29.07.2025, 00:15 ✶
Westchnęła kolejny już raz, w sposób pełen boleści i pewnie ktoś mógłby powiedzieć, że jak zwykle teatralny, gdyby nie fakt że trochę już ta scena trwała - na tyle by można było się domyślać, że nie był to kolejny jej wymysł, a prawdziwy problem. Przynajmniej w jej głowie. Pierwsze słowa Peregrinusa spotkały się też z dalszą odpowiedzią, ale niestety (a może na szczęście) Lyssa postanowiła wtedy schować wtedy głowę w poduszce, mamrocząc coś w nieartykułowalny sposób i majtając przez moment zwisającą z kanapy nogą.
- Żeby to jedną - załkała wreszcie, unosząc na moment podbródek, tak by mógł ją słyszeć. Włosy jednak posypały się na twarz, tak że wyglądała bardziej jak złośliwa mara, a nie ludzka dziewczyna. - Ale wszystko mi ucieka, Peregrinusie, i ja już w ogóle nie wiem co robić. No bo widzisz, na Beltane uratował mnie taki jeden pan auror, bo dotknęłam przeklętego diademu, pamiętasz? No i jak tu nie kochać bohatera, prawda? Ale wiesz co się potem okazało? To była naprawdę okropne, bo wydawał się bardzo miły, ale ktoś mu wybił zęby i mu brakowało - westchnęła, przytulając do piersi tę samą poduszką, do której przed chwilą mamrotała. - A potem? Oh, a potem był ten taki chłopak, którego jeszcze poznałam podczas Ostary. Myślał, że jestem wilą, wiesz? I potem trochę napisał o mnie książkę. Ale chyba się wystraszył - zamajtała nogami w powietrzu, odgarniając wreszcie włosy z twarzy. - A potem? Potem było wesele, Peregrinie. Ogólnie to było bardzo średnie i mnie oblano drinkiem i ten drink sprawił że śpiewałam i w życiu się tak chyba nie zbłaźniłam, ale on powiedział że ja to zrobiłam wszystko specjalnie żeby to jego zbłaźnić. WYOBRAŻASZ TO SOBIE? - zmarszczyła brwi, nagle znowu bardziej zła jak nieszczęśliwa. - W życiu bym czegoś takiego nie zrobiła. Ale potem mnie zaprosił na randkę i w sumie to było okropnie, ale tak naprawdę to bardzo fajnie, ale potem mu zmarł ojciec i ja bardzo mu współczuję, oczywiście, ALE ON WYJECHAŁ Z KRAJU! I nie to, żeby mi jakoś zależało, ale to miało potencjał - uniosła podbródek jeszcze wyżej, wyraźnie urażona tym faktem, ale tak naprawdę... tak naprawdę to było jej bardzo przykro.
- Żeby to jedną - załkała wreszcie, unosząc na moment podbródek, tak by mógł ją słyszeć. Włosy jednak posypały się na twarz, tak że wyglądała bardziej jak złośliwa mara, a nie ludzka dziewczyna. - Ale wszystko mi ucieka, Peregrinusie, i ja już w ogóle nie wiem co robić. No bo widzisz, na Beltane uratował mnie taki jeden pan auror, bo dotknęłam przeklętego diademu, pamiętasz? No i jak tu nie kochać bohatera, prawda? Ale wiesz co się potem okazało? To była naprawdę okropne, bo wydawał się bardzo miły, ale ktoś mu wybił zęby i mu brakowało - westchnęła, przytulając do piersi tę samą poduszką, do której przed chwilą mamrotała. - A potem? Oh, a potem był ten taki chłopak, którego jeszcze poznałam podczas Ostary. Myślał, że jestem wilą, wiesz? I potem trochę napisał o mnie książkę. Ale chyba się wystraszył - zamajtała nogami w powietrzu, odgarniając wreszcie włosy z twarzy. - A potem? Potem było wesele, Peregrinie. Ogólnie to było bardzo średnie i mnie oblano drinkiem i ten drink sprawił że śpiewałam i w życiu się tak chyba nie zbłaźniłam, ale on powiedział że ja to zrobiłam wszystko specjalnie żeby to jego zbłaźnić. WYOBRAŻASZ TO SOBIE? - zmarszczyła brwi, nagle znowu bardziej zła jak nieszczęśliwa. - W życiu bym czegoś takiego nie zrobiła. Ale potem mnie zaprosił na randkę i w sumie to było okropnie, ale tak naprawdę to bardzo fajnie, ale potem mu zmarł ojciec i ja bardzo mu współczuję, oczywiście, ALE ON WYJECHAŁ Z KRAJU! I nie to, żeby mi jakoś zależało, ale to miało potencjał - uniosła podbródek jeszcze wyżej, wyraźnie urażona tym faktem, ale tak naprawdę... tak naprawdę to było jej bardzo przykro.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.