jej słowo nie wystarczało, to szukała kogoś, kto faktycznie się na tym znał i trudno było walczyć z jego eksperckim zdaniem. Najprostsza metoda by udowodnić to, że miała rację.
Nie wydawało jej się potrzebne dogłębne konsultowanie tego, co się między nimi działo. Dostali pewne informacje, wskazówki, reszty mogli domyślić się sami. Nie byli przecież zupełnymi ignorantami, potrafili łączyć kropki, nie potrzebowali specjalisty, który tłumaczyłby im wszystko po kolei. Mogli dojść do pewnych rzeczy sami.
- Znowu się zgadzamy. - Tak, ona również nie sądziła, aby był sens w angażowaniu w to jej przyjaciółki. Na pewno miała wiele ciekawszych rzeczy do zrobienia. Zresztą zbyt wiele razy korzystała z jej uprzejmości, wypadałoby przestać to robić, szczególnie w takim napiętym czasie. Bulstrode jako specjalistka na pewno miała ręce pełne roboty, w końcu pojawiło się wiele nowych klątw, które dręczyły ludzi, a ona jak nikt inny radziła sobie z takimi rzeczami.
- Już Ty dobrze wiesz czemu. - Tak, podpuszczał ją, wyczuwała to. Yaxleyówna jednak nie należała do osób, które swoje uczucia nazywały po imieniu, nie miała problemu z tym, aby być bezpośrednią we wszystkich innych tematach, jednak to zawsze było dla niej problemem. Zawdzięczała to swojemu szorstkiemu wychowaniu, w jej rodzinie raczej nie było miejsca na takie sprawy, więc tego nie robiła. Jasne, próbowała, czasem, ostatnio otworzyła się dość mocno, ale nie zmieniało to faktu, że nadal było to dla niej problematyczne.
- Okazuje się, że nie na wszystko ma się wpływ, nawet jeśli myśli się inaczej, pozostaje to zaakceptować. - Jasne, mogła trzymać się narracji, że jest panią swojego losu, ale po co? Nie do końca w to aktualnie wierzyła. Dotarło do niej, że istnieją siły, którym nie dało się przeciwstawić, same próby mogły wiele kosztować. Nie wydawało jej się, aby istniał sens w walce dla samej walki, skoro przy tym nie niosłoby to ze sobą niczego, co było właściwe.
- Tak, jest inaczej, samo z siebie, po prostu, nagle. - Tylko, że coś co kiedyś wydawało się niemożliwe, raczej nie dla niej okazało się być czymś w czym potrafiła się odnaleźć. Bez większego problemu. Nie widziała potrzeby, aby podążać za samodzielnością, czy bezwzględną wolnością, które kiedyś wydawały się być dla niej najważniejsze. Bardzo łatwo przychodziło odnalezienie się w nowej rzeczywistości, nic to nie kosztowało, chociaż kiedyś wydawało jej się zupełnie inaczej.